Panna Cotta z espresso i gruszką

W poprzedniej notce (klik) Agnieszka wspomniała, że przepisy Donny Hay zachęcają do wypróbowania dzięki cudownym fotografiom, w jakie opatrzona jest książka. Dzisiejszym wpisem potwierdzam również ich niezaprzeczalnie dobry smak. W naszej kuchni pojawiły się już m.in. beef pie (czyli wołowina zapiekana pod ciastem, z czerwonym winem i warzywami), genialna tarta z nadzieniem z koziego sera oraz świeżymi figami, a także przepyszny deser jaki dzisiaj chciałabym Wam pokazać.

Odchodzenie od często utartych smakowych schematów popłaca. Dlatego mimo, że na początku nie mogłam wyobrazić sobie połączenia espresso i gruszki, to efekt jest wspaniały! Zachęcam więc Was bardzo gorąco do zrobienia tego deseru, ponieważ to chyba najlepsza panna cotta jaką dotąd przygotowałam. Gruszka nasączona smakiem espresso doskonale komponuje się z delikatnym kremem, do którego w zastępstwie wanilii dodałam likieru Irish Cream. To fantastyczny, efektowny i jednocześnie prosty deser na zakończenie uroczystego obiadu lub kolacji.

składniki:

  • 80ml espresso
  • 75g cukru
  • 1 gruszka, pocięta na plastry lub w kostkę
  • 2 łyżeczki żelatyny
  • 2 łyżeczki mleka
  • 250ml śmietanki kremówki 30%
  • 250ml mleka
  • 75g brązowego cukru
  • 1 łyżka likieru Irish Cream lub 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego

W rondelku rozpuścić cukier w kawie. Dodać gruszkę i gotować na malutkim ogniu 10-15 minut (gruszka nadal powinna trzymać kształt i nie rozmięknąć). Gruszkę przełożyć razem z powstałym sosem do naczynek (np. dwóch o pojemności 310ml – wszystko zależy od wielkości gruszki). Odstawić do ostygnięcia (ja po ostudzeniu zamroziłam naczynka, by łatwiej było wlać pannę cottę na wierzch gruszek i kawy – polecam ten sposób).

Żelatynę zalać 2 łyżeczkami mleka i odstawić do napęcznienia na 2-3 minuty. W rondelku podgrzewać śmietankę, pozostałe mleko, brązowy cukier aż do zagotowania. Rondelek ściągnąć z ognia i dodać napęczniałą żelatynę. Mieszać energicznie ręczną trzepaczką aż się rozpuści. Całość przecedzić przez sitko, dolać likier lub wanilię i ostudzić. Rozdzielić po równo do naczynek i schłodzić 4-6 godzin a najlepiej całą noc. Przed podaniem foremki włożyć na kilka sekund do gorącej wody i przełożyć na głęboki talerz.

Buon Appetito! 🙂

przepis Donny Hay ‚Seasons’


 

 

"Seasons" Donna Hay

Dzisiaj głos całkowicie oddaję mojej Siostrze – i myślę, że spisała;) się fantastycznie! Zapraszam do bardzo przyjemnej lektury. Zachęcam również do podzielenia się wrażeniami, a posiadaczy do wyrażenia własnych opinii! Dodatkowo Agnieszka otrzymała status pełnoprawnego Administratora Czekoladowego Kota, dlatego podpisy choć wciąż w większości moje, będą przeplatały się z podpisem agnieszka.sii.

Naszą serię recenzji ulubionych książek kulinarnych zaczynamy stawiając poprzeczkę najwyżej jak się da tzn. połączeniem maksymalnie urozmaiconych i apetycznych przepisów, perfekcyjnie dopracowanego wydania i przepięknych fotografii – książką „Seasons” Donny Hay. „Seasons” dedykowane jest „kucharzom na całym świecie, którzy nie mogą doczekać się każdej nowej pory roku oraz ludziom, którzy sprawiają że chcemy dla nich gotować.”

O AUTORCE

Donna Hay to taka australijska Nigella Lawson albo Martha Stewart – autorka bestsellerów kulinarnych, stylistka, edytorka własnego magazynu i właścicielka sklepów z domowym wyposażeniem. Full service;) Trzeba jednak przyznać, że ma świetny styl – elegancki, estetyczny i jednocześnie bardzo, baaardzo apetyczny. Jej przepisy i stylizacje oparte są na podstawowych składnikach, przygotowanych w prosty sposób i zawsze pięknie sfotografowanych.

„Seasons” zamówiłyśmy na brytyjskim Amazonie (darmowa wysyłka do Polski powyżej 25£ – fajna sprawa), więc po rozpakowaniu książka leżała jakiś czas na stoliku w salonie razem z kilkoma innymi. I co? Wszyscy goście sięgali właśnie po nią, wciągały ich fotografie i tracili po chwili wątek rozmowy… Bo „Seasons” na pewno nie jest książką do zbierania kurzu na półce – to jest książka na pokaz! Gdybyśmy jej nie miały, nie ukrywam, że super byłoby dostać ją w prezencie.

PRZEPISY

Jednak jeżeli chodzi o zawartość – „seasons” czyli „pory roku” mówi prawie wszystko. Książka zorganizowana jest ze względu na pory roku (i trafia w sedno z daniami, na które każdy ma wtedy ochotę, chociaż my wypróbowałyśmy już kilka jesiennych), a każdy sezon podzielono na część słodką i wytrawną. Zaczynając od wiosennych, jasnych i świeżych smaków, przez grillowane owoce morza i lekkie, owocowe desery latem, aż do sycących zup i pieczeni jesienią i zimą.

Fajne jest również to, że każdy przepis zajmuje tylko ¼ strony, a jednocześnie w prosty sposób opisuje przygotowanie. Dania składają się zazwyczaj z kilku łatwo dostępnych składników, nie są skomplikowane, jednak bardzo efektowne (i pyszne – sprawdziłyśmy!) Jeżeli jagnięcina z miętą, nektarynkowa tarta z syropem pomarańczowym, dyniowa zupa z pieczonym czosnkiem, tarta tatin a pomidorkami malinowymi czy jagodowe babeczki brzmią kusząco, to książka na pewno przypadnie Wam do gustu.

FOTOGRAFIE

Przepisów jest aż 200, przy czym sama książka ma ponad 300 stron (i jest dość duża) – znaczną część zajmują więc zdjęcia. Plenerowe ujęcia, pikniki na świeżym powietrzu są przemieszane z fotografiami dań, utrzymanych w lekko rustykalnym stylu, dalekim od surowych białych fotografii studyjnych. Chciałabym wkleić wam tutaj wszystkie, ale to chyba byłoby nielegalne…:)

PODSUMOWANIE

Myślę, że wyraźną przewagą „Seasons” nad tytułami z podobnej kategorii jest jej ogromna różnorodność – od niedzielnego obiadu do bardziej wyszukanych trzydaniowych kolacji, od zwykłych kanapek do dań z owocami morza, od ciasta do kawy do eleganckich deserów – nie chcę popadać w banał, ale naprawdę nie ma okazji na którą nie znalazłby się w niej przepis ze składnikami dostępnymi o każdej porze roku.

Największe zalety książki to wspaniałe fotografie, ogromna uniwersalność, wspaniałe fotografie i prostota przepisów w bardzo pozytywnym tego słowa znaczeniu. Wspominałam już o wspaniałych fotografiach? Jedynym minusem może być brak twardej okładki, po tysięcznym przekartkowaniu klejone strony zaczęły się już trochę luzować. Cena jest jednak plusem – książka kosztuje niecałe 15£ czyli (aktualnie) około 80 zł. I nie zastanawiałabym się długo, gdybym musiała dopłacić jeszcze połowę.

 

Cena: 14,49 £ (www.amazon.co.uk)

Liczba stron: 320

Ocena: 9.5/10 – jedyny maleńki minus za brak twardej oprawy

Oficjalna strona Donny Hay: www.donnahay.com.au

Przepisy wypróbowane na blogu:

Brownie z ciasteczkami Oreo

Kolejny (na babeczki zapraszam tutaj) bardzo udany wypiek z amerykańskimi Oreo – równie amerykańskie brownie. Z minimalną ilością mąki (bo tylko dwoma łyżeczkami) a maksymalną czekolady, dodatkowo podkręconej gorzkim kakao. Ciasto jest idealnie wilgotne, ale jednocześnie zupełnie nie ciężkie – raczej rozpływające się w ustach i delikatne. Na wierzchu tworzy się charakterystyczna skorupka, a całości dopełniają pokruszone chrupiące ciasteczka. Maj sprzyja naukowej atmosferze, dlatego jeżeli jesteście w podobnym niedoczasie jak ja, a macie ogromną ochotę na coś słodkiego, to polecam Wam to pyszne ciasto – podkreślam, że przygotowanie zajmuje dokładnie tyle, ile nagrzewa się piekarnik 🙂

składniki:

  • 165g masła
  • 200g gorzkiej czekolady
  • 145g cukru brązowego
  • 3 jajka
  • 2 żółtka
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
  • 2 łyżeczki mąki pszennej lub migdałowej
  • 1 łyżeczka gorzkiego kakao
  • szczypta soli
  • 150g ciasteczek Oreo, pokruszonych na kawałki

Piekarnik nagrzać do 180st.C. Foremkę kwadratową 20-21cm posmarować masłem i oprószyć mąką lub wyłożyć papierem do pieczenia. Roztopić masło w garnuszku, potem ściągnąć z ognia i dodać połamaną na kostki czekoladę, wymieszać na gładką masę i ostudzić. W międzyczasie w misce miksera ubić jajka, żółtka, cukier oraz wanilię aż krem stanie się lekki i puszysty. Ostudzoną masę maślano-czekoladową wlewać powoli do ubitych jajek i mieszać delikatnie łopatką. Wsypać przesiane suche składniki oraz 1/3 pokruszonych ciasteczek Oreo. Ciasto przelać do przygotowanej foremki i posypać resztą ciasteczek. Piec ok. 20 minut (oryginał podaje 25-30 minut, u mnie wystarczyło 20) – środek powinien być lekko ciągnący. Ostudzić w foremce, następnie kroić na kwadraty.

Buon Appetito! 🙂

przepis Lorraine Pascale ‚Baking made Easy’ (zmodyfikowany)


 

 

Film kulinarny! Bułeczki drożdżowe z nutellą i orzechami laskowymi

 

Z przyjemnością wracam do chwil zatrzymanych… Zwłaszcza po ostatnich kilku mało symaptycznych dniach, których z pewnością do udanych nie zaliczę… 🙂 Dlatego ten film jest dla mnie odskocznią i pozwala choć na chwilę się zrelaksować.

Mamy nadzieję, że i Wam się spodoba, bo mimo że tematyka kulinarna, to utrzymana w bardzo wiosennym a może wręcz letnim nastroju. Życzę więc miłego oglądania (polecamy w jakości HD) i gorąco zachęcam do przygotowania przepysznych bułeczek na sobotnie lub niedzielne śniadanie. Na pewno Wam posmakują – w końcu kto nie lubi nutelli, helloł?! 🙂

A nasz pierwszy film kulinarny o makaronikach możecie zobaczyć tutaj!

składniki na zaczyn:

  • 15g świeżych drożdży
  • 40g ciepłego mleka
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 łyżeczka mąki

składniki na ciasto:

  • 300g mąki pszennej
  • 50g cukru pudru
  • duża szczypta soli
  • 100g jogurtu naturalnego
  • 50g masła
  • 2 żółtka
  • 2 łyżki mleka
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii

oraz:

  • 125g kremu Nutella
  • 1 łyżka gorzkiego kakao
  • 2 garści posiekanych orzechów laskowych

Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.

Przygotować zaczyn. Drożdże pokruszyć, połączyć z mąką i cukrem. Rozpuścić w mleku. Odstawić do napuszenia w ciepłe miejsce na ok. 20 minut.

Przygotować ciasto. Mąkę, cukier i sól przesiać. Dodać jogurt i masło. Rozetrzeć całość w palcach lub mikserze jak na kruszonkę. Dodać zaczyn, żółtka oraz wanilię i opcjonalnie mleko jeśli ciasto jest za gęste, zagnieść aż będzie gładkie. Odstawić na 1-1,5 godziny do podwojenia objętości w misce posmarowanej oliwą.

Ciasto rozwałkować na prostokąt, rozsmarować Nutellę wymieszaną z kakao, posypać orzechami. Zwinąć jak roladę i pokroić na 12 ślimaczków. Ułożyć w foremce muffinkowej posmarowanej masłem i oprószonej mąką. Odstawić na 30-45 minut do napuszenia. Przed pieczeniem delikatnie posmarować mlekiem. Piec w 180st.C przez ok. 10 minut. Wystudzić na kuchennej kratce. Można polukrować lub posypać cukrem pudrem.

Buon Appetito! 🙂

przepis własny, inspiracja zdjęciem znalezionym w serwisie Pinterest

Pudding ryżowy z rabarbarem

Pudding to najlepszy przysmak dla łasucha. Dla kogoś kto potrzebuje zjeść tu i teraz coś smacznego, słodkiego i sycącego jednocześnie. Nie wymaga dużych zdolności kulinarnych, a jedynie odpowiedniego ryżu (odmiany arborio) oraz odrobiny cierpliwości podczas mieszania. Jest pyszny zarówno tuż po przygotowaniu (jeszcze gorący, prosto z rondelka) jak i po ostudzeniu, sam lub z dodatkami – wanilią, cynamonem czy niezastąpioną czekoladą. Dziś proponuję podać pudding z ciepłym sosem z całymi kawałkami rabarbaru, ale wkrótce – w sezonie – sprawdzą się tak samo idealnie cudne truskawki oraz pachnące maliny.

Według nas najlepszą proporcją jest jedna część ryżu na cztery mleka. Mleko jest oczywiście najpopularniejsze, ale nic nie stoi na przeszkodzie by spróbować np. wersji na kokosowym mleczku lub/i śmietance, mleku czekoladowym lub innym ulubionym. Polecam 🙂

składniki (2-3 porcje):

  • 1/2 kubka ryżu arborio
  • 2 kubki mleka
  • 2 łyżki cukru waniliowego
  • 1 łodyga rabarbaru
  • 2 truskawki
  • cukier do smaku

Ryż i cukier wsypać do rondelka, wlać mleko. Całość doprowadzić do delikatnego wrzenia i mieszać drewnianą łyżką aż ryż zmięknie oraz wchłonie mleko (ok. 15 minut). Do osobnego garnuszka wsypać cukier, wlać łyżkę wody oraz dodać pokrojone w kostkę truskawki i połowę rabarbaru. Podgrzewać aż owoce puszczą sok i cały nabierze ładnego koloru, przecedzić. Do tego samego garnuszka wlać przecedzony sok, dodać pozostałą część rabarbaru pokrojoną w kostkę. Podgrzewać na małym ogniu aż rabarbar zmięknie, ale zachowa ładny kształt, ewentualnie dosłodzić. Pudding przełożyć do naczynek i ozdobić rabarbarem w syropie.

Buon Appetito! 🙂

przepis własny

 

 

Alzacka tarta z rabarbarem

Sezon na rabarbar otwarty? Jeśli jeszcze nie, to polecam Wam przygotowanie tej pysznej tarty alzackiej. Z maślanym ciastem, delikatnym kremem a’la crème pâtissière oraz mnóstwem rabarbaru! Zaznaczam, że dzień przed pieczeniem rabarbar należy zasypać cukrem, by pozbyć się nadmiaru soku, który rozmoczyłby ciasto. Prosta i pyszna – najlepiej ze szklanką rabarbarowego kompotu domowej roboty.

owoce:

  • 500g rabarbaru
  • 50g cukru pudru

ciasto kruche:

  • 250g mąki
  • 150g masła, w temp. pokojowej
  • 50g cukru pudru
  • 2 żółtka
  • szczypta soli

polewa:

  • 1 jajko
  • 75g cukru pudru
  • 2 i 1/2 łyżki mleka
  • 2 i 1/2 łyżki śmietanki kremówki 30%
  • 25g mielonych migdałów
  • 55g masła, pokrojonego w drobną kostkę (dałam 40g)

Owoce. Dzień przed przygotowaniem rabarbar pokroić na kawałki długości 2 cm, Posypać cukrem pudrem, przykryć i odstawić na co najmniej 8 godzin. Po tym czasie rabarbar włożyć do cedzaka i odstawić na ok. 30 minut.

Kruche ciasto. Foremkę na tartę (26cm) posmarować masłem i oprószyć mąką. Mąkę przesiać z solą. Masło ubić z cukrem przez kilka minut. Dodać żółtko, zmiksować. Stopniowo dosypywać sypkie składniki aż wszystko się połączy (można dolać zimnej wody jeśli ciasto jest zbyt suche) Utworzyć z ciasta dysk. Owinąć w folię i schłodzić 1h. Ciasto podzielić na dwie części, obie cienko rozwałkować: jedną wylepić foremkę i zmrozić ok. 15 minut (ja zazwyczaj wkładam ciasto na całą noc do lodówki), drugą pociąć na paski, następnie schłodzić kilka chwil i zapleść – gotową kratkę schłodzić na papierze do pieczenia. Ciasto w foremce wyłożyć papierem do pieczenia, obciążyć suchym ryżem lub fasolą i piec 15 minut w 180st. C (aż się lekko zezłoci), ściągnąć papier z ryżem i piec jeszcze 5 minut, ostudzić.

Polewa. W miseczce utrzeć jajko z cukrem, wlać mleko i kremówkę, wsypać migdały, dodać zimne masło.

Na ostudzonym spodzie rozłożyć ściśle obok siebie rabarbar, polać polewą migdałową, nakryć plecionką z ciasta i wstawić do piekarnika. Piec ok. 15-20 minut aż polewa stężeje. Ostudzić w foremce. Następnie oprószyć cukrem pudrem.

Buon Appetito! :)

przepis Pierre Hermé ‚Desery’ (zmodyfikowany)

Tropical Breeze

Jest gorąco… bardzo gorąco! Afrykańskie powietrze znad morza śródziemnego będzie rozpieszczało nas jeszcze przez kilka dni wspaniałą pogodą idealną na majówkę. Letnie buty i zwiewne sukienki mogą jednak nie wystarczyć, dlatego dla ochłody proponuję idealny drink-deser z mango lub truskawkami i wanilią, gorzką czekoladą z rumem oraz delikatną kokosową pianką. Koniecznie przygotujcie go na kilka godzin wcześniej – całość nabierze jeszcze lepszego smaku oraz konsystencji. Polecam!

składniki na warstwę owocową:

  • 200g purée z owoców (np. mango lub truskawek)
  • ziarenka z 1/4 laski wanilii

składniki na warstwę czekoladową:

  • 85g gorzkiej czekolady
  • 175ml wody
  • 50g cukru
  • 75ml ciemnego rumu

składniki na warstwę kokosową:

  • 100ml mleka kokosowego
  • 75ml śmietanki kremówki 30%
  • 30ml mleka
  • 25ml Malibu

Przygotować warstwę owocową. Purée z owoców wymieszać z waniliowymi ziarenkami. Ewentualnie dosłodzić syropem cukrowym do smaku. Przełożyć do szklanych kieliszków.

Przygotować warstwę czekoladową. Do garnuszka wsypać cukier, wlać wodę. Podgrzewać aż cukier się rozpuści. Do  czekolady dodać gorący syrop, mieszać aż czekolada się rozpuści. Następnie ostudzić i wlać ciemny rum. Do kieliszków po łyżeczce powoli wlewać czekoladę z rumem.

Przygotować warstwę kokosową. Ubić mikserem wszystkie składniki na delikatną piankę i przełożyć na warstwę czekoladową.

Całość najlepiej schłodzić kilka godzin w lodówce – można jednak podawać zaraz po przygotowaniu.

Buon Appetito! 🙂

przepis ‚Couture chocolate’ William Curley


Tartinki CarmeloveLove

Malutkie – na dwa, góra trzy kęsy – słodko karmelowe i bardzo, barrrdzo pyszne. To zdecydowanie jeden z lepszych przepisów na blogu (właściwie jest to powtórka z ostatnich wakacji, ale tamte tartinki nie zdążyły trafić na bloga). Skorupka z maślanego ciasta kruchego, gęsty sos oraz lekki krem karmelowy, odrobina błyszczącej polewy czekoladowej, a na koniec delikatna i efektowna ozdoba z tzw. anielskich włosów. Może niektórzy z Was pomyślą, że to skomplikowany i pracochłonny wypiek i oczywiście wymaga on nieco więcej wysiłku, ale gwarantuję, że zakochacie się w efekcie – tak jak osoby dla których przygotujecie tartinki. Ostrzegam natomiast przed przyrządzaniem karmelu (a należy przygotować go trzy razy w różnych proporcjach i z różnymi dodatkami) – uważajcie na parę powstającą przy dodawaniu kolejnych składników (śmietanki, masła), jest bardzo gorąca i łatwo się poparzyć, dlatego ostrożnie :)!

składniki na kruche ciasto:

  • 250g mąki
  • 125g masła, miękkiego
  • 50g cukru pudru
  • 1 żółtko
  • kilka łyżek zimnej wody
  • szczypta soli

Mąkę przesiać z solą i cukrem. Masło wymieszać z żółtkiem. Na zmianę do masła dodajemy 1/3 suchych składników, 1 łyżkę wody, zagniatamy/miksujemy, 1/3 suchych składników, 1 łyżkę wody, zagniatamy/miksujemy, 1/3 suchych składników. Formujemy dysk, owijamy w folię spożywczą i schładzamy 1h.

Przygotowujemy minimuffinową foremkę / foremki do tartinek: dołki smarujemy masłem i oprószamy mąką. Na podsypanej mąką stolnicy wałkujemy duży cienki placek z którego wycinamy kawałki ciasta i wylepiamy dołki foremki. Ciasto mrozimy 30 minut w zamrażarce. W tym czasie z papieru do pieczenia wycinamy kwadraty, które razem z suchym ryżem/fasolą posłużą nam do obciążenia spodów. Spody obciążamy papierem do pieczenia z wysypanym na nich ryżem/fasolą. Pieczemy 10 minut w 180st.C. Ściągamy papier z ryżem i dopiekamy jeszcze ok. 5 minuty. Studzimy.

składniki na sos karmelowy:

  • 110g cukru
  • 100ml wody
  • 45ml śmietanki kremówki 30%
  • 35g masła

W garnuszku o grubym dnie połączyć cukier i wodę. Podgrzewać na małym ogniu aż cukier się rozpuści. Następnie zwiększyć ogień i podgrzewać aż karmel nabierze złoto-brązowego koloru (ok. 15minut). UWAGA by karmelu nie przypalić! Garnek zdjąć z ognia, dodać śmietankę oraz masło, mieszać aż się rozpuści. Odstawić do ostudzenia (niekoniecznie całkowitego).

składniki na krem karmelowy:

  • 1 małe białko
  • 50g cukru pudru
  • 2 łyżeczki wody
  • 65g cukru trzcinowego
  • 65ml śmietanki kremówki 30%
  • 75g masła, w temp. pokojowej
  • 100ml śmietanki kremówki 30%, ubitej na sztywno

Przygotować bezę włoską – zagotować w rondelku wodę z cukrem pudrem, podgrzać płyn do 126-135st.C. Białko wlać do miski i ubić mikserem na niezbyt sztywną pianę. Na średnich obrotach miksera wlewać gorący syrop, ubijać aż masa ostygnie. Schłodzić.

Do rondelka wsypać cukier i podgrzewać na wolnym ogniu, aż się roztopi i lekko zarumieni – karmel można zamieszać przez poruszanie garnka, nie należy go mieszać łyżką. Wlać śmietankę (65ml) i dodać masło. Wymieszać i odstawić do ostygnięcia. Dodać ubitą śmietankę kremówkę, wymieszać krem szpatułką, następnie delikatnie wmieszać ubite białko. Przechowujemy w lodówce.

składniki na polewę czekoladową:

  • 100g gorzkiej czekolady
  • 50g masła
  • 25ml śmietanki kremówki 30%

Podgrzać w garnuszku masło i śmietankę. Do gorącego płynu dodać połamaną na kawałki czekoladę. Zgasić ogień i mieszać aż się rozpuści całkowicie.

składniki na kule karmelowe:

  • 75g cukru pudru
  • 25g glukozy
  • 25ml wody

Drewnianą łyżkę przymocowujemy np. do kuchennego blatu tak by poziomo „wisiała” w powietrzu. Na podłodze kładziemy papier, dokładnie pod łyżką, aby nie pobrudzić podłogi. Przygotowujemy karmel. Do garnuszka o grubym dnie wsypujemy cukier i glukozę, wlewamy wodę. Podgrzewamy na małym ogniu aż cukier się rozpuści, następnie zwiększamy ogień i podgrzewamy aż karmel nabierze złotobrązowej barwy (do 141-155st.C). Zestawić z ognia i odstawić do lekkiego ostygnięcia (2-3 minuty). Maczamy widelec w karmelu. Trzymając go ok. 60cm nad łyżką poruszamy bardzo szybko widelcem do przodu i tyłu by tworzyły się długie nitki osiadające na łyżce. Odrywając kawałki nitek formujemy w dłoniach kulki.

Składanie: Do kruchych spodów wlewamy po łyżeczce karmelu. Gdy stężeje napełniamy kremem karmelowym. Schładzamy aż całkowicie się zetnie. Babeczki polewamy lub maczamy w czekoladzie. Ozdabiamy kulami karmelowymi. Przechowujemy w lodówce.

Buon Appetito! 🙂


Babeczki Oreo

Czerń & biel – znak rozpoznawczy amerykańskich ciasteczek Oreo. Przypuszczam, że odkąd pojawiły się w Polsce są wśród Was zarówno ich zdecydowani zwolennicy jak i przeciwnicy. Sama nie jestem wielką miłośniczką, ale muszę przyznać, że w wypiekach sprawdzają się nad wyraz dobrze. Sporym zaskoczeniem był dla nas przede wszystkim niesamowicie pyszny krem z pokruszonymi ciasteczkami (musimy go jeszcze kiedyś wykorzystać!). Stanowił idealne towarzystwo dla mocno kakaowej i lekko kokosowej babeczki. Drugim odkryciem jest natomiast pomysł na zmielenie wiórków kokosowych, tak aby powstała z nich kokosowa mąka – nadaje babeczkom wspaniały smak i konsystencję. Gorąco polecam 🙂

Ciasto (12 sztuk):

  • 2 jajka
  • 175g cukru
  • 5 łyżek gorzkiego kakao
  • 4 łyżki rozpuszczonego masła
  • 180ml gorącej wody
  • 140g mąki pszennej
  • 75g mielonych wiórków kokosowych, migdałów lub innych orzechów
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • duża szczypta sody
  • duża szczypta soli
  • 100g jogurtu naturalnego
  • 12 ciasteczek Oreo

Krem:

  • 250g serka mascarpone
  • 150ml śmietanki kremówki 30%
  • 2 łyżeczki cukru pudru
  • 8 ciasteczek Oreo, pokruszonych bardzo drobno
  • 12 mini ciasteczek Oreo, do ozdoby

Foremkę na muffinki wyłożyć papierowymi papilotkami, do każdej włożyć po ciasteczku Oreo. Jajka ubić z cukrem na puszysty, jasny, gęsty krem. Kakao rozpuścić w maśle i gorącej wodzie. Mąkę przesiać z proszkiem, sodą i solą, wymieszać z mielonymi orzechami lub kokosem. Do jajek dodawać na zmianę po łyżce jogurtu, łyżce masy kakaowej oraz suche składniki. Całość miksować na najmniejszych obrotach miksera. Dodawać składniki aż do ich wykończenia. Masę przełożyć do przygotowanej wcześniej foremki. Piec w 180st.C ok. 15 minut do suchego patyczka. Ostudzić na kuchennej kratce.

Przygotować krem. Serek ubić z kremówką i cukrem na sztywny krem. Wymieszać z ciasteczkami, przełożyć do rękawa cukierniczego z ozdobną końcówką (ciasteczka muszą być drobno pokruszone a końcówką dość szeroka). Babeczki ozdobić kremem i ewentualnie udekorować ciasteczkiem mini Oreo.

Buon Appetito! 🙂



Makaroniki tiramisu

Niesamowicie się cieszymy, że spodobał Wam się film z poprzedniego posta! Wszyscy którzy przegapili naszą pierwszą produkcję mogą obejrzeć ją TUTAJ 😉 Przekonałyśmy się jak dużo pracy, cierpliwości i czasu wymaga nakręcenie tych paru minut. Jednocześnie wiemy już, że to świetna zabawa i postaramy się przygotowywać kolejne – musimy tylko zaopatrzyć się w statyw! ponieważ piramidka ze stolika, krzesła i książek nie zawsze idealnie spełniała swoją funkcję 😉
Poniżej przedstawiam więc przepis na jedne z najpyszniejszych makaroników na blogu – o smaku tiramisu. Jeżeli nie chcecie, by w jeden wieczór pozostało po nich tylko wspomnienie koniecznie pieczcie z podwójnej lub potrójnej porcji. Smakują obłędnie. Yum!

Jak zawsze korzystałam z niezawodnych proporcji Felluni.

składniki na ciasteczka:

  • 70 g białek, wysuszonych przez min. 12-24h na blacie (białka przelewamy do miseczki i odstawiamy w temp. pokojowej na cały dzień, polecam odstawić ok. 10g więcej ponieważ po nocy/dobie początkowa ilość maleje dość znacznie)
  • 170 g cukru pudru, w proporcji 35:135
  • 100 g mąki migdałowej (zmielonych migdałów)
  • 2 łyżeczki kawy rozpuszczalnej

składniki na krem:

  • 150g serka mascarpone
  • 2 łyżki espresso
  • 1 łyżka likieru Amaretto
  • 1 łyżeczka cukru pudru (opcjonalnie)
  • 1 łyżka gorzkiego kakao

Przygotować makaroniki: 135g cukru pudru przesiać z mąką migdałową i kawą. Białka ubić na sztywno, dodać 35g cukru pudru i ubić maksymalnie przez ok. 3 minuty. Wmieszać sypkie składniki do białek. Masę przełożyć do rękawa cukierniczego, wycisnąć równe krążki na blachę wyłożoną pergaminem. Moje makaroniki ostatnio same się rozpływają, jeśli jednak masa jest gęsta należy blachą delikatnie, ale stanowczo uderzyć o miękką powierzchnię np. kanapę by masa równomiernie się rozłożyła, a ewentualne czubeczki pochowały. Odkładamy blachę na ok. 30 minut, by makaroniki podeschły i utworzyła się na nich cienka skorupka (będzie można bez przyklejenia dotknąć je delikatnie palcem). Piec w 140 stopniach przez ok. 12-15 minut. Czas pieczenia w każdym piekarniku może być różny. Makaroniki nie powinny się zbrązowieć! Po około 10 minutach przekładam ostrożnie ciasteczka na kratkę.

Przygotować krem: Wymieszać wszystkie składniki (poza kakao) ręczną trzepaczką lub mikserem. Schłodzić ok. 15-30 minut.

Ostudzone makaroniki przekładać schłodzonym kremem i posypywać kakao. Przed podaniem schować na kilka chwil do lodówki.

Buon Appetito! 🙂