Croquembouche… biedronki i Tequila :)

Czy czasami zdarza Wam się tak, że zafascynuje Was nazwa deseru/ciasta/potrawy i chcecie go/ją zrobić jak najprędzej niezależnie od wyglądu i zagłębiania się w przepis? Mi się to ostatnio przytrafia coraz częściej 😉 Mam małą listę zatytułowaną ‚ciekawe i nieznane’ a na niej coraz więc pozycji. Pierwsze na liście jest Croquembuche. Nie wiem, czy istnieje możliwość na przetłumaczenie tej francuskiej nazwy – jeśli znacie polski odpowiednik proszę o informację 🙂

A co to Croquembuche tak właściwie jest? To taka piramida z ptysi, kremu i karmelu lub czekolady. Najczęściej jest to popularny crème pâtissière, lecz ja miałam ochotę na owocową nutę, podmieniłam więc krem waniliowy na malinowy mus. Karmel służy do utrzymania kształtu, nadaje też chrupkości po zastygnięciu. Jeśli jednak karmelu się boicie lub zwyczajnie nie macie ochoty – zastąpcie go gorzką czekoladą. Croquombouche smakuje wyśmienicie! Ciasto ptysiowe jest wręcz idealne, a mus to tzw. poezja ;))

Piramidę profiterolkową można ozdobić dowolnie: płatki róż, kwiaty lawendy, cukrowe włosy anielskie, kruche ciasteczka czy jak u mnie – marcepanowe biedronki (pszczółki też sprawdzą się świetnie). Robi się je naprawdę prosto: z czerwonego/ różowego marcepana formujemy grube wałeczki, nacinamy delikatnie z jednej strony tak by utworzyć skrzydła. Przyklejamy kropki, potem oczka i to wszystko. A uroku mają w sobie prawie tyle co mój kot – spójrzcie jak mierzą się wzrokiem 😉

przepisy na ciasto ptysiowe, mus malinowy i karmel znalezione u PH ‚Desery’. Ciasto ptysiowe przygotowujemy dzień wcześniej, ale pieczemy w dniu składania. Potzrebujemy także metalowego stożka bez szczytu, ja takiego nie posiadam więc przygotowałam papierowy (użyłam papieru ze starego plakatu – jest odpowiednio szytywny), owinełam go dodatkowo folią aluminiową, a potem papierem do pieczenia. Ma wyglądać mniej więcej tak:


składniki na ciasto ptysiowe:

  • 80ml wody
  • 100ml mleka
  • duża szczypta soli
  • duża szczypta cukru
  • 75g masła
  • 100g mąki
  • 3 jaja

W garnku łączymy wodę, mleko z solą, cukrem i masłem. Mieszamy drewnianą szpatułką aż do zagotowania. Dodajemy mąkę i mieszamy na wolnym ogniu przez 2-3 minut aż płyny odparują. Masę przekładamy do salaterki i dodajemy po 1 jajku, cały czas ucieramy szpatułką. Unosimy od czasu do czasu by wprowadzić powietrze. Ciasto jest gotowe gdy opada ze szpatułki jak wstążka. Zeskrobujemy ciasto ze ścianek naczynia, przykrywamy folią spożywczą i schładzamy do czasu pieczenia.

Dnia następnego przygotowujemy blaszki: wykładamy je ppaierem do pieczenia. Ciasto przekładamy do rękawa z okrągłą końcówką i wyciskamy ptysie. Pieczemy 10 minut w 200st.C. Studzimy.

składniki na mus malinowy:

  • 350g malin (mogą być mrożone, ale dzień wcześniej odmrożone n sitku)
  • sok z jednej cytryny
  • 2 łyżeczki żelatyny w proszku
  • 120g bezy włoskiej (przepis poniżej)
  • 160ml śmietanki kremówki 30%
  • 2-3 łyżki cukru pudru

Maliny przetrzeć przez sitko i odważyć 200g przecieru. Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie (w kilku łyżkach). Maliny podgrzać do zagotowania, dodać napęczniałą żelatynę i mieszać do rozpuszczenia. Ostudzić. Kremówkę ubić na sztywno z cukrem pudrem. Dodać do malin sok z cytryny i bezę włoską, dokładnie wymieszać. Dodać kremówkę i delikatnie połączyć. Mus dobrze jest schłodzić odrobinę by był gęstszy. Po tym czasie przełożyć mus do rękawa cukierniczego z małą końcówką i napełnić upieczone ptysie (musu zabrakło mi do 9 ptysiów, można więc dawać mniej – ja napełniałam do pełna).

beza włoska:

  • 20ml wody
  • 70g cukru pudru
  • 1 duże białko

Cukier zagotować z wodą do temp. 126-135st.C. Białko ubić na niezbyt sztywną pianę. Mikser nastawić na średnio szybkie obroty i wlewać powoli gorący syrop – ubijać aż do ochłodzenia się masy.

składniki na karmel:

  • 350g cukru w kostakch (dałam zwykły kryształ)
  • 100ml wody
  • 1,5 łyżeczki octu

Do rondelka włożyć cukier, zalać wodą i dodać ocet. Gotować aż karmel się zarumieni – ma być jasny. Garnek ostrożnie włożyć do zlewu napełnionego letnią wodą – jest wtedy odpowiedni do maczania ptysiów. Jeśli za bardzo stężeje podgrzewamy na małym ogniu poruszając rondlem – karmelu nie mieszamy łyżką!

Część ptysia zanurzać w karmelu i po kolei obkładać przygotowany stożek. Czynność powtarzać aż utworzymy piramidę. Przykleić ozdoby i udekorować pozostałym karmelem. Najlepiej podwać od razu – wtedy ptysie są najpyszniejsze.

Buon Appetito! 🙂

Croquembouche przygotowałam z myślą o trwającej akcji Szarlotka – RÓŻOWY TYDZIEŃ:

Moje małe rude futro raz jeszcze – Tequila (3,5 miesiąca):


Kruche ciasteczka czekoladowo-orzechowe (hazelnut chocolate sables)

Te ciasteczka posmakują niejednemu. Kruche, delikatnie kakaowe, z chrupiącymi orzechami laskowymi, które nadają ciasteczkom pięknego aromatu. Są malutkie i ciekawe z wyglądu – dlatego tak chętnie po nie sięgamy. Ciasteczka ze zdjęć piekłam około półtora tygodnia temu – są więc już zjedzone. Jednak specjalnie w ramach charytatywnej akcji zorganizowanej przez Kabę: ‚Kulinarni blogerzy dla Kubusia’ ciastka upiekę raz jeszcze dla Osoby, która licytację n Allegro wygra. Tutaj możecie powalczyć o hazelnut chocolate sables, a tu znajdziecie pozostałe aukcje.

piekłam z połowy porcji, wyszło mi 2 blaszki małych ciasteczek

wszytskie składniki powinny być w temp. pokojowej

składniki na ciasto jasne:

  • 245g mąki pszennej
  • 145g masła 
  • 75g cukru pudru
  • 50g mielonych migdałów
  • 1/4 łyżeczki soli (dałam mniej)
  • łyżeczka ekstraktu waniliowego lub ziarenka z pół laski wanilii
  • 1 duże jajko, roztrzepane

Masło ubić z cukrem. Dodać jajko i wanilię. Następnie przesianą mąkę z solą i migdały. Wymieszać, zawinąć w folię spożywczą i schłodzić minimum 1 godzinę. Po tym czasie ciasto dzielimy na połowę i obie części wałkujemy na prostokąty wielkości większej od 15x18cm.

składniki na ciasto ciemne:

  • 300g mąki pszennej
  • 25g gorzkiego kakao
  • 250g masła
  • 100g cukru pudru
  • szczypta soli
  • 1 duże jajko, roztrzepane
  • 140g orzechów laskowych, pokrojonych na połówki lub ćwiartki i podprażonych na suchej patelni

Masło ubijamy z cukrem, dodajemy jajka. Następnie przesianą mąkę z kakao i solą. Na koniec orzechy. Formujemy prostokąt 15x18cm, zawijamy w folię spożywczą i schładzamy minimum jedną godzinę.

dodatkowo:

  • 1 małe jajko, roztrzepane

Na czystej foli układamy jedną rozwałkowaną część jasnego ciasta, smarujemy jajkiem, przykładamy ciemną część, smarujemy jajkiem, przykrywamy jasną częścią, owijamy w folię i chłodzimy minimum 2 godziny.

Blaszki wykładamy papierem do pieczenia. Piekarnik rozgrzewamy do 165st.C. Ciasto kroimy na 6 pasków (długości 18cm). Paski kroimy ostrym nożem na ciasteczka grubości ok. 7mm. Układamy na blaszkach zostawiając miejsce pomiędzy poszczególnymi. Pieczemy 20-24 minut – piekłam 15 (ciastka w czasie pieczenia obracamy w piekarniku, blaszka o 180stopni; powinny się lekko zarumienić na brzegach). Studzimy.

Buon Appetito! 🙂


Gâteau Saint-Honoré

„Gâteau Saint-Honoré to francuski deser. Po raz pierwszy klasyk ten powstał w 1863 roku w cukierni Chibousta, która wówczas mieściła się na ulicy Saint-Honoré. Może dla niektórych z Was słowo Chiboust brzmi znajomo: creme Chiboust to mieszanina kremu cukierniczego (crème pâtissière) i piany bezowej – tradycyjnie jest to nadzienie Gâteau Saint-Honoré. Dawniej podstawę ciasta stanowiła brioszka, dzisiaj jest to ciasto francuskie otoczone ptysiami z bitą śmietaną w środku i ozdobione karmelem.
Przepis Pierra Herme nieco odbiega od oryginalnej wersji. Spód to również ciasto francuskie zwieńczone ptysiową tiarą, jednak ciastka nadziane są czekoladowym kremem, a środek gotowego deseru zdobiony jest czekoladową ubitą kremówką. Używając obu ciast (francuskiego i ptysiowego) oraz kremów Pierre uzyskał subtelne połączenie czekoladowych smaków i bogatą grę konsystencji. Deser jest ukoronowany – bardzo nietradycyjnie – pachnącymi wanilią gruszkami i czekoladowymi wiórkami.”
– cytat z książki ‚Czekoladowe desery’ Pierra Herme.

Gâteau Saint-Honoré to niesamowite ciasto! Zachwyca wyglądem i smakiem. Jestem wciąż pod wrażeniem pomysłów Pierra Herme – każdy Jego przepis jest po prostu doskonały, aż muszę z ‚przykrością’ stwierdzić, że będę musiała wypróbować wszystkie receptury z książek, które posiadam 😉
Karmel okazał się sprawą sporną. Mi pasuje, ale Rodzinka stwierdziła, że mógłby nie istnieć 😉 (to tak zwana mordoklejka – najprawdopodobniej ze względu na syrop kukurydziany w przepisie). Jeśli macie podobne preferencje – mam dla Was dwa rozwiązania. Karmel można przygotować z połowy porcji i wykorzystać go jedynie do przyklejenia ptysi do podstawy ciasta (tak mała ilość nie powinna nikomu przeszkadzać) albo pominąć w całości i ptifurki przymocować za pomocą roztopionej czekolady lub kremu – który i tak musimy przygotować. W dowolnej wersji ciasto posmakuje każdemu – jest po prostu i-d-e-a-l-n-e.


przy tego typu deserach pracę musimy rozplanować na dwa dni, dzień wcześniej należy przygotować gruszki, czekoladę rozpuścić w kremówce na bitą śmietanę, zrobić czekoladowy krem cukierniczy oraz ciasto francuskie (PH nadmienia, że można użyć kupnego, ja oczywiście zdecydowałam się na domowe 😉 jest jednak bardzo przyjemne w wykonaniu: łatwo się wałkuje, masło łączymy z mąką więc nie ucieka). Następnego dnia przygotowujemy ciasto ptysiowe, pieczemy, nadziewamy, ubijamy, robimy karmel, składamy i jemy (: Dokonałam kilku zmian, głównie co do proporcji – i podaję w mojej wersji – myślę, że lepsiejszej 😉

gruszki:

  • 1 puszka (825g) gruszek w syropie
  • 250g wody
  • 100g cukru
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 1 laska wanilii, przekrojona wzdłuż z wyskrobanymi ziarenkami

Gruszki odcedzamy i umieszczamy w dużej misce. Wodę zagotowujemy z cukrem, sokiem, ziarenkami i laską wanilii. Gorącym zalewamy gruszki (ja miałam wrażenie że gruszki są bardzo delikatne więc ostudziłam trochę syrop i dopiero wtedy zalałam gruszki), studzimy, przykrywamy folią spożywczą i chłodzimy całą noc w lodówce. Można przygotować na trzy dni przed.

ciasto francuskie (poniżej większa porcja bo nie chciało mi się bawić w tak małe ilości, z gotowego ciasta odmierzamy potrzebną ilość*, resztę można rozwałkować i zamrozić lub przygotować co tylko chcemy):

  • 200g masła, w temp. pokojowej
  • 90g mąki

Ubić masło, dodać mąkę i zmieszać aż składniki się połączą. Ciasto przełożyć na folię spożywczą i nadać kształt płaskiego kwadratu. Owinąć folią i schłodzić minimum 1 i 1/2 godziny.
oraz:

  • 93g wody
  • 1 łyżeczka soli
  • 1/8 łyżeczki białego octu winnego
  • 210g mąki (+ dodatkowo)
  • 55g masła, stopionego i ostudzonego

Miksujemy wodę z solą i octem. Mąkę miksujemy na średnio-wolnych obrotach z masłem (mąka ma być wilgotna). Dodajemy powoli mokre składniki (uwaga! mąka pochlania różne ilości wody, ciasto ma odchodzić od ścianek naczynia, może się zdarzyć że zużyjemy mniej/więcej podanej wody – ja zużyłam mniej). Z ciasto formujemy kwadrat większy niż pierwsze ciasto, zawijamy w folię i chłodzimy 1 i 1/2 godziny.


Rozwałkowujemy pierwsze ciasto na prostokąt. Na jego środku układamy ciasto numer dwa, brzegi pierwszego nakładamy na drugie i zlepiamy by nie wystawało, wałkujemy na prostokąt i składamy (wizualnie ciasto dzielimy na 3 części, górną nakładamy na środkową i dolną na środkową i górną). Schładzamy pół godziny. Obracamy ciasto o 90 stopni i wałkujemy duży prostokąt. Składamy jak poprzednio i chłodzimy 1/2-1 godziny. Czynność powtarzamy minimum 5-6 razy (ja powtórzyłam czynność chyba z 14-15 razy:P). Z gotowego ciasta odkrawamy kawałek o wadze 160g-350g (patrz * poniżej) wałkujemy na koło wielkości 28cm. Potem obręczą do ciasta/talerzem przycinamy na wielkość 26cm – ciasto ma być idealnie równe ((; Ciasto przekładamy na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia i chowamy do lodówki na całą noc. Ja resztę cienko rozwałkowałam, położyłam na papierze do pieczenia, przykryłam drugim kawałkiem, zwinęłam jak roladę i zamroziłam.
*oryginalnie potrzebujemy 160g, ja zwiększyłam ilość do 200.

ciasto ptysiowe:

  • 100g mleka
  • 100g wody
  • 90g masła
  • 1/8 łyżeczki cukru
  • 1/8 łyżeczki soli
  • 115g mąki
  • 4 duże jaja, w temp. pokojowej

W garnku rozpuszczamy masło w mleku, wodzie, cukrze i soli. Do gotującej się mikstury wsypujemy przesianą mąkę. Mieszamy 2-3 minuty aż płyny odparują. Ciasto przekładamy do salaterki i dodajemy po jednym jajku. Mieszamy drewnianą szpatułką. Gotowe ciasto spływa z mieszadła jak wstążka. Przekładamy połowę ciasta do rękawa cukierniczego z końcówką (okrągła -1,5cm). Wyciskamy na schłodzonym cieście francuskim okrąg z ciasta ptysiowego wzdłuż brzegu. Następnie na środku ciasta robimy małą kulkę z ciasta, potem tworzymy 3-4 okręgi (zostawiamy nieco miejsca między ciastem – urośnie). Z pozostałego ciasta wyciskamy tyle ptysiów ile tylko się da (o średnicy ok. 2,5cm) – ptysiów wyjdzie więcej niż będzie nam potrzebne. Ja najpierw upiekłam spód ciasta, potem wstawiłam blaszkę z ptysiami. Spód pieczemy 25-30 minut, ptysie 17-20 w 190st.C (po 7 minutach powinno się uchylić drzwi piekarnika, mój był zamknięty przez cały okres pieczenia, skróciło to czas spodu do 18 minut, ptysi do 13). Studzimy.

czekoladowy krem cukierniczy:

  • 500g mleka
  • 4 duże żółtka (u mnie 5 małych)
  • 75g cukru pudru
  • 4 łyżeczki mąki ziemniaczanej
  • 1-2 łyżeczki gorzkiego kakao (w przepisie kakao nie ma, ja zawsze do czekoladowego kremu dodaję)
  • 200g gorzkiej czekolady
  • 40g masła, o temp. pokojowej

Zagotuj mleko. W misce połącz żółtka z cukrem, kakao i skrobią. Czekoladę drobno posiekaj. Do masy żółtkowej powoli wlewaj mleko. Przelej z powrotem do garnka i podgrzewaj aż zgęstnieje. Gdy się zagotuje szybko mieszając trzepaczką podgrzewaj 1-2 minuty (uwaga by się masa nie zgrudziła). Masę zdejmij z ognia i dodaj czekoladę. Ostudź do 60st.C (uwaga na kożuch) i dodaj masło, przykryj folią spożywczą. Ostudź i włóż do lodówki.
Ostudzone ptysie nadziej kremem czekoladowym (resztę rozsmarowujemy na ptysiowo-francuskim spodzie) i schłódź.

karmel:

  • 200g cukru
  • 100g syropu kukurydzianego
  • 2 łyżeczki wody
  • 1/4 łyżeczki soku z cytryny

W rondelku o grubym dnie podgrzewaj wszystkie składniki aż przybiorą jasnobrązowy kolor. Włóż garnek z wodą (ostrożnie!) do zimnej wody – to przerwie gotowanie. Maczaj szczyty ptysi w karmelu i układaj je na deseczce do zastygnięcia. Następnie maczaj podstawy ptysi w karmelu i ‚przyklejaj’ je do ptysiowo-francuskiego spodu (jeśli karmel zastygł delikatnie go podgrzej, karmel można mieszać przez poruszanie rondlem – w żadnym wypadku łyżką!).

czekoladowa bita śmietana:

  • 50g gorzkiej czekolady, posiekanej (dałam pół na pół gorzkiej i mlecznej)
  • 250g kremówki
  • 1 łyżeczka cukru

Zagotuj kremówkę z cukrem. Zdejmij z ognia i dodaj czekoladę, mieszaj aż się rozpuści. Ostudź i schłódź przez noc w lodówce. Tuż przed dekorowaniem – ubij na sztywno.

dodatkowo:

  • wiórki z czekolady

Składanie: Odcedź gruszki na kilku warstwach papierowych ręczniczków. Bitą śmietanę przełóż do rękawa z gwiazdkowatą końcówką. Pokryj dno spodu pozostałym kremem czekoladowym. Ułóż gruszki. Udekoruj owoce śmietaną pozostawiając przerwę od ptysi. Posyp wiórkami. Przechowywać w lodówce.

Buon Appetito! 🙂


Drożdżówki z cynamonowym budyniem i jabłkami

Jabłka? Są!
Cynamon? Jest!
Drożdże? Obecne!
No to do roboty proszę Państwa 🙂 Jesień to najlepszy okres na jabłkowo-cynamonowe wypieki, a drożdżowe to takie ‚ciepłe’ ciasto. Poprawia humor, otula zapachem, studzi emocje… no tak, im lepiej ciastu przyłożymy tym lepiej wyrośnie – przetestowane niejednokrotnie 😉 Dobrze wyrobione ciasto jest po upieczeniu miękkie, puszyste i delikatne.
Tym razem moim drożdżówkom nadałam kształt zawijasków. Ich wnętrze to fantastyczny, domowy budyń cynamonowy oraz podduszone na odrobinie masła jabłka. Z obawy przed ucieczką nadzienia na spód foremki rozwałkowałam część ciasta – takie zabezpieczenie spisało się na piątkę z plusem a bułeczki wyszły przednio 🙂
To moje jesienne odkrycie w tym roku i liczę na to, że posmakują Wam tak bardzo jak mi.


przepis własnego autorstwa xD nie od PH! dobrze jest przygotować na początku budyń i jabłkowy mus (budyń nawet dzień wcześniej, choć 2-3 godziny wystarczą) – ważne jest schłodzenie nadzienia.

składniki na zaczyn:

  • 30g świeżych drożdży
  • 70g ciepłego mleka
  • 1 łyżeczka mąki
  • 1 łyżeczka cukru

Drożdże pokruszyć, połączyć z mąką, cukrem. Rozpuścić w mleku. Odstawić do napuszenia w ciepłe miejsce na ok. 20-30 minut.

składniki na ciasto:

  • 600g mąki pszennej
  • 70g cukru pudru
  • 2 łyżki cukru z wanilią
  • duża szczypta soli
  • 250g serka ricotta (takiej z pojemniczka lub domowej)
  • 70g miękkiego masła
  • 100-200g mleka (rozbieżność spora, ale nigdy nie wiem ile mleka pochłonie moje ciasto, raz jest to 100, a raz nawet i 200g)
  • 1 jajko, roztrzepane
  • zaczyn

Mąkę przesiać z solą i cukrami do dużej miski. Dodać w cząstkach masło i ser. Ugnieść na kruszonkę. Dodać zaczyn, jajko, wlać 100g mleka (dolewać w miarę zagniatania – ciasto nie może być zbite!). Zagnieść ok. 10 minut – ciasto ma być gładkie i elastyczne. Ciasto przełożyć do nasmarowanej oliwą miski, przykryć czystym ręczniczkiem i odstawić do wyrośnięcia na 1,5 godziny.

składniki na budyń cynamonowy:

  • 450ml mleka
  • 50ml kremówki
  • 1 laska cynamonu
  • 4 żółtka
  • 60g cukru pudru
  • 1 łyżeczka cynamonu (oczywiście cynamonu dodawajcie wedle uznania, dla mnie 1 łyżeczka to optymalna ilość)
  • 4 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 2 łyżki mąki pszennej
  • 40g masła

Mleko zagotować z laską cynamonu. Żółtka roztrzepać (nie ubijać!) w misce z cukrem, mąkami, kremówką i cynamonem. Gorące mleko powoli dolewać do masy żółtkowej, cały czas mieszamy trzepaczką. Całość przelewamy z powrotem do garnka i podgrzewamy aż masa się zagotuje, potem gotujemy 1-2 minuty. Odstawiamy by budyń lekko się ostudził (uwaga by nie powstał kożuch) i dodajemy masło. Mieszamy aż się rozpuści, przykrywamy folią spożywczą i studzimy. Dobrze jest budyń przez kilka godzin schłodzić w lodówce.

mus jabłkowy:

  • 4 jabłka
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • 2 łyżeczki masła
  • 2 łyżki cukru
  • szczypta cynamonu
  • 1 łyżeczka mąki ziemniaczanej
  • 1-2 łyżki wody

Sok wlewamy do miski. Jabłka obieramy i kroimy w małą kostkę. Na patelni rozpuszczamy masło, dodajemy jabłka, cukier i cynamon, podgrzewamy aż jabłka zmiękną i lekko się rozgotują. Mąkę zozpuszczamy w wodzie i dolewamy do owoców. Studzimy i chłodzimy.

Z ciasta odkrawamy 300g kawałek, wałkujemy go na wielkość dużej formy (wykładamy spód i boki papierem do pieczenia). Resztę ciasta wałkujemy na duży prostokąt, rozsmarowujemy budyń, na to jabłka. Zwijamy jak roladę i kroimy na 16-20 ślimaczków. Układamy w foremce na przygotowanym wcześniej cieście. Odstawiamy na 30-45 minut do napuszenia. Przed pieczeniem delikatnie posmarować mlekiem. Pieczemy w 180st.C przez ok. 30-40 minut. Studzimy na kuchennej kratce. Można polukrować lub posypać cukrem pudrem z cynamonem.

Buon Appetito! 🙂



Chleb z soją

Ten przepis poleciła mi Ala i… to był strzał w dziesiątkę! Chleb jest przepyszny. Czy to z soją, czy jak podaje oryginał z siemieniem lnianym. Obie wersje sprawdzone i wspaniałe. To wcale nie będzie przesada jeśli napiszę, że stało się moim ulubionym pieczywem – gorąco zachęcam do upieczenia.

przepis od Margot, podaję z moimi drobnymi zmianami

soja:

  • 100g soi
  • woda

Zalewamy soję wodą i odstawiamy na kilka godzin (moja była już po 3 godzinach miękka i napęczniała, choć wg. instrukcji na opakowaniu musi przebywać w wodzie 10-12, a następnie winna być ugotowana. Po takim czasie zapewne miałabym papkę sojową… trzeba więc próbować).

zaczyn zakwasowy:

  • 182 g mąki żytniej razowej
  • 145 g. wody
  • 10 g zakwasu żytniego

Wymieszać składniki, aż do uzyskania jednorodnej konsystencji. Zostawić pod przykryciem na 16 godzin w temperaturze pokojowej.

ciasto właściwe:

  • 91 g mąki żytniej razowej
  • 182 g mąki wysokoglutenowej (dałam zwykłą)
  • 60 g wody (+dodatkowo)
  • 1/2 i 1/4 łyżeczki drożdży instant
  • 8g soli
  • cały zaczyn
  • soja

 

Zagnieść ciasto ze składników podanych w cieście właściwym (bez soi). Ilość wody dostosować do konsystencji ciasta. Dodać soję i zagnieść ciasto tak by równomiernie rozmieścić ziarno. Przełożyć ciasto do naoliwionej miski i odstawić do fermentacji na 45 minut, przykryte folią, w temperaturze ok. 26-27 stopni Celsjusza (można to uzyskać, przez włożenie miski do dużej torby foliowej z miseczką z gorącą wodą). Po tym czasie wyjąć ciasto na omączony blat i uformować bochenek. Zostawić pod przykryciem na 10 minut. Uformować właściwy bocheneki i ułożyć do wyrastania w formie lub koszyku. Odstawić do rośnięcia na ok. 1 godzinę w temperaturze 26-27 stopni Celsjusza. Nagrzać piekarnik do temperatury 240 stopni Celsjusza. Przed pieczeniem naciąć. Piec z parą przez 15 minut, potem zmniejszyć temperaturę do 220 i piec przez 35-45 minut, do czasu aż skórka będzie ciemno brązowa (piekłam w 200st.C przez 30minut). Wyłączyć piekarnik, zostawić chleb przez ok. 10 minut w otwartym i stygnącym piekarniku. Ostudzić na kratce.

Buon Appetito! 🙂


Kruche babeczki orzechowe

W naszym ogrodzie rośnie piękny orzech włoski. Pamiętam go od zawsze jako wielkie drzewo* co roku rozpieszczające nas swymi owocami. Dłonie po obraniu zielonej łupiny wyglądają co najmniej źle, jednak wypieki z ich użyciem są nieporównywalnie smaczniejsze niż te z kupnymi.

Moje babeczki to kwintesencja orzechowości (; są w kruchym cieście, kremie pieczonym wraz ze spodem, grubo posiekane stoją na granicy obu mas, zdobią wierzch… delikatny kawowy krem to drobne dopełnienie ciastek, ale: niezmiernie ważne.
Jeśli nie lubicie orzechów włoskich zastąpcie je laskowymi, migdałami lub takimi na jakie macie ochotę. Nie pożałujecie jeśli je upieczecie! – te kruche babeczki wprost rozpływają się w ustach.

przepis PH ‚Desery’

składniki na 10 babeczek

ciasto kruche:

  • 110g mąki pszennej
  • 45g cukru pudru
  • 1 żółtko, o temp. pokojowej
  • 60g masła, o temp. pokojowej
  • 15g mielonych orzechów włoskich (lub innych ulubionych)
  • duża szczypta soli

Masło ubijamy, dodajemy cukier i żółtko. Następnie przesianą mąkę z solą i orzechy. Łączymy mikserem lub zagniatamy dłońmi. Formujemy dysk, owijamy w folię spożywczą i chłodzimy ok. 2 godzin (ja ciasto przygotowałam dzień wcześniej i wyjęłam na pół godziny przed wałkowaniem.

krem orzechowy:

  • 10g mąki ziemniaczanej
  • 10g cukru pudru
  • 100ml mleka
  • 2 żółtka
  • 70g masła w proporcji 10:60, w temp. pokojowej
  • 50g mielonych orzechów włoskich (lub innych ulubionych)

Przygotowujemy creme patissiere: Mleko zagotowujemy w rondelku. W miseczce łączymy żółtka, cukier i mąkę – nie ubijamy tylko mieszamy. Gorące mleko powoli dolewamy do masy żółtkowej, masę przelewamy do garnka w której było mleko i podgrzewamy do zgęstnienia. Studzimy 2 minuty i dodajemy 10g masła. Przykrywamy folią spożywczą i chłodzimy. Po tym czasie ubijamy pozostałe 60g masła z orzechami, dodajemy creme patissiere i mieszamy. Chłodzimy.

krem kawowy:

  • 200ml mleka
  • 6g mielonej kawy (dałam 3g, bo kawosz ze mnie marny (; )
  • 10g mąki ziemniaczanej
  • 3 żółtka
  • 55g cukru pudru
  • 20g masła
  • 55g bitej śmietany

Mleko zagotowujemy z kawą, po czym przecedzamy. Żółtka łączymy z cukrem i mąką, dodajemy po odrobinie gorącego mleka – cały czas mieszamy. Przelewamy do garnka i podgrzewamy do zgęstnienia masy. Studzimy 2 minuty i dodajemy masło. Przykrywamy i chłodzimy, dodajemy bitą śmietanę. Schładzamy.

Schłodzone ciasto wałkujemy na grubość 2mm. Wykładamy foremki do babeczek (nasmarowane masłem i oprószone mąką) krążkami ciasta – lekko dociskamy. Napełniamy kremem orzechowym i schładzamy 20 minut. W tym czasie nagrzewamy piekarnik do 190st.C. Pieczemy 15 minut. Studzimy.

dodatkowo:

  • 100g posiekanych orzechów włoskich
  • 50g mielonych orzechów włoskich

Ostudzone babeczki posypujemy grubo posiekanymi orzechami, dekorujemy schłodzonym kremem kawowym, i mielonymi orzechami. Przechowujemy w lodówce – na kilka minut przed podaniem wyciągamy by nabrały temp. pokojowej.

Buon Appetito! 🙂

* patrząc na zdjęcia z wczesnego dzieciństwa wcale nie jest znacznie większe od nas.

Włoski wieniec z nadzieniem


Jeśli kochacie włoską kuchnię gwarantuję, że rozsmakujecie się w tym wieńcu. Jest w 100% przesiąknięty Italią – od ciasta po farsz.

Samo wyrabianie drożdżowego jest bardzo przyjemne. Doskonale poddaje się się dłoniom, szybko stając się elastycznym i miękkim. Rośnie w zastraszającym tempie, a po upieczeniu każdy w nim znajdzie coś dla siebie, ponieważ z wierzchu jest lekko chrupiące, wewnątrz zaś puszyste. Moja Mama na przykład stwierdziła, że mogłaby jeść samą skórkę, a my z Siostrą – środek. Dla smaku dobrze jest dodać suszonych ziół – bazylia i oregano sprawdzają się jak zawsze doskonale.

Nadzienie pachnie niesamowicie! Są tutaj suszone pomidory, orzechy włoskie, mozarella, czosnek, czerwone pesto i oliwa. Farsz jest w kolorze czerwonym, ale podmieniając to i owo łatwo stworzymy wersję zieloną z oliwkami, bazyliowym pesto i świeżymi ziołami. Jak widzicie – aromat przenika aromat. Jest to po prostu: pełnia włoskiego smaku w jednym wieńcu.

Proponuję podawać z sosem czosnkowym lub sałatką, choć i sam (również ostudzony) smakuje świetnie także na drugi dzień.

przepis z  kulinarnego programu ‚Mammaryla’

składniki na ciasto:

  • 0,5 kg białej mąki
  • 35g świeżych drożdży
  • 1-1,5 szklanki ciepłej wody
  • 1 łyżeczka cukru
  • 10 ml oliwy z oliwek
  • 1 łyżeczki soli
  • 1 łyżeczka suszonej bazylii
  • 1 łyżeczka suszonego oregano
  • szczypta chili

składniki na farsz:

  • 15 suszonych pomidorów w zalewie
  • 2 ząbki czosnku
  • 3 łyżki orzechów włoskich
  • łyżka koncentratu pomidorowego
  • łyżka czerwonego pesto
  • łyżka oliwy
  • 1 starta mozzarella
  • szczypta oregano
  • sól, pieprz do smaku

W misce wymieszaj drożdże z pół szklanki ciepłej wody, łyżką mąki i cukrem. Kiedy podwoją objętość dodaj mąkę, wodę i oliwę. Na końcu sól i przyprawy. Przełóż ciasto na blat, podsyp je mąką i wyrabiaj 10 minut. Miskę wysmaruj oliwą i przełóż do niej wyrobione ciasto, obtaczając je w oliwie, żeby nie wysychało. Przykryj wilgotną ściereczką. Zostaw w cieple na godzinę.

Orzechy utłucz w moździerzu, dodać pokrojony w plasterki czosnek i dobrze rozetrzyj. Następnie koncentrat, oliwę, pesto, ser, pokrojone w kostkę pomidory oraz przyprawy do smaku. Wymieszaj łyżką.

Po godzinie wyrośnięte ciasto uderz pięścią i wyrób ponownie. Wyrabiaj około 3 minut. Odłóż w spokoju na 5 minut. Następnie podsyp stolnicę mąka i rozwałkowuj ciasto na prostokąt ok. 40 x 30cm. Rozsmaruj na nim farsz, pozostawiając wzdłuż boków nie posmarowany pasek o szerokości 1cm (żeby ciasto dało się zlepić po zrolowaniu). Wzdłuż dłuższego boku zroluj ciasto. Sklej brzeg, końce zostawiając otwarte. Obsyp blachę mąką i ułóż na niej roladę sklejeniem do spodu. Sklej boki rolady formując z niej koło. Natnij koło w 5cm odstępach, kończąc nacięcie ok. 2cm od środka koła. Delikatnie rozsuń nacięte fragmenty ciasta i lekko skręć je przekrojoną stroną do góry. Przykryj ściereczką i zostaw do wyrośnięcia na 30-40 minut. Piekarnik rozgrzej do temperatury 190 stopni C (ja piekłam e 175). Nasmaruj wieniec mlekiem i włóż do piekarnika. Piecz 30-40 minut.

Buon Appetito! 🙂

Tort Szwarcwaldzki

Nie znam praktycznie żadnego deseru pochodzącego od naszych zachodnich sąsiadów. Stollen, Apfelstrudel (choć to chyba austriackie ciasto) oraz tort Szwarcwaldzki to zapewne tylko cząstka z ich kuchni. Nie byłam nigdy w Niemczech – nie interesuje mnie ten kraj i zapewne dlatego mam tak znikome pojęcie o ich regionalnych słodyczach.

Żeby nie było – tort ze Szwarcwaldu udał im się wspaniale. To głównie słodka śmietanka kremówka, czekoladowe biszkopty i wiśnie. Ja znalazłam przepis w książce ‚Chocolate desserts’ Pierra Herme z pewnością nieco odbiegający od oryginału.

Jak widzicie tort jest naprawdę wysoki! Nie zmieścił się w foremce więc musiałam z papieru do pieczenia zrobić kołnierz, by obręcz tortownicy wydłużyć. Warto jest dzień wcześniej wiśnie zmacerować w winie i przyprawach (czarny pieprz, cynamon, cytrusy). Nabiorą głębszego smaku oraz aromatu. Czekoladową śmietankę należy przygotować minimum na 5 godzin przed – po tym czasie w lodówce łatwiej i szybciej się ubija. Całe ciasto składa się aż z sześciu warstw: trzy biszkoptowe blaty, dwie warstwy czekoladowej bitej śmietany oraz jedna – białej z wiśniami. Boki ozdobiłam kremówką, a wierzch śmietankowymi rozetkami, wiśniami z kompotu oraz wiórkami z czekolady.

To nie jest pracochłonny tort – robi się go stosunkowo szybko, a odwdzięcza się przepysznym smakiem i eleganckim wyglądem. Na domowe uroczystości sprawdzi się doskonale.

Polecam również moją bezową wersję tortu czarnoleskiego.

wiśnie:

  • 1/2 szklanki (125g) porto
  • 2 łyżeczki soku z pomarańczy, świeżo wyciśniętego (dałam więcej, z całego owocu)
  • 4 ziarna czarnego pieprzu, zgniecione
  • 1 mała laska cynamonu
  • skórka z jednej cytryny (tylko żółta część), w dużych plasterkach
  • 170g wiśni ( u mnie ze słoiczka, zwiększyłam ilość do 350g)

Łączymy alkohol z sokiem, cynamonem, pieprzem i skórką. Doprowadzamy w garnuszku do wrzenia. Wrzucamy wiśnie i gotujemy na małym ogniu ok. 2 minut. Studzimy. Wiśnie przygotowujemy na 3-4 godziny przed, choć lepiej zostawić je w marynacie w lodówce przez całą noc. Po tym czasie płyn odlewamy, wyrzucamy przyprawy i skórkę, a owoce odsączamy na papierowych ręczniczkach.

czekoladowa bita śmietana:

  • 1 i 1/2 szklanki kremówki 30% (375g)
  • 1 łyżeczka cukru
  • 65g półsłodkiej czekolady (dałam gorzką 60%)
  • 2 łyżki gorzkiego kakao (opcjonalnie)
  • 150g serka mascarpone (opcjonalnie)

Zagotowujemy śmietankę z cukrem, zestawiamy z ognia i dodajemy posiekaną czekoladę. Przykrywamy folią spożywczą, studzimy i wkładamy do lodówki na 5h, choć lepiej na całą noc.

Po tym czasie – gdy pozostałe części na tort są już gotowe – śmietankę ubijamy na sztywno, dodajemy kakao oraz mascarpone i na najniższych obrotach miksera – mieszamy.

syrop:

  • 70g cukru
  • 70g wody
  • 2 łyżeczki wody (zastąpiłam wiśniowym sokiem)
  • 2 łyżeczki wiśniówki

Zagotowujemy 70g wody z cukrem. Mieszamy aż się rozpuści, po czym studzimy. Dodajemy pozostałą wodę/sok i alkohol. Można przygotować dzień wcześniej i przechowywać w lodówce.

biszkopt czekoladowy:

  • 40g gorzkiego kakao
  • 35g mąki pszennej
  • 3 i 1/2 łyżeczki mąki ziemniaczanej
  • szczypta soli
  • 75g masła, roztopionego i ostudzonego
  • 9 dużych żółtek, w temp. pokojowej
  • 150g cukru
  • 5 dużych białek, w temp. pokojowej

Nagrzewamy piekarnik do 180st.C. Przesiewamy mąki z kakao i solą. W dużej misce ubijamy żółtka z połową cukru na gęstą i puszystą pianę. Białka ubijamy oddzielnie na sztywno, pod koniec dodając pozostałe 75g cukru. Do żółtek dodajemy połowę suchych składników, 1/3 białek. Miksujemy na najwolniejszych obrotach miksera. Następnie resztę suchych składników, 1/3 białek i ostudzone masło. Na koniec pozostałe białka, delikatnie mieszamy i przelewamy do tortownicy (22cm) z dnem wyłożonym papierem do pieczenia, boki posmarowane masłem i oprószone mąką. Pieczemy 25-30 minut – patyczek wbity w środek ciasta ma być suchy. Po ostudzeniu przecinamy na 3 blaty.

waniliowa bita śmietana:

  • 1 i 1/2 szklanki kremówki 30% (375g)
  • laska wanilii
  • 2 i 1/2 łyżeczki żelatyny (lub 3g płatków)
  • 1-2 łyżki zimnej wody
  • 1 łyżeczka wiśniówki
  • 2 łyżki cukru pudru

Przygotowujemy jak wszystko inne mamy juz gotowe. 300g kremówki ubijamy na sztywno z cukrem pudrem i ziarnami wanilii. Pozostałą kremówkę podgrzewamy z laską waniliową. Żelatynę moczymy w zimnej wodzie, po napęcznieniu rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Łączymy z lekko ostudzoną, ale jeszcze ciepłą kremówką. Do mieszanki dodajemy łyżkę ubitej śmietany, mieszamy, po czym całość łączymy.

składanie: Dno tortownicy wykładamy krążkiem papieru do pieczenia, kładziemy pierwszy blat, nasączamy 1/3 syropu. Wykładamy połowę waniliowej bitej śmietany, układamy dobrze odsączone wiśnie, następna część bitej śmietany, wykładamy, przykrywamy kolejnym blatem nasączonym w 1/3 syropu. Lekko dociskamy. Następnie przekładamy 2/3 czekoladowej bitej śmietany, na to krążek biszkoptu nasączony pozostałym syropem. Pozostałą czekoladową bitą śmietaną dekorujemy wierzch. Schładzamy 2-3 godziny (u mnie cała noc).

do ozdoby:

  • 1/2 szklanki kremówki 30% (125g), ja zużyłam więcej – ciut ponad jedną szklankę
  • 2 łyżeczki cukru pudru
  • wiśnie
  • wiórki czekoladowe

Kremówkę ubić z cukrem pudrem, częścią ozdobić boki i wierzch lub boki a rękawem cukierniczym zrobić rozetki na wierzchu, w które powtykać wiśnie. Wiórkami posypać wierzch. Tort należy trzymać w lodówce.

Buon Appetito! (:

Kocie języczki


Przedstawiam Wam nowego patrona mojego bloga – Tequilę vel Squirrela vel Kociczkę ((; Kilka dni temu skończyła dwa miesiące, od tygodnia jest z nami i wciąż się poznajemy. Jej cechą szczególną jest życie na krawędzi (; Zasypia wszędzie tam gdzie główka może jej swobodnie zwisać. Tak ją też zobaczyłam po raz pierwszy – spała ze zwieszonym łebkiem – wyglądała tak słodko, że trudno było się w niej nie zakochać (:


Mała jest rasowym kotkiem. Maine Coony potrafią miauczeć jak zwyczajne koty, ale też świergoczą. ‚Miauk’ ten przypomina połączenie zwykłego kociego miauczenia i trelu ptaka – bardzo to przyjemne (: choć głośne. Czasami też pod nosem fuka, grucha i inne takie. Ogólnie mowę ma bardzo rozbudowaną (;

Jest bardzo towarzyska i energiczna. Każdemu ładuje się na kolana, wspina się po nogach domagając się uwagi, włazi na ramiona – oczywiście by nieco pozwisać. Każdą rzecz traktuje jak zabawkę: noga od stołu czy papierek po krówce to znakomita forma zabawy, wiedzieliście? (:


Nawiązując do kociej treści dzisiejszej notki: kocie języczki. Znane i lubiane chyba przez wszystkich. Maślane, waniliowe, najprostsze z najprostszych. Można je ozdobić czekoladą i orzeszkami, ale takie zwyczajne są najpyszniejsze – to nie tylko moje zdanie, kicia też zjadła jedno i bardzo jej smakowało (; Taaak wiem, że zwierzęta słodkiego jeść nie mogą, ale jedno małe ciasteczko jeszcze nikomu nie zaszkodziło.

przepis Pierra Herme ‚Desery’

składniki na 45 małych ciasteczek:

  • 125g masła
  • 1 saszetka cukru waniliowego lub ziarenka z jednej laski
  • 80g cukru pudru
  • 2 jajka
  • 125g mąki pszennej

Masło pokroić w kostkę i utrzeć na krem. Dodać cukry (wanilię) i dokładnie utrzeć. Następnie po jednym jajku, potem przesiana mąka. Ciasto przekładamy do rękawa z płaską końcówką (miałam okrągłą) i wyciskamy na blaszki wyłożone papierem do pieczenia (ciastka mają miec długość 5cm, odstępy zachowujemy po 2cm – całkiem się rozpłyną). Każdą blachę pieczemy osobno po 4-5 minut w 200st.C (choć następnym razem temp. obniżę). Studzimy.

Buon Appetito! 🙂

Chleb z ziemniakami, serem i rozmarynem

Tak lejącego ciasta pod dłońmi do wyrabiania to ja nie pamiętam w całej swej chlebowej karierze (; Podsypywałam mąki, smarowałam ręce oliwą – i nic. Jak się potem okazało w przepisie był błąd – mąki o połowę mniej podano. Nic to jednak, daliśmy radę. Ja starałam się ‚zagniatać’ ciasto jak długo byłam w stanie, samo potem pieknie w foremce urosło, a piekarnik zrobił swoje – upiekł duży bochen chleba.

Było warto się odrobinę postresować, bo jak widzicie dziury duże (takie jak lubię najbardziej!), skórka chrupiąca, miąższ wilgotny, piękny zapach rozmarynu, lekko ciągnący się żółty ser – smak doskonały.

Polecam gorąco – pieczcie na zdrowie (;

chleb jest propozycją A.Grey w ramach #83 WP

  • 230 g białego zaczynu zakwasowego levain (100% hydracji)
  • 510 g białej pszennej maki chlebowej
  • 3 g drożdży instant
  • 230 g ugotowanych ziemniaków w łupinkach
  • 230 g wody z gotowania ziemniaków
  • 14 g soli
  • 115 g sera Cheddar
  • liście z 4-5 gałązek rozmarynu, posiekane

W dużej misce wymieszać cały zaczyn z połową mąki, drożdżami, wystudzonymi ziemniakami i połową wody z gotowania ziemniaków. Miskę (odkrytą) odstawić na 30 minut. Następnie, do ciasta wsypać pozostałą mąkę z solą i mieszając, dodać tyle pozostałej wody, aby powstało raczej luźne ciasto. Wyłożyć ciasto na stół i wyrabiać przez 6 minut. Dodać posiekany rozmaryn i dalej zagniatać przez 2 minuty. Ciasto powinno być lepkie ale nie klejące się (temp 25-27C). Gotowe ciasto umieścić w naoliwionej misce, przykryć i zostawić na 90 minut, składając ciasto w połowie wyrastania.
Podzielić na dwie części, nadać kształt prostokąta (piekłam w tortownicy). Na środku każdego ułożyć plastry sera, zostawiając dookoła margines ciasta. Następnie zwinąć ciasto ścisło, docisnąć końce. Na blasze do pieczenia ułożyć arkusz pergaminu, posmarować go lekko oliwą i posypać semoliną. Ułożyć bochenki obok siebie zostawiając miedzy nimi odstęp. Blachę wsunąć do plastikowej torby i zostawić do wyrośnięcia na 1 godzinę. Rozgrzać piec do 260C.
Wyrośnięte bochenki/ek naciąć szybko (dość głęboko, do pierwszej warstwy sera) i zsunąć wraz z pergaminem na gorący kamień. Piec z parą przez 35 minut (parę wtryskiwać tylko przez pierwsze 2 minuty pieczenia co 30 sekund). Po ostatnim wstrzyknięciu pary zmniejszyć temperaturę pieca do 230C . Studzić na kratce.

Buon Appetito! (: