New Years Clock Cupcakes

Co powiecie na noworoczny babeczkowy zegar?
Te muffinki wyglądały tak ślicznie w mojej nowej książce ‚Cupcakes’ Marthy Stewart, że nie mogłam się doczekać Nowego Roku by je przygotować. Każda kakaowa babeczka ozdobiona jest waniliowym kremem oraz czekoladowymi rzymskimi liczbami oznaczającymi godziny. Ułożone w okrąg, wraz z czekoladowymi wskazówkami fajnie imitują zegar.

Kremu trochę się obawiałam – nie samego przygotowania, tylko smaku. Jestem zaskoczona, że mimo dużej ilości masła, cukru i  białek wcale nie jest taki zły 😉 Należy jednak dodać sporo wanilii (ekstraktu i ziarenek z laski) by nie był mdły, a smaczny.
Babeczki zrobiłam z przepisu na Devil’s Food Cupcakes. Nazwę zawdzięczają głębokiej, ciemnej barwie charakterystycznej dla diabłów – stąd nazwa 😉 Martha poleca zwykłe maślankowe, ale cieszę się, że upiekłam te ponieważ odkryłam przepis na naprawdę dobre muffiny. Mocno kakaowe, mięciutkie, na pewno nie suche i nawet podobne do polskiego murzynka.

Uczestnicy konkursu niech zaglądną do blotki wcześniej KLIK 🙂

składniki na babeczki:

  • 1/4 szklanki gorzkiego kakao
  • 1/4 szklanki gorącej wody
  • 1 szklanka mąki
  • 1/3 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1/3 łyżeczki proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 1/2 szklanki miękkiego masła (115g)
  • 3/4 szklanki cukru brązowego
  • 2 małe jajka
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
  • 1/3 szklanki kwaśnej śmietany

Rozgrzej piekarnik do 175st.C. Muffinową foremkę wyłóż papilotkami.

Kakao rozpuść w goracej wodzie, mąki przesiej z sodą, proszkiem i solą, masło rozpuść z cukrem w rondelku. Rozpuszczone masło ubij przez 4-5 minut aż ostygnie. Dodaj jajko i wanilię. Nastepnie rozpuszczone w wodzie kakao. Na niskich obrotach miksera dodajemy 1/2 suchych składników i połowę maslanki, potem znowu mąkę i maslanke.

Foremki napełniamy ciastem*. Pieczemy około 15-20 minut lub do suchego patyczka i studzimy na kuchennej kratce.
*babeczki piekłam w foremce muffinowej z Ikei. Papilotki wypełniałam tak na wysokość 4/5.

składniki na krem:

  • 2 duze białka
  • 1/2 szklanki + 1 łyżeczka cukru
  • szczypta soli
  • 200g masła, w temp. pokojowej
  • 1 łyżka waniliowego ekstraktu
  • 1 laska wanilii

Ubij białka z cukrem i solą w kąpieli wodnej (cukier ma być całkowicie rozpuszczony a piana ciepła – najlepiej sprawdzać opuszkami palców). Sciągnij ją z ognia i ubijaj aż wystygnie. Teraz dodajemy masło w kawałkach, gdy dokładnie połaczy się z pianą dodajemy wanilię (ekstrakt oraz wyskrobane ziarenka) i ubijamy jeszcze 2 minuty. Ostudzone babeczki ozdabiamy kremem.

dodatkowo:

  • 40g gorzkiej czekolady, rozpuszczonej w kąpieli wodnej + ewentualnie kilka kostek białej

Czekoladę przełożyć do papierowego rożka i na każdej babeczce narysować rzymskie liczby oznaczające poszczególne godziny. Przygotować również wskazówki zegara.

Buon Appetito! 🙂

 

Czekoladki z nadzieniem morelowym


Czekoladki jak ze sklepowej półki.. no dobrze praaawie, bo kto ma lepsze oko wypatrzy drobne niedociągnięcia. W każdym razie ich wykonanie nie wymaga dużych umiejętności – nie jest trudne – i nie zabiera dużo czasu. Konieczna jest jednak silikonowa foremka – mam specjalną do czekoladek, ale sprawdzi się również taka do lodu – oraz mały pędzelek, który znacznie ułatwia smarowanie dna i ścianek foremki.

Na początek wraz z Siostrą wymyśliłyśmy proste nadzienie z suszonych owoców. U nas są to morele, ale nadadzą się również śliwki (moja Mama byłaby zachwycona) czy żurawina. Owoce należy podgotować, tak by zmiękły a następnie wymieszać z pasującym do ich smaku likierem.. Tutaj doskonale sprawdza się barek bogato wypełniony owocowymi likierami, tudzież nalewkami 😉

Bądźcie kreatywni! Stwórzcie własnoręczne pralinki w domowej fabryce czekoladek. Gwarantuję, że będziecie mile zaskoczeni jak pysznie mogą smakować – są proste, a jednocześnie tak bogate w smaku.. polecam!

składniki (15 czekoladek):

  • 100g gorzkiej czekolady, utemperowanej
  • 50g suszonych moreli
  • 2 łyżki wody
  • 2 łyżeczki cukru
  • 1 łyżka morelowego likieru

Za pomocą pędzelka smarujemy dno i ścianki wglębień silikonowej foremki. Schładzamy w lodówce i czynność powtarzamy raz jeszcze.

Morele kroimy w drobną kostkę. Mieszamy z wodą i cukrem w garnuszku, podgrzewamy aż morele będą mieciutkie. Odlewamy wodę, owoce zgniatamy widelcem i jeszcze chwilę podgrzewamy na małym ogniu by masa jak najbardziej zgestniała – cały czas mieszamy by się nie przypaliła. Ściagamy z ognia, dodajemy likier i studzimy (takie nadzienie można przygotowac dzień wcześniej, a nawet warto ponieważ morele zdążą przegryźć się z alkoholem).

Zastygnięte korpusy czekoladek wypełniamy ostudzonym nadzieniem, zalewamy resztą czekolady i schładzamy.

Buon Appetito! 🙂


 

 

Temperowanie czekolady

Temperowanie czekolady to dla wielu obca nazwa, która w pierwszej chwili może skojarzyć się ze znanym temperowaniem np. ołówka 🙂 A tymczasem to nic innego jak proces topienia czekolady do odpowiednio podanej temperatury, następnie jej schłodzenie i ponowne podgrzanie. Taki proces sprawi, że czekolada stanie się po zastygnięciu błyszcząca, zachowuje piękny połysk – jak kupna, bo każdy batonik, czekoladka, czy cukierek oblany jest właśnie utemperowaną czekoladą – oraz łamie się z charakterystycznym chrupnięciem.

W internecie, książkach.. można wiele o temperowaniu poczytać więc odsyłam do innych źródeł. Ja całą informację skracam do jednego zdania:

Czekoladę roztopić w kąpieli wodnej i podgrzać do 45st.C, schłodzić do 25st.C i ponownie podgrzać do 31st.C.

Widzicie, że potrzebny jest kuchenny termometr. Ja swój kupiłam za 15zł w jednym z internetowych sklepów – nie jest więc to duży wydatek a przydaje sie również przy przygotowywaniu cukrowego syropu etc. Dla cukierniczych maniaków – prezent idealny 😉

Do czego przyda nam się taka utemperowana czekolada? Do ozdoby tortów, wyrobu domowych pralin, trufli, czekoladek… możliwości jest wiele. Ja niedługo zaprezentuję Wam jedną z moich obecnych pasji..

Cherry White Chocolate Latte


Nie jestem smakoszem kawy, ale ta latte posmakowała mi bardzo, wiec myślę że zasmakuje zarówno tym którzy do miłośników kawy nie należą. Jest to również ulubiona kawa mojej Siostry w jednej z krakowskich kawiarni – pijalni czekolady Wedla.

Składa się z czterech warstw. Na dole wiśnie w gęstym syropie, następnie mleko z rozpuszczoną białą czekoladą, espresso, a na górze – mleczna pianka. I o ile każde trzy dolne części zrobimy bez żadnych sprzętów, to do pianki potrzebujemy ekspresu lub spieniacza.

Taka kawa wygląda efektownie i bardzo profesjonalnie – na pewno zrobi wrażenie na znajomych, a wcala nie jest trudna w przygotowaniu. Poszczególne smaki kawy, czekolady i wiśni tworzą zgrane, smaczne trio. Jestem pewna, że najwięksi wielbiciele kawy żądni nowych połaczeń bedą zadowoleni, dlatego polecam skusić sie już teraz… lub jutro na śniadanie 🙂

Trudno o dokładne proporcje, dlatego podaję orientacyjne wartości.

składniki (1 porcja):

  • 2-3 łyżki wiśni w soku (najlepsze takie ze słoiczka)
  • 1/2 łyżeczki mąki ziemniaczanej
  • ok. 1 szklanki mleka
  • 8-10 kostek białej czekolady
  • 1 filiżanka espresso

Wiśnie w soku podgrzewamy, zagęszczamy odrobiną mąki ziemniaczanej rozpuszczonej w wodzie. Białą czekoladę kruszymy i rozpuszczamy w mleku (1/2 szklanki). Na dole wysokiej szklanki układamy wiśnie, następnie powolutku po ściance wlewamy mleko z czekoladą. Pozostałe mleko ubijamy na piankę spieniaczem lub przygotowujemy za pomocą ekspresu. Przekładamy do szklanki. Powoli wlewamy espresso, które zatrzyma się pomiędzy warstwami mleka ze wzgledu na gęstość i natychmiast podajemy.

Buon Appetito! 🙂

Sernik krakowski

Sernik krakowski to tradycyjne polskie ciasto, które idealnie sprawdza się na świątecznym stole.
Charakterystyczną cechą krakowskiego jest kratka z kruchego ciasta ułożona na wierzchu, posmarowana lukrem tak by widocznie odznaczała się od masy serowej, którą najlepiej jest przygotować z własnoręcznie zmielonego twarogu (pół- lub tłustego). Powinna być wzbogacona o przyprawy (wanilia) oraz bakalie (skórka pomarańczowa, żurawiny, rodzynki…).

To wcale nie będzie przesada jeśli napiszę, że to najlepszy sernik jaki do tej pory upieklam. A trudno mnie zadowolić – bo nie jestem ich wielką miłośniczką. Nie jest to jedynie moja opinia, a całej Rodzinki. Zaraz po upieczeniu masa serowa była lekka, delikatna – na drugi dzień zdecydowanie smakuje lepiej – staje się ciężka i taka… konkretna? Wszystkie inne serniki mogą się schować, bo krakowski to sernikowy król 😉 bardzo polecam!

Przypominam o konkursie 🙂

przepis Pierra Herme ‚Desery’, ograniczyłam ilość cukru w spodzie i masie serowej

składniki na kruche ciasto:

  • nasionka z 1 laski wanilii
  • 70g cukru pudru
  • 250g mąki
  • szczypta soli
  • 125g masła, w temp. pokojowej
  • 1 jajko

Mąkę i sól przesiać na stolnicę. Dodać masło w kawałkach i rozcierać palcami aż powstaną grudki, dodać jajko, nasionka waniliowe oraz przesiany cukier puder. Mieszać aż skłądniki się połączą – nie wyrabiać zbyt długo. Uformować kulę, lekko spłaszczyć i owinąć w folię spożywczą. Wstawić do lodówki na conajmniej godzinę.

Prostokątną foremkę (np. 21x29cm) wyłożyć papierem do pieczenia. Z ciasta odkroić 1/3, resztę cienko rozwałkować i wyłożyć nim dno. Ponakłuwać widelcem, schłodzić 30 minut. Potem wstawić do piekarnika i piec 15 minut w 180st.C. W tym czasie przygotowujemy nadzienie.

składniki na serowe nadzienie:

  • 1kg twarogu, zmielonego
  • 8 jaj, oddzielnie żółtka i białka
  • 100g masła, miękkiego
  • 200g cukru
  • 3 łyżki cukru waniliowego
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej (oryginalnie 3)
  • 2 łyżki kandyzowanej skórki pomarańczowej
  • 100g suszonych żurawin lub rodzynek
  • 1 żółtko, roztrzepane

Masło ubić z 150g cukru oraz cukrem waniliowym. Ucierając dodawać po 1 żółtku i po 200g sera. Ucierać aż masa będzie gładka i puszysta. Białka ubić na szywną pianę z pozostałym cukrem (50g). Połowę piany dodać do masy serowej i wymieszać. Dodać żurawinę/rodzynki, mąkę ziemniaczaną i pozostałą pianę. Delikatnie wymieszać.

Masę serową wyłożyć na podpieczony spód, wyrównać powierzchnię. Pozostałe ciasto wałkujemy na 3-4mm placek i radełkiem tniemy na paski 1-1,5cm. Z pasków ułożyć na serze krateczkę i posmarować roztrzepanym żółtkiem. Piec 50-60 minut. Studzić w uchylonym piekarniku.

składniki na lukier:

  • 225g cukru pudru
  • 1 białko
  • kilka kropel soku z cytryny

Cukier przesiać. Ucierać z białkiem oraz sokiem aż będzie gęsty i puszysty. Ostudzony sernik polukrować (tylko kratkę). Gdy lukier zastygnie można kroić.

Buon Appetito! 🙂


Przyprawa korzenna

Nie każda kupna przyprawa korzenna składa się w 100% z przypraw. Znaleźć taką prawdziwą to nie lada sztuka. W sklepie znalazłam wyroby czterech różnych producentów i niestety żaden nie spełniał wymogów przyprawy Polki. Bo ta… TA to – prawdziwy luksus. Jest tu aż 16 różnych składników. Nie wszystkie udało mi się kupić od razu, poszukiwania zostały rozłożone na trzy miasta: Łódź, Kraków i Gorlice – wspólnym działaniem wraz z Mamą skompletowałyśmy każdą jedną ingrediencję 😉 i tak stałam się szczęśliwą posiadaczką słoiczka cudownych zapachów.

Szczęściem trzeba się dzielić, czy tak? TAK! Łapka do góry kto chętny na domową przyprawę? …i tu konkursik 😉 dla 3 osób* które najciekawiej napiszą do czego ją wykorzystają czeka paczuszka z pachnącym środkiem. Na propozycje czekam do końca roku i wtedy też ogłoszę zwycięzców.

Tymczasem życzę wszystkim Czytelnikom CzekoKota wesołych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia spędzonych w gronie Najbliższych, a także spokoju wewnętrznego, który z pewnością ułatwi rozwiązanie problemów. Nie zapominając oczywiście o zdrowiu – bo to ono jest właśnie najważniejsze. Magicznych chwil! – Viri z Rodziną.

*jeśli nie macie założonego na bloksie konta wpiszcie koniecznie w komentarzu adres e-mail!


przepis od Zawszepolki

składniki na ok. 100g przyprawy:

  • duży kawałek korzenia imbiru (około 50g)
  • skórka otarta z dwóch dużych pomarańczy
  • skórka otarta z trzech dużych cytryn
  • 8 dużych kawałków kory cynamonu (razem około 50g)
  • 1 cała gałka muszkatołowa
  • 10 strączków zielonego kardamonu
  • 1 łyżeczka nasion kopru włoskiego
  • 1 łyżeczka całych goździków
  • 1 cała gwiazda anyżu
  • 2 łyżeczki nasion kolendry
  • pół łyżeczki pieprzu białego
  • pół łyżeczki pieprzu czarnego
  • pół łyżeczki pieprzu różowego
  • pół łyżeczki pieprzu zielonego
  • 1 łyżeczka ziela angielskiego
  • 2 duże i mięsiste laski wanilii
Skórki z cytrusów obieramy zesterem (lub bardzo cienko nożem i pozbywamy się białych, gorzkich części).
Imbir obieramy i kroimy w cienkie plasterki.
W piekarniku nagrzanym do 160C przez 30 minut suszymy skórki, a przez 40 minut plasterki imbiru.
Wszystkie przyprawy (oprócz wanilii) prażymy na suchej patelni. Studzimy.
Ostudzone mielimy partiami razem z laską wanilii, wysuszonymi imbirem oraz skórkami z cytrusów w młynku do kawy lub ucieramy w moździerzu na proszek.
Przechowujemy w szczelnie zamykanym szklanym pojemniku z dala od promieni słonecznych.
Buon Appetito! 🙂

Babeczki z czekoladą i laskowymi orzechami

Zanim wpadniecie w świąteczny wir pieczenia pierników, serników i makowników polecam te PRZEPYSZNE czekoladowo-orzechowe babeczki. Mnie absolutnie zachwyciły i mam wrażenie, że cokolwiek bym nie napisała – będzie to za mało.

Dawno już nie robiłam muffinek, więc marzyły mi się takie z których będę w 100% zadowolona. I udało się. Jest tu aż ćwierć kilograma czekolady 😉 oraz całe mnóstwo laskowych orzechów. Są więc na wskroś nasycone oba tymi smakami. Dla wielbicieli Nutelli – idealne. Wilgotności nadają im daktyle oraz całkowity brak mąki w przepisie. Owoców nie wyczujecie – wpływają jedynie na konsystencję.

Z podanych niżej proporcji można upiec 18 babeczek lub ciasto w foremce 23-24cm.

przepis znalazłam na stronie czekolady Lindt

składniki:

  • 200g daktyli (dałam 150g)
  • 2/3 szklanki wody (150ml)
  • 3 łyżeczki orzechowego likieru
  • 1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
  • 3 jajka
  • 3 żółtka
  • szczypta soli
  • 100g brązowego cukru
  • 170g masła
  • 200g mlecznej czekolady (dałam taką z orzeszkami)
  • 50g gorzkiej czekolady (70%)
  • 200g mielonych orzechów laskowych
  • 100g podprażonych laskowych orzechów, posiekanych

Piekarnik nagrzać do 170st.C. Foremkę wyłożyć papilotkami lub nasmarować masłem i oprószyć mąką. Z daktyli usuwamy pestki (moje były już bezxD), umieszczamy je w garnuszku – zalewamy wodą, alkoholem i wanilia. Podgrzewamy na małym ogniu aż owoce zmiękną. Całość przecieramy przez sito i studzimy. Jajka ubijamy z żółtkami, solą i cukrem, aż masa bedzie lekka i puszysta. Masło roztapiamy w rondelku, ściągamy z ognia i dodajemy posiekaną czekoladę. Mieszamy aż się rozpuści. Dodajemy maślano-czekoladową masę do jajek i mieszamy delikatnie. Następnie puree daktylowe, mielone orzechy. Mieszamy aż wszystko się porządnie połączy. Na koniec posiekane orzechy. Ciasto rozlewamy do przygotowanej wcześniej foremki* – do każdego dołka do 3/4 wysokości. Pieczemy ok. 20-25 minut. Studzimy na kuchennej kratce.

*w czasie gdy pieczemy jedną partię pozostałe ciasto może spokojnie czekać, nic mu się nie stanie ponieważ nie zawiera proszku/sody do pieczenia.

Buon Appetito! 🙂


 

 

Faubourg Pavé

Trzeba naprawdę kochać czekoladę, by skusić się na Faubourg Pavé. To chyba najbardziej czekoladowe ciasto jakie kiedykolwiek upiekłam.

Ciasto na blaty jest fantastyczne. Z minimalną ilością mąki, a dużą jaj oraz kakao. Ładnie, równiutko rośnie, kroi się bez kruszenia i ten kolor… mooocno kakaowy. Jest dość wilgotne, ale mimo to nasączamy je lekko słonym karmelowym syropem. Do przełożenia – popularny ganache, przygotowany jednak na bazie karmelu. W nadzieniu zanurzone posiekane morele, zamarynowane wczesniej w cytrynowym soku, alkoholu oraz odrobinie świeżo zmielonego czarnego pieprzu. Na koniec: polewa. Można ją pominąć i gotowe ciasto posypać gorzkim kakao. Ozdobiłam je podobnie jak Pierre bardzo minimalistycznie – tak wygląda najpiękniej. Z ręką na sercu: napisanie dzisiejszej notki i zrobienie zdjęć zajęło mi nie wiele więcej czasu niż samo ciasta wykonanie.

Faubourg Pavé to prawdziwa kwintesencja czekoladowości.

 

dzień wcześniej można przygotować każdą część ciasta; choć polewę polecam tuz przed zdobieniem. Z przepisu otrzymamy dwa ciasta. Od siebie dodałam gdzie tylko mogłam morelowy likier, oczywiście można go pominąć, ale polecam.

syrop:

  • 50g cukru
  • 10g masła solonego (dałam zwykłe + szczyptę soli)
  • 100g gorącej wody
  • 1 łyżka morelowego likieru

Cukier podgrzewać w rondelku. Gdy zaczyna się topić zaczynamy mieszać drewnianą łyżką – aż się całkowicie rozpuści i nabierze ciemnego koloru. Ostrożnie dodajemy masło, mieszamy. Potem woda. Zagotowujemy i studzimy. Do letniego dodajemy likier.

morele:

  • 170g suszonych moreli (ilość zwiększyłam do 200g)
  • 150g wody
  • 2 łyżki likieru morelowego
  • sok z 1/2 cytryny
  • szczypta świeżo zmielonego czarnego pieprzu

W garnku umieścić owoce, zalać je wodą, doprowadzic do wrzenia. Gotować na malutkim ogniu 3-4 minuty. Morele odsączyć i ostudzić. Dwie morele odłożyć do ozdoby, resztę kroimy w kostkę. Zalewamy je sokiem, likierem i dodajemy pieprz. Przykryć folią spożywczą.

czekoladowe ciasto:

  • 40g gorzkiego kakao
  • 35g mąki pszennej
  • 3 1/2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 75g masła
  • 9 dużych żółtek
  • 150g cukru
  • 5 dużych białek

Dwie keksówki (18x9cm) nasmarować masłem i oprószyć mąką. Mąki przesiać z kakao. Masło roztopić i ostudzić. Białka ubić z 75g cukru (5-10minut). Białka z pozostałym cukrem na sztywno. Do żóltek dodać 1/3 białek i 1/2 suchych składników. Delikatnie wymieszać. Dodać 1/2 masła. Powtórzyć czynność raz jeszcze, na koniec ostatnią partię białek. Ciasto rozdzielić po połowie do obu keksówek. Piec 25-30 minut w 180st.C – wbity patyczek musi być suchy. Ostudzić.

ganache:

  • 185 g gorzkiej czekolady, drobno posiekanej
  • 120 g mlecznej czekolady, drobno posiekanej
  • 140 g cukru
  • 20 g solonego masła (można użyć też zwykłego masła i szczypty soli)
  • 275 g śmietanki kremówki
  • 335 g masła w temperaturze pokojowej
  • 1 łyżka morelowego likieru
Na patelnię wysypać 1/3 cukru. Podgrzewać go na średnim ogniu do momentu, aż zacznie się rozpuszczać. Wtedy zacząć go delikatnie mieszać drewnianą łyżką do momentu kiedy cały się rozpuści i nabierze brązowo złotego koloru. Dodać kolejne 1/3 cukru i poczekać do momentu kiedy zacznie się rozpuszczać, a wtedy całość wymieszać. Tak samo postąpic z resztą cukru. Patelnię zdjąć z ognia i do karmelu dodać masło. Mieszać do czasu połączenia się masła z karmelem. Z powrotem postawić rondel na ogniu i dodać śmietankę. Karmel zbryli się i stwardnieje. Cały czas podgrzeając, mieszać masę do momentu rozpuszczenia się karmelu. Połowę karmelu dodać do miseczki z posiekaną czekoladą. Wymieszać całość do roztopienia się czekolady. Dodać resztę masy karmelowej oraz likier do masy czekoladowej i wymieszać całość do otrzymania gładkiej i lśniącej masy. Odstawić do przestudzenia. W misce szpatułką lub mikserem na najniższych obrotach rozmiekczyć masło, dodać masę czekoladową i mieszać do otrzymania głdkiej i lśniącej masy. Nie misujemy całości na wyższych obrotach, bo wprowadzimy do masy pęcherzyki powietrza i masa przestanie być ślniąca.Ganache można przygotować na dwa dni przed, ale przed użyciem ogrzać do temp. pokojowej.

polewa:
  • 80g kremówki
  • 100g gorzkiej czekolady, posiekanej
  • 20g masła, miękkiego
  • czekoladowy sos*
Zagotować kremówkę, zalać nią czekoladę i wymieszać. Domieszać masło i czekoladowy sos.

*czekoladowy sos:
  • 30g gorzkiej czekolady, posiekanej
  • 50g wody
  • 25g kremówki
  • 15g cukru
Wszytskie składniki podgrzewamy do rozpuszczenia czekolady i cukru, aż do zgęstnienia- przeprowadzamy test: przejeżdżamy palcem po zanurzonej w sosie łyżce, jeśli ślad pozostanie – jest gotowy.

WYKOŃCZENIE: Biszkopt kroimy na trzy częsci w poziomie. Pierwszą przekładamy do keksówki, nasączamy syropem, smarujemy ganache**, wykładamy morele. Czynność powtarzamy, ostatni biszkopt nasączamy syropem, smarujemy cienką warstwą ganache i schładzamy. To samo robimy z drugim biszkoptem. Ciasto wyciągamy z foremki, smarujemy pozostałym ganache. Przekładamy na kuchenną kratkę, polewamy polewą, boki zdobimy za pomocą widelca, a wierzch odłożoną morelą – schładzamy.
**ganache podzieliłam na 5 części – 4 do przełożenia, a jedna do nasmarowania obu ciast.

Buon Appetito! 🙂

Piernik z marchwi

‚Tradycja pieczenia pierników sięga odległych lat. Najbardziej rozpowszechnione są oczywiście pierniki, których podstawowym składnikiem jest miód. Ze względu na to, że dawniej miód nie był produktem łatwo dostępnym dla wszystkich, jedna z zaradniejszych gospodyń wymyśliła przepis na piernik, który pachnie i smakuje podobnie jak typowy piernik z miodem, ale w swoim składzie nie ma tego dodatku. Do przygotowania piernika z marchwi wykorzystuje się składniki dostępne w każdym wiejskim gospodarstwie. Tradycja pieczenia takiego piernika w okolicy Dmosina i Głowna (woj. łódzkie) sięga kilku pokoleń. Najstarsze mieszkanki tych okolic pamiętają, że piernik wypiekany był w ich domach zawsze na Boże Narodzenie. Mówiono, że święta bez tej wspaniałości to nie święta. Tradycją stało się, że na stole nakrytym przez gospodynie można degustować marchwiowy piernik inny od pierników wypiekanych masowo. Rozpytują o niego degustujący, najczęściej prosząc o przepis.’

Wy mnie o przepis prosić nie musicie – po prostu Wam go podaję, bo Viri dobra jest i już ;))
Ze względu na łatwą oraz stosunkowo tanią dostępność miodu w naszych czasach, miód oczywiście w moim pierniku jest. Dzięki temu ciasto po upieczeniu jest przyjemnie wilgotne – marchew oczywiście też ma wpływ na konsystencję. Z mocno wyczuwalną nutą przypraw oraz przyjemnym dla oka kolorze pomarańczowym.
Ten piernik nie smakuje dokładnie tak jak znane wszytskim oryginały – to coś pomiędzy piernikiem i typowym marchewkowym. Mimo to, myślę że może być świetną alternatywą na Boże Narodzenie. Polecam.


przepis znaleziony tutaj, dość mocno go jednak odpicowałam 🙂 podaję więc z moimi zmianami.

składniki:

  • 1,5 szklanki mąki
  • 1/2 szklanki mielonych orzechów włoskich
  • 2 płaskie łyżeczki sody
  • 1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 1 łyżeczka cynamonu*
  • 1,5 łyżki przyprawy do piernika*
  • 1/2 łyżeczki imbiru*
  • 1/4 łyżeczki mielonych goździków*
  • 4 duże jajka
  • 2/3 szklanki oleju
  • 1 szklanka miodu
  • 3 szklanki marchwi – startej na małych oczkach, ubitej i odciśniętej z nadmiaru soku
  • 1 szklanka orzechów włoskich, posiekanych (można zastąpić lub dodać gratisowo suszone owoce, inne orzechy etc.)

*ilość przypraw zależy oczywiście od własnych preferencji

Foremkę 23x23cm (można użyć większej, a nawet trzeba – ja upiekłam ciasto 23×23 + 3 muffinki) nasmarować masłem, dno wyłożyć papierem do pieczenia. Piekarnik nagrzać do 200st.C. Mąkę przesiać z sodą, solą, mielonymi orzechami i przyprawami. Jajka ubić z miodem. Do jajek dodajemy 1/2 suchych składników, potem marchew i pozostałą część suchych składników. Wlać olej. Na koniec posiekane orzechy – dokładnie wymieszać. Przelać do foremki i piec ok. 30-40 minut (po 10 skręcamy temp. do 180st.). Wbity patyczek w środek ciasta ma być suchy (jeśli ciasto za szybko sie rumieni przykrywamy je folią aluminiową). Ostudzić.

dodatkowo:

  • cukier puder
  • woda
  • sok z cytryny
  • spiralki marchwiowe**

Cukier utrzeć z sokiem i wodą. Ostudzony piernik dekorujemy lukrem i wiórkami z marchewki.

** tutaj dowiecie się jak takie spiralki zrobić. Pominełam punkt pieczenia dlatego moje nie są takie idealne jak oryginały.

 

Buon Appetito! 🙂


 

Marchwiowe rogaliki

Październikowej Weekendowej Cukierni ZawszePolki przewodniczy Pinkcake. Wybrała dla nas dwa niezwykle interesujące, zachęcające i ciut zwariowane przepisy. Pierwszy to rogaliki marchwiowe na które zdecydowałam się ja. Drugi – buraczane ciasto czekoladowe. Ze względu na trzy ostatnie mocno czekoladowe* tygodnie w mojej kuchni (o których jeszcze zdążycie się przekonać w notkach następnych) wybrałam coś co czekolady w sobie nie ma.

Jestem fanką wypieków z marchewką. Na CzekoKocie prezentowałam już muffiny i dwa ciasta: z lukrem oraz kremem twarożkowym i migdałami. Za każdym razem smakują doskonale, więc oczywistym było to, że rogaliki u mnie zagoszczą. A z tak łatwym i mało-składnikowym przepisem nie miałam do czynienia już dawno 😉 marchewka, masło, mąka i cukier. Raz, dwa, trzy i rogaliki wyskoczyły z piekarnika z prędkością błyskawicy. Moje rogaliki były bardziej mięciutkie niż kruche – piekłam je krócej niż przewiduje przepis. Jeśli chodzi o smak to na pierwszy plan wysuwa się nadzienie – u mnie była to marmolada pomarańczowa z imbirem, marchewkę czuć tylko delikatnie. Nie są bardzo słodkie, dlatego dobrze jest je posypać cukrem pudrem, ozdobić lukrem, tudzież białą czekoladą. Wierzcie bądź nie, ale one są przepyszne! – dzięki Pinkejku.

* z czekoladą gorzką i kakao w roli głównej, biała się nie liczy 😉


podaję za Pinkcake, otrzymałam 2 blaszki małych rogaliczków

składniki:

  • 200 g marchewki startej na drobnych oczkach, może być nieco więcej
  • 200g masła (u mnie w temp. pokojowej, ale oryginalnie powinno być zimne)
  • 2 szklanki mąki
  • 3 łyżki cukru pudru
  • gęsta marmolada brzoskwiniowa, morelowa, pomarańczowa lub dowolna inna byle gęsta albo przecier z róży

Wszystkie składniki zagnieść*. Rozwałkować porcje ciasta podsypując mąką. Ilość mąki może wymagać skorygowania w zależności od soczystości marchewki. Wycinać z ciasta trójkąty. Nakładać marmoladę, po czym zwijać w rogaliki zaczynając od podstawy trójkąta (przed pieczeniem swoje rogaliki schłodziłam). Piec 23-30 minut w 180°C. Ostudzić na kuchennej kratce i ozdobić (u mnie – biała czekolada rozpuszczona w kąpieli wodnej z odrobiną masła i mleka).

*ze względu na miękkie masło, najpierw ubiłam je z cukrem i marchewką, potem stopniowo dodawałam mąkę. Całość owinełam w folię i schłodziłam.

Buon Appetito! 🙂