Bułeczki z cukinią

Moje pierwsze bułeczki upiekłam z twarożkiem wiejskim. Krzywe, mało urokliwe i zbite. Smakowały nam jednak bardzo, a już następne, i kolejne były coraz piękniejsze, mięciutkie, wspaniałe, jak te z ziemniakami. Jedne z pyszniejszych (i pierwsze publikowane na blogu) jakie zrobiłam, dlatego dziś: reaktywacja (:

Reaktywacja w wersji zielonej – z cukinią. Podobnie jak kartoflana – smakuje świetnie. Cukinii jak się zapewne domyślacie nie czuć, ale widać jeśli tylko pozostawicie skórkę. Bardzo dobre zarówno na słodko, jak i słono.

składniki na 12 bułek:

  • 1/2 szklanki jogurtu greckiego
  • 1/2 szklanki cieplej wody
  • 3 szklanki mąki
  • 2 łyżeczki drożdży świeżych
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 łyżeczka drobno posiekanej mięty
  • 1 szklanka startej na dużych oczkach cukinii
  • 50g miękkiego masła

Nastawić zaczyn: drożdże rozpuścić w wodzie, dodać łyżeczkę mąki i cukru. Odstawić do napuszenia. Mąkę przesiać z solą, dodać jogurt i masło. Rozetrzeć jak na kruszonkę palcami. Dodać napuszony zaczyn, następnie miętę i cukinię. Wyrobić, przełożyć do miski nasmarowanej oliwą i odstawić na 45 minut w ciepłe miejsce.

Ciasto podzielić na 12 równych części (po ok. 75g), przykryć ściereczką. Bułeczki wyrastały ok. 25 minut. Przed włożeniem do pieca posypać wierzchy mąką lub posmarować mlekiem. Piec je w piecu rozgrzanym do 200C, BEZ PARY, przez 25 minut.

Buon Appetito! 🙂

Makaroniki. Orzech laskowy i Nutella.


Wczoraj całą godzinę przesiedziałam w banku zdjęć przeglądając różne rodzaje makaroników. Czego to ludzie nie wymyślą?! Najbardziej fascynujące były… z ketchupem (prawda Jul? (: ). Mimo, że lubię eksperymentować to te ominę szerokim łukiem (; Za to ogromnie spodobało mi się zastąpienie migdałów innymi orzechami. Widziałam pistacjowe, fistaszkowe, makadamia – sama zdecydowałam się na laskowe.

Jeśli próbowaliście już popularne migdałowe macarons to smak tych z pewnością Was zaskoczy. Nie są takie delikatne. Orzechy laskowe są bardzo mocno wyczuwalne – pachną zabójczo. Wielbiciele laskowców z pewnością będą zachwyceni. A czym jak nie Nutellą mogłam je przełożyć? No czym? (:

podstawowe proporcje na makaroniki Felluni znalazłam u Tili:

składniki na ciasteczka:

  • 70 g białek, wysuszonych przez min. 12-24h na blacie (białka przelewamy do miseczki i odstawiamy w temp. pokojowej na cały dzień, polecam odstawić ok. 10g więcej ponieważ po nocy/dobie początkowa ilość maleje dość znacznie)
  • 170 g cukru pudru, w proporcji 35:135
  • 100 g zmielonych orzechów laskowych (kupiłam gotowe w Lidlu)

dodatkowo:

  • Nutella

Przygotować makaroniki: Białka ubić na średnio sztywno, dodać 35g cukru pudru i ubić maksymalnie. 135g cukru pudru przesiać ze zmielonymi orzechami laskowymi. Wmieszać sypkie składniki do białek.

Przełożyć do rękawa cukierniczego, wycisnąć równe krążki na blachę wyłożoną pergaminem. Blachą należy delikatnie, ale stanowczo uderzyć o miękką powierzchnię, najlepsze jest do tego łóżko lub tapczan, by masa równomiernie się rozłożyła, a ewentualne czubeczki pochowały. Ciasteczka można posypać czymś (np. sproszkowanymi owocami, drobno zmielonymi orzechami, lub drobno zmieloną kawą). Potem odkładamy blachy na ok. 30 minut, by makaroniki podeschły i utworzyła się na nich cienka skorupka (będzie można bez przyklejenia dotknąć je delikatnie palcem). Piec w 140 stopniach przez ok. 12-15 minut. Czas pieczenia w każdym piekarniku może być różny. Makaroniki nie powinny się zbrązowieć!

Ostudzone makaroniki przekładać Nutellą. Podawać i zajadać.

Buon Appetito! 🙂

 

 

Fougasse

Fougasse to rodzaj francuskiego pieczywa z nadzieniem. Jest to odpowiednik włoskiej Foccaci, którą próbowałam będąc w Toskanii. A że była smaczna – szczególnie z pomidorkami koktajlowymi – z chęcią sięgnełam po przepis na jej francuski odpowiednik.

Dokładnie Fougasse wywodzi się z Prowansji – a co większości kojarzy się z tym regionem? Zioła prowansalskie! Nie mogło ich oczywiście zabraknąć przy komponowaniu mojego nadzienia. Pozostając w klimacie francuskim dodałam również podduszoną na oliwie paprykę, cukinię, bakłażana, pomidora i duuużo czosnku. Z dostępnych w moim mieście serów wybrałam pleśniowy Brie, który delikatnie się roztopił, dodatkowo wzmacniając aromat.

Fougasse jest pyszne – ciasto mięciutkie, przypominające chlebowe. Nadzienie bardzo na czasie, z mnóstwem pięknych, dojrzałych warzyw. Nie żałujcie jednak przypraw, by neutralność ciasta nie przyćmiła smaku. Polecam.

Oczku dziękuję za wybór przepisu do tej edycji WP (: poniżej podaję z moimi małymi zmianami.

Chlebek-drabina
(Fougasse)
(2 bochenki)

Składniki na ciasto:

  • 1 3/4 szklanki mąki uniwersalnej
  • 1 3/4 szklanki mąki chlebowej
  • 1 1/2 łyżeczki soli
  • 2 1/4 łyżeczki świeżych drożdży
  • 1 łyżka miękkiego masła
  • 3 łyżki mleka
  • 3 łyżeczki cukru
  • 1 szklanka ciepłej wody + dodatkowo


Nadzienie:

  • 1 średnia cukinia
  • 1 mały bakłażan
  • 1 mała papryka
  • 1 duży pomidor
  • 2-3 ząbki czosnku
  • ser Brie lub inny ulubiony
  • zioła prowansalskie
  • oliwa
  • sól
  • pieprz

Warzywa pokroić na plasterki. Cukinię, bakłażana i paprykę wymieszać w dużej misce z oliwą, solą i pieprzem (przypraw nie żałować). Zgrillować na patelni. Dodać drobno posiekany czosnek i zioła, wymieszać, ostudzić.

Ciasto: Drożdże rozpuścić w ciepłej wodzie, z mlekiem, łyżeczką cukru i mąki. Odstawić w ciepłe miejsce na 20 minut. Przesiać mąkę z solą i cukrem do dużej miski, dodać masło i rozgnieść w palcach jak na kruszonkę. Dodać wyrośnięty zaczyn i wyrobić 10 minut (moje było za suche więc dodałam kilka łyżek ciepłej wody). Wyrobione ciasto uformować w kulę i włożyć do misy na ok. 45 minut do wyrastania, aż podwoi swoją objętość.
Po tym czasie delikatnie wyjąć ciasto, podzielić je na dwie części (po ok. 1/2 kg) i uformować 2 gładkie kule. Przykryć wilgotną ściereczką i odstawić na blacie do podwojenia objętości, na ok. 20-25 minut. W tym czasie nagrzać piekarnik do 220 stopni Celsjusza (IMO z kamieniem, czyli na minimum godzinę wcześniej).


Gdy kule podwoją objętość, przebić je, uformować w kształt prostokąta o wymiarach ok. 10 cm x 25 cm (u mnie większe). Na połowie ciasta, wzdłuż dłuższego boku rozsmarować wybrane nadzienie oraz ser, zostawiając wolny brzeg ok. 1,5 cm. Drugą połówkę ciasta ponacinać ostrą żyletką (IMO nóż może się tutaj nie sprawdzić) na całej długości w 4-6 miejscach, dokonując ukośnych nacięć. Złożyć ciasto, by nacięcia były na górze, a brzegi docisnąć, by się dobrze zlepiły. Posmarować jajkiem (ew. mlekiem lub wodą z mąką), posypać sezamem, ziołami (lub inną ulubioną posypką) i wstawić do pieca. Piec przez 15-20 minut z parą.

Buon Appetito! 🙂

Bagietki

Bagietka perfekcyjna. Mięciutka w środku z mnóstwem małych, średnich i dużych dziurek oraz chrupiącą skórką. Przepis jest na zaczynie drożdżowym zwanym poolish, a to mój ulubiony. Myślę, że pieczywo na nim pieczone może konkurować nawet z zakwasem. A już na pewno idelanie nadaje się dla poczatkujących – ciasto zawsze rośnie w oczach (;

A ja… chyba wciąż żyję Toskanią – zapomniałam dodać soli do ciasta… (tam chleb piecze się właśnie bez niej). Nic to jednak, pokochałam to pieczywo i dzisiejsze bagietki polecam gorąco, z solą lub bez (;

przepis Mistrza J. Hamelmana, składniki na 4 bagietki

składniki na zaczyn:

  • 2 i 3/8 szklanki mąki pszennej chlebowej
  • 1 i 3/8 szklanki wody
  • 1/8 łyżeczki drożdży suszonych

Drożdże rozpuścić w wodzie. Dodać mąkę i wymieszać, przykryć i odstawić na 12-16 godzin w 20st.C.

składniki na ciasto:

  • 4 i 7/8 szklanki mąki
  • 1 i 3/8 szklanki wody
  • 1 łyżka soli
  • 1 i 1/4 łyżeczki drożdży suszonych
  • zaczyn

Drożdże rozpuścić w wodzie. Mąkę wymieszać z solą. Dodać wszystko do zaczynu i zagnieść gładkie ciasto (ma być nieco luźne). Odstawić na 2 godziny (po 1h składamy). Dzielimy ciasto na 4 części, pozostawić je na 20 minut by odpoczeły. Po tym czasie formujemy bagietki, wkładamy do specjalnej foremki na bagietki do wyrośnięcia na 1-1,5 godziny (ja nie mam takiej foremki więc zagiełam papier do pieczenia by podtrzymywał ciasto i tak wyrastały). Nacinamy i pieczemy 25-30 minut w 235st.C.

Buon Appetito! (:

Waniliowo-czekoladowe tartaletki Pierra Herme

Kompozycja idealna i barrrdzo waniliowa.
Czasochłonna, ale absolutnie nie! trudna.

W co powinniśmy się zaopatrzyć? W dużą ilość wanilii, jajek, białej czekolady i… cierpliwość. To główne nasze zadanie, potem już tylko dokładnie czytamy przepis, przygotowujemy resztę składników, kilka kuchennych sprzętów i do roboty (:
Tartaletki są bardzo wdzięczne, takie delikatne. Sam wygląd sprawia, że trudno w ciastkach zanurzyć widelczyk, by nie naruszyć ich struktury.

Na początek: kruche ciasto. Nie ma już przede mną tajemnic. Znalazłam swój ulubiony przepis na miękkim maśle i jego się trzymam. Cieniutkie, maślane, ciut migdałowe – przedobre.
Następnie biszkopt i syrop waniliowy. Wcale nie jest suchy, ale że nie zawiera w sobie wanilii (a każda warstwa musi ją mieć (;) nasączamy syropem.
Potem glazura waniliowa do wysmarowania korpusów z ciasta kruchego, biszkopt jest wtedy porządnie umocowany. Zyskuje na dodatkowym smaku i wilgotności.
Najpyszniejszy jest mus z kremu angielskiego z serkiem mascarpone. Rozpływający się w ustach i taki smaczny, że mogłabym go jeść nawet sam. Warty wykorzystania w przypadku innych deserów.
A na koniec: waniliowy ganache z białą czekoladą. Przysłowiowa kropka nad ‚i’.

Tartaletki są jednym słowem: bajeczne. Samo przygotowanie było dla mnie ogromną przyjemnością, a pochwały i zachwyt na buziach Rodziny: bezcenne. I te słowa naszego Portorykańskiego gościa: to jest tak dobre, że mógłym napisać o tym piosenkę (; Cóż więcej mogę dodać? Jeśli chcecie poczuć waniliowe niebo w gębie – zróbcie tartaletki od P.Herme.

przepis znaleziony u Lo, zajrzyjcie do Pistacji. Autorka podaje wiele cennych wskazówek, za które bardzo dziękuję! (: Warto również rozplanować sobie całe przygotowania na dwa dni.

Kruche ciasto migdałowe
•    150 g miękkiego masła
•    30 g mąki migdałowej (bardzo drobno zmielonych migdałów)
•    95 g cukru pudru
•    0.5 g sproszkowanego rdzenia z wanilii lub 1 cukier waniliowy z prawdziwą wanilią
•    60 g jajek (1 duże)
•    szczypta soli
•    250 g mąki pszennej tortowej
Zmiksować masło i cały czas je miksując dodawać pozostałe składniki. Dokładnie wyrobić ciasto, uformować je w kulę, lekko spłaszczyć i owinięte w folie spożywczą włożyć do lodówki na 3 godziny lub całą noc. Następnie ciasto rozwałkować na grubość 2 mm, wyłoży nim foremki do tartaletek (ja użyłam obręczy bez dna). Na cieście położyć krążek z papieru do pieczenia i wsypać na to fasolki. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 170 stopni C i piec 10 – 12 minut. Zdjąć papier i fasolki i piec jeszcze 5 – 8 minut. Ciasto ma być złote. Wystudzić.

Biszkopt (biscuit cuillere)
•    360 g białek (u mnie taka waga wyszła z 11 jaj)
•    5 g sproszkowanych białek  (egg white powder) – pominęłam
•    225 g cukru
•    200 g żółtek
•    20 g cukru inwertowanego* (można pominąć, ja pominęłam)
•    125 g mąki pszennej
•    125 g mąki ziemniaczanej
Ubić białka, cukier i białka w proszku na sztywną pianę przy pomocy miksera. Dodać żółtka i zacząć lekko mieszać całość przy pomocy trzepaczki. Po trochu dodawać przesiane mąki. Gładkie ciasto wyłożyć na dużą blachę (z wyposażenia piekarnika) wyłożoną papierem do pieczenia. Wyrównać całość szpatułką. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 200 stopni C i piec 10 minut.  Wystudzić.

Pasta z tlenku tytanu (nie zrobiłam (: )
•    25 g tlenku tytanu
•    15 g wody
W małej miseczce wymieszać przy pomocy łyżeczki obydwa składniki.

Syrop cukrowy
•    50 g cukru
•    45 g wody
Obydwa składniki zagotować.

Glazura neutralna
•    500 g wody
•    2 rozkrojone laski wanilii
•    200g cukru
•    20 g pektyny
Pektynę wymieszać z cukrem, dodać wodę i wanilię. Zagotować, zmniejszyć płomień i gotować 3 minuty.  Zdjąć z ognia. Odstawić na 30 minut. Można wstawić na noc do lodówki. Podgrzać przed dalszym użyciem.

Glazura waniliowa
•    450 g białej kuwertury (lub białej czekolady dobrej jakości)
•    180 g śmietanki kremówki
•    10 g glukozy w proszku (do kupienia w aptekach)
•    25 g syropu cukrowego przyrządzonego wcześniej
•    360 g glazury neutralnej
•    1 laska wanilii z Madagaskaru (rdzeń i strąk osobno)
•    12,5 g pasty z tlenku tytanu (pominęłam)
Na parze rozpuścić kuwerturę. Zagotować śmietankę z laską wanilii. Zdjąć z ognia. Cały czas mieszając dodawać rozpuszczoną kuwerturę. Glazurę neutralną zagotować z syropem cukrowym i glukozą. Dodać do masy śmietanowej. Wymieszać. Dodać pastę z tlenku tytanu. Wszystko dokładnie wymieszać do uzyskania gładkiej masy. Można użyć blendera.

Angielski krem waniliowy
•    500 g śmietanki
•    1 strąk wanilii z Meksyku (u mnie wszystkie laski wanilii były z Madagaskaru)
•    1 strąk wanilii z Tahiti
•    1 strąk wanilii z Madagaskaru
•    100 g żółtek
•    125 g cukru
•    7 g żelatyny w płatkach
Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie. Zmiksować żółtka z cukrem. Zagotować śmietankę z przeciętymi laskami wanilii. Ziarenka wydłubać końcówką noża. Połowę gorącej śmietanki dodać do masy żółtkowej i wymieszać. Całość przelać do pozostałej śmietanki i cały czas mieszając podgrzewać do momentu lekkiego zgęstnienia. Dodać dobrze odciśniętą żelatynę i wymieszać. Wyjąć strąki wanilii.

Waniliowy krem z serkiem mascarpone
•    375 g angielskiego kremu waniliowego
•    250 g serka mascarpone
Krem angielski zmiksować z mascarpone.
Masę wylać do dużej formy wyłożonej papierem do pieczenia  na grubość 1 cm.

Ganache waniliowy z białą czekoladą
•    225 g śmietanki
•    1 strąk wanilii z Meksyku
•    1 strąk wanilii z Tahiti
•    1 strąk wanilii z Madagaskaru
•    4 g naturalnego ekstraktu z wanilii (nie alkoholowego)
•    2 g sproszkowanego rdzenia z wanilii
•    250 g białej kuwertury
Ziarenka z rdzenia wanilii wydłubać końcówką noża i dodać do śmietanki razem ze  strąkami. Zagotować. Odstawić na 30 minut do naciągnięcia aromatu. Rozpuścić na parze kuwerturę. Ze śmietanki wyjąć strąki i dodać ekstrakt  oraz  sproszkowany rdzeń z wanilii. Dodać rozpuszczoną kuwerturę i wszystko wymieszać na gładką masę.

Syrop waniliowy
•    500 g wody
•    0,5 g wanilii z Meksyku
•    0,5 g wanilii z Tahiti
•    0,5 g wanilii z Madagaskaru
•    10 g naturalnego ekstraktu z wanilii
•    250 g cukru
•    25 g rumu
Zagotować wodę z cukrem i strąkami wanilii (przyrządzonymi jw). Pozostawić na 30 minut. Dodać rum i ekstrakt. Wymieszać i odstawić.

Montaż tartaletek.
Przy pomocy metalowej, okrągłej foremki z biszkoptu powycinać krążki wielkości tartaletek (wewnątrz). Korpusy z ciasta przy pomocy pędzelka wysmarować wewnątrz (dno i boki) ganachem waniliowym. Krążki biszkoptu zanurzyć w syropie waniliowym, lekko odcisnąć i włożyć do wnętrza korpusów z ciasta. Wierzch posmarować ganachem waniliowym. Przy pomocy tej samej okrągłej foremki powycinać krążki z zastygniętego kremu angielskiego z mascarpone. Ułożyć je na kratce kuchennej. Polać je glazurą waniliową i wygładzić wierzchy (zrobiłam inaczej, krążki poukładałam na ciastkach, schłodziłam i potem rozsmarowałam glazurą). Całość przełożyć na wierzch tartaletek. Schłodzić w lodówce przez godzinę.

Cukier inwertowany*‎: Cukier inwertowany jest mieszaniną glukozy i fruktozy w stosunku 1:1. Powstaje przy ogrzewaniu syropu cukrowego z niewielkim dodatkiem środka zakwaszającego (np. winianu potasu lub soku z cytryny), w wyniku czego zmniejsza się wielkość kryształów. Ze względu na strukturę (drobnokrystaliczną), cukier inwertowany posiada “gładką” strukturę i jest stosowany przy wyrobie cukierków pomadkowych i niektórych syropów. W produkcji dżemów i galaretek cukier inwertowany powstaje samoczynnie w reakcji naturalnych kwasów obecnych w owocach z krystalicznym cukrem, w podwyższonej temperaturze.

Bardzo waniliowe Buon Appetito! 🙂


Toskania cz. 2

Jeśli ktoś przegapił, tutaj część pierwsza (:

Środa przywitała nas pięknym słońcem. Dzień spędziliśmy przy ogrodowym basenie. W tak zwanym międzyczasie kilka osób pojechało do sklepu po składniki na wieczorny posiłek, który mieliśmy zjeść wspólnie w villi. Każdy określił się dnia poprzedniego na co ma ochotę, do wyboru: ryba lub mięso.


Rybę nafaszerowaliśmy masełkiem czosnkowo-pietruszkowym z odrobiną gałki muszkatołowej, natomiast mięso zamarynowaliśmy w rozmarynie, czosnku, cebuli, czerwonym winie oraz morelach dla słodyczy. Jako dodatki wraz z Kuzynką przygotowałyśmy dwa rodzaje zieleniny z mieszanki sałat, rukoli, cykorii z pomidorami, papryką, parmezanem i dużą ilością oliwy, soku cytrynowego, octu winnego, przypraw.

Było pysznie. Żałowaliśmy jedynie, że na deser nie zrobiliśmy tiramisu (: a gotowanie i biesiadowanie w takiej kuchni to sama przyjemność.

Dnia następnego już nie było tak pięknie,  fala deszczu i burza. Mimo to pojechaliśmy do Florencji. Po 1,5 godziny drogi słońce wyjrzało za zasnutego gęstymi, szarymi chmurami nieba. Mieliśmy kilka godzin pogody w sam raz na zwiedzanie. Niestety na miejsce dotarliśmy dość późno, więc po wyjeździe czułam mały niedosyt. Po kolei jednak.

Znaleźliśmy się w sercu Florencji – Piazza del Duomo. Na placu tym wznosi się katedra z majestatyczną kopułą. Tuż obok babtysterium – najstarszy budynek miasta – z imponującymi drzwiami wschodnimi, tzw. Brama Raju, zdobione scenami ze Starego Testamentu.


Wąskimi, uroczymi uliczkami przeszliśmy na Piazza della Signoria. Całe mnóstwo posągów czaruje tu swą monumentalnością. Szczególnie Dawid Michała Anioła. Anatomia człowieka żywego przy nim poszłaby jak z płatka (;


Kolejnym przystankiem był jeden z lepiej znanych widoków Florencji – Ponte Vecchio – most z licznymi sklepami jubilerskimi, na którym złapał nas deszcz ku uciesze męskiej części grupy, więc szybko wycofaliśmy się do kawiarni na kawę i ciasteczka.

Tak szybko jak opady się zaczeły tak szybko się skończyły. Powędrowaliśmy więc w stronę parkingu wśród sklepów rażących cenami torebek, zegarków, sukienek od Gucciego, Armaniego, Prady…

Po powrocie nasze toskańskie wzgórze otoczyła burza. A trzeba Wam wiedzieć, że opady deszczu powodowały brak prądu w całym domu. Było jednak fajnie, bo… łapaliśmy pioruny (;


Dzień ostatni spędziliśmy na kupowaniu pamiątek w pobliskiej Lucce. Różnobarwne makarony, aromatyczne zioła i oliwy, soczyste, pachnące słońcem owoce, chrrrupiące cantucci, lniany fartuszek z moim imieniem i napisem: La Regina della cucina (królowa kuchni xD), książka z toskańskimi potrawami… by jak najwięcej aromatu wróciło z nami do domu.

Jak do tej pory to były dla mnie najwspanialsze wakacje. Z cudownymi ludźmi w cudownej, bajkowej Toskanii. Teraz już wiem, że muszę tam wrócić (:

Toskania cz. 1

W Toskanii nie sposób się nie zakochać. Jestem zauroczona tym co zobaczyłam, poczułam, usłyszałam, dotknełam… Każdy dom, ogród, widok niezmiennie zachwycał, to zupełnie inny kawałek świata, pełny koloru oraz uśmiechów odwiedzających, jak i mieszkańców.

Wyruszyliśmy nocą z czwartku na piątek. Po 14 godzinach byliśmy w miasteczku oddalonym od Pizy o 40km gdzie zjedliśmy pierwszą kolację we włoskim stylu i spędziliśmy noc, by rankiem wyruszyć zobaczyć krzywą wieżę. Na zdjęciach zawsze wyglądała mało realistycznie – jak wklejona. Na żywo również miałam wrażenie, że jest sztuczna (; no bo jak to możliwe by była odchylona aż tak? Jej górny szczyt od pionu odstaje o 5 metrów… Ale ona naprawdę taka jest, oryginał z niej jak mało co. Oczywiście obowiązkiem jest zdjęcie z podtrzymywaniem lub przechylaniem wieży… ja mam oba xD


Przeszliśmy ulicami miasteczka, i z powrotem zapakowaliśmy się w samochody by wyruszyć we właściwe miejsce. Już po godzinie dotarliśmy do miniaturowego miasteczka Capella, obok Lucci. Na początku było fajnie… potem się zaczęło :/ By dojechać do naszego domu na wzgórzu trzeba było pokonać mnóstwo zakrętów na wąskiej, stromej dróżce. Nie powiem: trochę mnie to zestresowało (; jeden należało nawet pokonywać na dwa razy… no ale kto to widział by trzeba było zakręcać o 180 stopni?! (: Po 10-minutowej męczarni parkując za skrzypiącą bramą wysiedliśmy z aut i to było to. Widok jak nie z tej ziemi, byliśmy w niebie (:


Wiadomo co nastąpiło potem, meldowanie, zajmowanie pokoi, zwiedzanie, oglądanie. Sobotę i niedzielę spędziliśmy na tak zwanym ‚chillowaniu’, czyli nic-nie-robieniu (: A wieczorem poszliśmy na piknik. Zdjęć dań głównych nie mam niestety – byliśmy zbyt głodni. Potrawy swojskie i smaczne: makarony w sosie pomidorowym z chilli, bolońskim, kasza jaglana obficie skropiona oliwą i posypana parmezanem, la bistecca, czyli wołowina, do picia białe i czerwone wino oraz woda, a na deser tarty w trzech różnych smakach: ziołowym, orzechowym i czekoladowym.

Po weekendzie pojechaliśmy na wycieczkę do malowniczego miasteczka Manarola w Ligurii. Urwiste klify, wspaniałe winnice, gaje oliwne, strome zbocza schodzące tarasowo, różnobarwne domy to tylko kilka jej cech. Aby się do Manaroli dostać należało przeżyć koszmar serpentyn, zakrętów i zjazdów, ale całość wynagrodziły późniejsze widoki.


Tutaj zjedliśmy najlepszy posiłek wyjazdu. Ravioli z sosem gorgonzola, gnocchi, pizza, ryby i owoce morza przyrządzone na tysiąc sposobów… każdy z osobna był bardzo zadowolony z tego co wybrał, a wszystko wyglądało naprawdę apetycznie, mimo że kucharz musiał w jednym czasie podać dania dla całej naszej grupy liczącej 18 osób.


Przed i do posiłku zawsze podawano chleb toskański. Jest to chleb specyficzny (ale jaki dobry!) – pieczony bez soli. Moja Mama znalazła trzy hipotezy dlaczego tak właśnie jest:

  1. sól sprawia, że chleb szybciej się psuje, a wilgotny klimat w Toskanii jeszcze szybciej przyśpiesza ten proces.
  2. dodatki do pieczywa są dostatecznie słone, więc sól wewnątrz chleba jest zbędna.
  3. włoski biskup nałożył ogromne sankcje na sól, mieszkańcy się zbuntowali i przestali ją kupować.

We wtorek pojechaliśmy nad morze. Piasek parzył w stopy więc najmilej spacerowało się brzegiem zbierając muszelki. Oczywiście można było się też wykąpać skacząc przez duże fale. Porównywalnie duże jak ma to w zwyczaju Bałtyk.

cdn.

Crostata di fichi – tarta figowa

Na pamiątkę z Italii przywiozłam śliczny lniany fartuszek, książkę kucharską, różnobarwne makarony, aromatyczne przyprawy i oliwy oraz figi – prawdziwie toskańskie figi. Od samego początku wiedziałam, że muszę nazbierać ich jak najwięcej, aby upiec tarte Jamiego Olivera. Co prawda na drzewach spotkałam jedynie niedojrzałe, twarde owoce, ale na małym bazarku u włoskiej Nonny już duże, soczyste, pachnące słońcem.

Wg. J. Olivera ‚figowa tarta stanowi kwintesencję toskańskiego deseru’. Kruche ciasto upiekłam z mojego ulubionego przepisu, co do reszty to nic już nie zmieniałam. Migdałowa masa jest chrupiąca na zewnątrz i kremowa, miękka w środku. Owoce wspaniale współgrają z całością, a dodatkowa nuta pomarańczy i tymianku wzmacnia aromat.

Moim i Rodziców zdaniem tarta jest pyszna, mimo że jest dość słodka. Nie wyobrażam sobie jednak by była inna. Musi być taka i już (: Natomiast Siostra stwierdziła, że byłaby idealna gdyby nie figi… Ehh o gustach się nie dyskutuje ;P

składniki na kruche ciasto:

  • 250g mąki
  • 125g masła, w temp. pokojowej
  • 100g cukru pudru
  • 1 jajko
  • skórka z jednej pomarańczy
  • szczypta soli

Mąkę z solą przesiać do dużej miski. Dodać masło w kawałkach i skórkę pomarańczową. Rozetrzeć palcami jak na kruszonkę. Dodać cukier, zamieszać. Następnie lekko roztrzepane jajko, zamieszać łyżką i szybko zagnieść. Uformować dysk, zawinąć w folię spożywczą i schłodzić minimum godzinę.

Po tym czasie ciasto rozwałkować (lekko podsypując mąką) na wymiar większy niż foremka na tarte (28cm). Foremkę wysmarować masłem i oprószyć mąką. Przełożyć ciasto. Ponakłuwać i włożyć do zamrażarnika na 30 minut. Na schłodzone ciasto połóż kawałek papieru do pieczenia, obciąż ryżem lub fasolą i piecz ok. 12 minut w 180st.C. Wyjmij ciasto z piekarnika i zmniejsz temp. do 170st.C.

W czasie gdy ciasto się chłodzi można przygotować nadzienie i figi.

składniki na masę orzechową:

  • 280g migdałów, zmielonych
  • 50g mąki pszennej
  • 250g masła, w temp. pokojowej
  • 200g cukru pudru (oryginalnie 250g)
  • 2 duże jajka, roztrzepane
  • 2 łyżki likieru pomarańczowego

Orzechy wymieszać z mąką. Masło ubić z cukrem. Do maślanej masy dodajemy orzechy, cały czas ubijamy, następnie jajka i likier. Schłodzić na 1/2 godziny by zgęstniała.

dodatkowo:

  • 15 całych fig, umytych
  • 30g cukru pudru
  • 2 łyżki wody
  • 1 łyżka likieru pomarańczowego
  • skórka z jednej pomarańczy
  • liski z dwóch gałązek tymianku (opcjonalnie)

Cukier podgrzać z wodą. Ostudzić i dodać likier. Obciąć ogonki fig, a następnie natnij je na krzyż i rozchyl palcami.

Schłodzoną masę orzechową wyłożyć na ciasto, następnie powciskać w nią figi rozciętą stroną w górę. Syropem cukrowym polać figi, posypać skórką pomarańczy i tymiankiem. Piec ok. 40 minut. Wierzch ma być rumiany i chrupki, środek miękki i kremowy. Odstaw do wystygnięcia na 30-40 minut. Podawać z mascarpone lub kremówką.

Buon Appetito! 🙂


Puszyste bułeczki (na jogurcie)

Są puchate, delikatnie słodkie, z chrupiącą kruszonką.
Najlepsze z masłem i miodem.

składniki na zaczyn:

  • 15g drożdży świeżych
  • 40ml mleka, ciepłego
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 łyżeczka mąki

składniki na ciasto:

  • 350g mąki
  • 50g cukru pudru
  • 1 łyżka cukru z prawdziwą wanilią
  • szczypta soli
  • 50g miękkiego masła
  • 180g jogurtu naturalnego
  • 1 jajko
  • zaczyn

Drożdże pokruszyć, połączyć z mlekiem, mąką i cukrem. Odstawić do napuszenia w ciepłe miejsce na 10-20 minut. Mąkę przesiać z solą i cukrem do dużej miski miksera. Dodać jogurt, masło, zaczyn i jajko. Zagnieść ok. 10 minut dolewając ew. mleko – ciasto ma być gładkie, miękkie i elastyczne, ale lepiej by było bardziej lepiące. Ciasto przełożyć do nasmarowanej olejem miski, przykryć czystym ręczniczkiem i odstawić do wyrośnięcia na ok. 1-1,5 godziny (tutaj najlepiej sprawdza się wyrastanie lodówkowe przez całą noc).

składniki na kruszonkę:

  • 25g masła
  • 75g mąki
  • 2 łyżki cukru

Mąkę rozetrzeć w palcach z masłem. Następnie dodać cukier i jeszcze chwilę rozcierać aż powstaną okruchy. Schłodzić.

Ciasto podzielić na 10 części, uformować bułeczki (pomagałam sobie maczając dłonie w oliwie). Odstawić na ok. 30-45 minut do napuszenia. Posmarować mlekiem, posypać kruszonką (to co spadnie docisnąć do brzegów spodów bułeczek) i piec 15-18 minut w 180st.C. Ostudzić na kratce kuchennej.

Buon Appetito! 🙂


Eklery czekoladowe

Eklery wyłącznie kojarzyły mi się z cukiernianymi ladami, na których leżały i leżały rzadko kupowane. Wydawały mi się mdłe, przesłodzone, a przełożone różowym, sztucznym kremem jeszcze bardziej nie zachęcały – omijałam je szerokim łukiem.

Ciasto ptysiowe jednak bardzo lubię. Babcia bardzo często robi malutkie ptysie na obiad do rosołu. Najbardziej smakują mi jeszcze lekko ciepłe, dopiero co wyciągnięte z piekarnika. Takie napuszone i puste w środku. Myślałam, że to trudne przedsięwzięcie by takie ciasto przygotować – nic bardziej mylnego. Robi się je bardzo przyjemnie i bardzo, bardzo szybko. Skorzystałam z przepisu P. Herme ‚Desery’, krok po kroku zadziałałam tak jak kazał. Do przełożenia ciastek natomiast Autor zaproponował mój ulubiony creme pattisiere, w wersji czekoladowej jednakże – jest lepszy niż waniliowy – mówię Wam (:

Krem i ciasto to sama radość, natomiast polewa… ojj nie jest z nią tak łatwo. Mimo że wygląda niepozornie to nie jest to zwykła polewa, a pomada czekoladowa z gotowanego cukru, wody, glukozy. Cała trudność polega w ucieraniu gorącego cukru. Trzeba robić to tak długo aż zbieleje a następnie dodać kakao. Ja przyznaję szczerze, że pierwsza próba się nie powiodła. Za drugim razem było juz lepiej aczkolwiek, dużo, dużo kombinowałam i nie wiem czy po raz drugi doszłabym to takiego efektu jak widać na zdjęciach. Pięknie się świeci i smakuje równie dobrze, jednak niewspółmiernie do włożonej pracy. Przepis podam, aczkolwiek sami zdecydujcie czy macie ochotę podjąć się wyzwania. Ja sama nie wiem czy będę wracała do tej polewy. Widziałam równie świecącą i znacznie łatwiejszą na forum CinCin. Uważam że z powodzeniem możecie właśnie ją wypróbować.

Same eklery są bardzo dobre, wychodzi ich spora porcja, całe 24 sztuki, mimo to znikają szybko… za szybko (;


Ciastka piekła ze mną Madzia, której serdecznie dziękuję za zaproszenie oraz odwagę w całym przedsięwzięciu eklerkowym ;*

 

składniki na 24 eklery

1. Przygotować czekoladowy creme patissiere.

2. Przygotować lukier pomadkowy.

3. Przygotować ciasto ptysiowe.

4. Creme patissere przełożyć do rękawa i wcisnąć do wnętrza każdego eklera.

5. Przygotować lukier czekoladowy.

6. Lukier przełożyć do rękawa z płaską końcówką, ozdobić eklerki, przechowywać w lodówce

czekoladowy creme patissiere:

  • 60g mąki ziemniaczanej
  • 160g cukru pudru
  • 8 żółtek
  • 2 łyżki kakao
  • 200g gorzkiej czekolady
  • 700ml mleka
  • 70g masła

Cukier, mąkę i kakao przesiać. Dodać żółtka i 50ml mleka by masa nie była za gęsta, utrzeć. Pozostałe mleko zagotować. Cienką strużką dolać do masy jajecznej. Przelać do garnka i mieszając trzepaczką poczekać aż zgęstnieje. Zestawić z ognia i dodać czekoladę, mieszać. Gdy nieco ostygnie dodać masło w kawałkach. Wymieszać aż będzie gładki. Przykryć folią, Ostudzić i schłodzić w lodówce.


lukier pomadkowy:

  • 450g cukru w kostkach
  • 20g glukozy
  • 2 łyżki wody

Do ronedlka z grubym dnem wrzucić składniki. Gotować na dużym ogniu do 121st. Przelać na marmurowy blat nasmarowany olejem. Pozostawić do lekkiego ostygnięcia. Ucierać metalową szpatułką aż zbieleje i będzie gładki, syrop przy brzegach zagarniać do środka. Przełożyć do słoika lub porcelanowej miski, szczelnie zamknąć, wstawić do lodówki
Lukier ten można ucierać tez drewniana łyżką w misce, jeśli zgęstnieje zanim zbieleje dodajemy kilka kropel wrzątku.

ciasto ptysiowe:

  • 120ml wody
  • 150ml mleka
  • 6g soli
  • 6g cukru drobnego
  • 115g masła
  • 150g mąki
  • 5 jajek, małych

Do rondelka wlać mleko i wodę, dodać sól, cukier i masło. Mieszając szpatułką doprowadzić do wrzenia. Wsypać całą porcję mąki. Na wolnym ogniu szybko ucierać ciasto szpatułką drewnianą, aż składniki się połącza a ciasto będzie gładkie i zacznie odstawać od ścianek i dna rondla, ucierać jeszcze 2-3 minuty by płyn odparował.
Przełożyć ciasto do salaterki, ucierać i stopniowo dodawać po jednym jajku aż składniki się połącza. Unosić od czasu do czasu ciasto by wprowadzić powietrze, ciasto jest gotowe gdy odpada ze szpatułki jak wstążka. Nagrzać piec do 190st. Ciasto przełożyć do worka cukierniczego z dużym owalnym otworem. Wycisnąć na papier do pieczenia na blaszce 24 eklery (po 12cm). Piec 20 minut, po 7 uchylić drzwiczki. Ostudzić na kratce kuchennej.

lukier czekoladowy:

  • 120g cukru pudru
  • 8 łyżek wody
  • lukier pomadkowy
  • 50g gorzkiego kakao, przesianego

Podgrzać cukier puder z wodą, w drugim rondlu rozpuścić lukier pomadkowy. Do rozpuszczonego lukru dodać 50g przesianego kakao. Delikatnie mieszając drewnianą łyżką wlewać syrop cukrowy wąską strużką, mieszać aż lukier będzie gładki i gęsty.

Buon Appetito! (: