Brownie z gruszkami

 

 

Ciasto dla zabieganych. Bardzo proste, z kilku podstawowych składników. Przygotowanie ma się za to odwrotnie proporcjonalnie do smaku jaki uzyskamy – jak w każdym szanującym się brownie na pierwszy plan wysuwa się czekolada, a tuż za nią orzechy. Ma miękki środek oraz lekko chrupiącą skorupkę. Owoce to kwestia gustu, choć ja polecam gruszki – pięknie się prezentują i pasują idealnie.

dokonałam kilku zmian – głównie co do proporcji, orygianał znajdziecie tu

składniki:

  • 100g masła
  • 100g gorzkiej czekolady, posiekanej
  • 100g zmielonych orzechów laskowych*
  • 100g cukru pudru**
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii lub likieru owocowego
  • 3 duże jajka
  • szczypta soli
  • 4 gruszki (mogą być z puszki, wtedy cytryna jest zbędna)
  • 1 łyżka soku z cytryny

Foremkę kwadratową (23cm) wyłożyć papierem do pieczenia. Gruszki obrać, wydrążyć nasiona i polać sokiem z cytryny. Piekarnik nagrzać do 180st.C. Masło roztopić z czekoladą w kąpieli wodnej. Wlać alkohol i ostudzić. W tym czasie ubić żółtka z cukrem, dodać masę czekoladową razem z orzechami. Białka ubić ze szczyptą soli (nie za mocno) i dodać w trzech partiach do pozostałych składników. Ciasto przelać do foremki i ułożyć gruszki (ja swoje ponacinałam). Pieczemy ok. 20-30 minut aż gruszki będą miękkie, a patyczek wetkniety w ciasto suchy. Studzimy.

*można zastąpić włoskimi lub migdałami, gotowe zmielone do kupienia np. w Lidlu, Realu..

** jeśli gruszki są bardzo słodkie, możecie ograniczyć ilość cukru.

Buon Appetito! 🙂

 

 

Czekoladki z nadzieniem różano-malinowym

Pomysł na połączenie maliny z różą znalazłam na wedlowskiej stronie. I o ile byłam pewna, że taki duet zgra się świetnie to nie wiedziałam jak się zabrać za przygotowanie nadzienia. W letnim sezonie świeże maliny można nawet po prostu pokroić i skropić różaną wodą, by przy minimum składników uzyskać maksimum smaku malin i róży. A teraz? sprawy się nieco skomplikowały – wiadomo: mrożone owoce są zupełnie inne niż te prosto z krzaczka. Alternatywą jest przygotowanie dżemu z dodatkiem wody różanej.

Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona efektem. Owocowo-kwiatowe nadzienie skryte w skorupce z czekolady wygląda, pachnie i smakuje wyśmienicie. Biała czekolada idealnie pasuje do malin, a nienarzucający się, choć wyczuwalny aromat róży doskonale wszystkie trzy zapachy i smaki łączy w jedną, przepyszną całość. Niebo.

składniki (15 czekoladek):

  • 100g białej czekolady, utemperowanej
  • 80g mrożonych malin
  • 3 łyżeczki cukru (lub do smaku)
  • 3 łyżeczki wody różanej
  • 1/2 łyżeczki mąki ziemniaczanej

Maliny podgrzewamy z łyżką wody i cukrem. Gotujemy tak długo aż powstanie gęsty dżem. Zagęszczamy go dodatkowo mąką ziemniaczaną rozpuszczoną w odrobinie wody. Studzimy*.

Dno i ścianki wglębień silikonowej foremki smarujemy roztopioną czekoladą za pomocą pędzelka (ewentualnie palca;)) . Schładzamy w lodówce i czynność powtarzamy raz jeszcze.

Zastygnięte korpusy czekoladek wypełniamy ostudzonym nadzieniem, zalewamy resztą czekolady** i schładzamy.

* dżem można również przetrzeć przez sitko by pozbyć się pesteczek.

* ja do swojej dodałam odrobinę kremówki – znacznie łatwiej pokrywa się nadzienie bardziej płynną czekoladą, choć nie powinno się tak robić :]

Buon Appetito! 🙂


 

 

Meringue Cupcakes with Strawberries and Cream (bezowe babeczki z truskawkami i śmietanką)

Jeśli lubicie bezy,
jeśli lubicie babeczki,
dzisiejsza propozycja z pewnością przypadnie Wam do gustu.
To trochę jak podanie Pavlovej w nowoczesnej i nieco zimowej formie.
Z dżemem zamiast świeżych owoców.

zmodyfikowany przepis M. Stewart

składniki na bezę:

  • 3 duże białka
  • 1/2 łyżeczki białego octu winnego
  • 1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
  • duża szczypta soli
  • 4/5 szklanki cukru pudru
  • 1 łyżeczka mąki ziemniaczanej

składniki na dżem truskawkowy:

  • 500g truskawek, mogą być mrożone
  • 1/3 szklanki cukru (lub do smaku)
  • 1 łyżka soku z cytryny

składniki na bitą śmietankę:

  • 1 szklanka śmietanki kremówki 36%

Beza: Piekarnik nagrzewamy do 105st.C (u mnie 90). Standartową foremkę do muffinów wykładamy 6 papilotkami. Białka ubić z octem, wanilią i solą. Gdy piana stanie się sztywna, zmniejszamy obroty miksera i dodajemy po łyżeczce przesianego cukru pudru. Po wykorzystaniu całego ubijamy jeszcze ok. 2-4 minut aż masa będzie sztywna i błyszcząca, na koniec dodajemy przesianą mąkę. Za pomocą rękawa cukierniczego z okrągłą końcówką z piany formujemy babeczki. Suszymy 3-3.15 h. Po upieczeniu natychmiast wyciągamy babeczki z otworków i delikatnie odklejamy papilotki. Studzimy.


Dżem: Truskawki pokroić. Przełożyć do garnka z cukrem i sokiem z cytryny. Gotować na małym ogniu aż powstanie gęsty dżem. Studzimy (jeśli po ostudzeniu jest za gęsty – rozcięczamy go przegotowaną wodą lub sokiem).

Śmietankę ubijamy na sztywno.

Bezy przekładamy śmietaną i owocami tuz przed podaniem. Babeczki przekrawamy. Dolną część smarujemy dżemem, ozdabiamy śmietanką, nakrywamy drugą częścią. Ewentualnie oprószamy cukrem pudrem.

Buon Appetito! 🙂

 

 

Czekoladki nugatowe z wisienką i marcepanem

Kupując foremkę do przygotowywania domowych czekoladek możecie liczyć się z bardzo podobnym uzależnieniem jak przy muffinach.. Jest ogrom kombinacji do wypróbowania – trudno oprzeć się kolejnym smakom. Mimo iż obecnie mam głowę zaprzątniętą zupełnie odmiennymi sprawami niż kuchnia, od czasu do czasu wpadam na pewne pomysły, które skrzętnie zapisuję by przy nadającej się okazji wprowadzić w życie. Podobna rzecz miała miejsce przy tych czekoladkach.

Najpierw obejrzałam film. Tu zakochałam się w historii pewnej Rodziny, a właściwie cukierni ‚czekoladkarni’ przez nich tworzonej. Zdecydowanie najbardziej podobały mi się formy: metalowe, ciężkie, stabilne (zupełne przeciwieństwo mojej silikonowej), lecz o równie zaskakujących kształtach. Podpatrzyłam też kilka sposobów przygotowania czekoladek – co prawda oczywistych, ale serio ułatwiających pracę. Do jednej zastosowałam się już dziś, więc moje czekoladki udały się bez zbędnych bąbelków we wnętrzu. Samo serce czekoladek to wiśnia z marcepanem imitującym owocową pestkę 😉 okryte dwoma rodzajami czekolad: nugatową i gorzką. Bardzo smaczne – szczególnie przypadły do gustu mojemu Tacie, który przepada za połączeniem wiśni i czekolady. Polecam.

przepis własny; należy pamiętać by wiśnie namoczyć wcześniej w alkoholu – na minimum 1 dzień przed przygotowaniem

składniki (15 czekoladek):

  • 20g czekolady gorzkiej, utemperowanej
  • 130g czekolady nugatowej
  • 15 małych wiśni (najlepsze z kompotu)
  • 2 łyżki wiśniowej nalewki
  • 15 kuleczek z marcepana (~5g 😉

Dzień wcześniej (lub kilka) wiśnie zalewamy alkoholem.

Za pomocą pędzelka gorzką czekoladą smarujemy dno i boczki wgłębień foremki. Skorupki schładzamy. W tym czasie topimy nugatową czekoladę. Jej częścią smarujemy dno i boki foremki. Schładzamy. Kuleczki z marcepanu wciskamy w miejsce pestki wiśni. Do zastygniętych korpusów wrzucamy po jednym owocu z marcepanem, zalewamy pozostałą czekoladą nugatową. Foremką uderzamy kilka razy o stół by pozbyć się pęcherzyków powietrza. Schłodzić przez kilka godzin w lodówce.

Buon Appetito! 🙂

 

 

Pączki wiedeńskie

 

Opowiem Wam bajkę, ale nie o tym jak kot palił fajkę 🙂 a fragment jednej z moich ulubionych z dzieciństwa: o pączku!
W małym domku za wzgórzem mieszkali Dziad i Baba. Pewnego dnia Dziad przyniósł ostatnią garść mąki Babie z prośbą by przygotowała coś pysznego. Baba dumała, dumała.. i w końcu wpadła na pomysł: pączki! Niestety mąki wystarczyło jedynie na jednego pączka, ale ach jak pięknego! rumianego, pulchnego, maślanego. Baba z uśmiechem położyła wypiek na framudze otwartego okna, myśląc że Dziadowi sprawi przyjemność i wyszła, zająć się innymi sprawami. W tym czasie pączek stoczył się z okna i potoczył daleko, daleko…
…w tym miejscu moja pamięć się urywa 😦 Z całą pewnością najciekawsza akcja zaczynała się właśnie w tym miejscu, gdy pączek rusza w świat przeżywając mnóstwo przygód. Może znacie? Przeszukałam dom, ale niestety książki nie znalazłam, a była taka fajna.. Jeśli nie uda mi się jej odszukać to wymyślę dalszy bieg historii na własną rękę, i o! 😀

EDIT Dzięki Agnieszce zainteresowani mogą obejrzeć i przeczytać bajkę o Pączku Przechwałku o tutaj – Agnieszka dziękuję! :))

Dlaczego zaczęłam od bajki? Ponieważ już w chwili przygotowywania składników na ciasto przyszła mi na myśl właśnie ona. A pamiętam bardzo dobrze jak się w niej zaczytywałam w wieku 5-6 lat.
Moje pączki wiedeńskie są dokładnie takie jak ten od Baby: rumiane, pulchne i maślane – a wiedeńskie bo z konfiturą morelową. Babcia stwierdziła że nawet lepsze niż z naszą rodzimą różą 😉 Czy to prawda? Sprawdźcie sami! Bardzo gorąco polecam.
Z okazji Tłustego Czwartku zachęcam również do wypróbowania przepisów na: pączki mojej Mamy oraz churros.

przepis PH ‚Desery’ UWAGA! ciasto przed wałkowaniem musi spędzić w lodówce minimum 8 godzin.

składniki (14-16 małych pączków):

  • 10g drożdży świeżych
  • 300g mąki pszennej (+ dodatkowo*)
  • 3 łyżki drobnego cukru
  • duża szczypta soli
  • skórka otarta z jednej cytryny, drobno posiekana
  • 4 średnie jajka
  • 200g masła, w temp. pokojowej
  • konfitura morelowa
  • olej do smażenia
  • cukier puder/lukier

Drożdże rozetrzeć z 1 łyżką cukru. Mąkę przesiać z solą i pozostałym cukrem do dużej miski. Dodać drożdże i skórkę, następnie kolejno jajka, wyrabiac ciasto, aż będzie odstawało od ścianek miski (*podczas zagniatania dodałam 2-3 łyżki mąki więcej by uzyskać właściwą konsystencję ciasta). Masło pokroić na małe kawałki. Stopniowo dodając do ciasta, wyrabiać, aż składniki się połączą i ciasto będzie elastyczne. Przełożyć do czystej miski, nakryć folią i ręczniczkiem. Odstawić do wyrośnięcia w ciepłe miejsce na 1 godzinę 30 minut.

Gdy podwoi objętość, uderzyć je pięścią, aby odpadło. Następnie wygniatać przez kilka chwil i wstawić do lodówki na całą noc.

Ciasto wyjąć z lodówki, podsypując mąką rozwałkować na duży placek o grubości 5mm. Foremką lub szklanką wykroić krążki o średnicy 6-8cm. Pędzelkiem zwilżyć brzegi. Pośrodku połowy krążków ciasta rozłożyć po łyżeczce (takiej do kawy) konfitury morelowej. Na wierzchu położyć po jednym z pozostałych krążków ciasta (można je delikatnie rozciągnąć w palcach lub nieco rozwałkować) i zlepić brzegi. Nadmiar ciasta odcinamy tą samą szklanką/foremką. Powtarzamy czynność aż do wyczerpania krążków ciasta (z resztek też zagniotłam ciasto i czynność powtórzyłam). Przykryte ściereczką pączki odstawiamy na podsypanej stolnicy w ciepłym miejscu do porządnego napuszenia na ok. 45-75 minut – muszą być bardzo leciutkie.

Olej rozgrzewamy do 160-170st.C. Pączki otrzepujemy z nadmiaru mąki, a następnie smażymy w gorącym oleju. Odsączyć na ręczniczkach papierowych, polukrować jeszcze ciepłe lub oprószyć cukrem pudrem po ostudzeniu.

Buon Appetito! 🙂


Bûche de Noël

Zapraszam na początek do zapoznania się z piekną historią Bûche de Noël. Następnie – w drugiej części notki o przygotowaniu i smaku deseru.

‚Dawno temu, z początkiem XII wieku mieszkańcy dzisiejszych terenów Francji mieli zwyczaj przynoszenia dużego polana z lasu. Drewno wrzucali do ogniska, które paliło sie przez wiele godzin w świąteczny wieczór, 25 grudnia. Wierzono, że wypalony popiół ochroni dom przed złem i nieszczęściem. Tuż przed spaleniem polano kropiono najlepszą oliwą, polewano owocowym winem, sypano aromatyczne zioła i przyprawy, modlono się o zdrowie, szczęście i powodzenie na przyszłe lata. W rezultacie kawałek drewna stał się bożonarodzeniowym ciastem na świątecznym stole. Tradycja przetrwała wiele wieków, wyparły ją jednak współczesne kominki i centralne ogrzewanie. Jasnym promyczkiem jest przygotowanie własnego słodkiego polana.’*

Bûche de Noël to ciasto, które nie tylko pięknie wygląda, ale i bardzo dobrze smakuje. Wygląda na mocno czekoladowe, prawda? Tymczasem wcale tak nie jest. Przede wszystkim dominuje smak pomarańczy w kremie, którego jest naprawdę duuuużo – wypełnia po same brzegi kakaowy biszkopt.
W tym miejscu nie mogę nie wspomnieć o Autorce biszkoptu: Fellunia – respect! Przepis jak dla mnie doskonały. Ba! nawet Pan Michel Roux stworzył nie tak dobry;) Biszkopt Feli jest prosty do przygotowania, proporcje są idelane na standartową blaszkę piekarnikową, a co najważniejsze: łatwo zawija się w roladę bez zagrożenia rozerwania. Wracając jeszcze do nadzienia to jest prze-cu-dne. Mocno pomarańczowe (zasługa skórki oraz likieru Cointreau), kremowe, delikatne, pyszne. Tak naprawdę to mogłabym się nim samym zajadać.. ale to standart, głównym jego składnikiem jest mascarpone, a ja.. ja jestem miłośniczką tego włoskiego serka.

Polano ozdobiłam czekoladowym puszystym ganachem (główny akcent czekoladowy) oraz przefajnymi bezowymi pieczarkami. Jedynym problemem było to, że ciężko mi się ciasto kroiło.. bynajmniej nie mówię tutaj o czynności noża..  Tak bardzo mi się podobało, że nie mogłam się zmobilizować do rozkrojenia… Całe szczęście wyręczyła mnie Mama 🙂

Bûche de Noël była propozycją Tili i Feli w ramach Weekendowej Cukierni. Po ponad roku udało mi się wywiązać z przyzeczenia jej przygotowania.. jak to mówią: lepiej późno niż wcale 😉 Przepisy Tili, Feli oraz M. Stewart – z moimi zmianami.

biszkopt czekoladowy:

  • 3-4 białka (Fellunia podaje 3, ja się pomyliłam i dałam 4 – tak czy siak biszkopt się uda)
  • 4 żółtka
  • 90g cukru
  • 20g kakao
  • 35g mąki pszennej

Nagrzać piekarnik do 190°C. Blachę wyłożyć papierem. Ubić kogel mogel z 4 żółtek i 40g cukru. Białka z resztą cukru ubić na sztywno. Delikatnie wymieszać bezę z koglem moglem. Mąkę  kakao przesiać do naczynia z masą i delikatnie wymieszać. Będzie miało bardzo piankową konsystencję. Ciasto przełożyć na blachę i równiutko rozsmarować. Piec, aż będzie lekko rumiany (ok. 10 minut). Wyjąć i odkleić papier. Można ewentualnie przykryć szmatką. Jak tylko wystygnie posmarować tężejącym kremem, zawinąć i dekorować.

pomarańczowy krem z mascarpone:

  • 450 g mascarpone, w temperaturze pokojowej
  • 80g cukru
  • 1 łyżka posiekanej skórki pomarańczowej
  • 1 łyżka likieru Cointreau
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 1 szklanka (240ml) kremówki
  • 1-2 łyżeczki żelatyny (dałam dwie, ale krem jest wystarczająco gęsty nawet bez żelatyny- można ograniczyć się do jednej)

Żelatynę namoczyć w wodzie (na 1 łyżeczkę żelatyny – 2 łyżki wody). Mikserem ubić wszystkie składniki poza śmietanką. Osobno ubić kremówkę. Połączyć delikatnie. Żelatynę rozpuścic w kąpieli wodnej, dodać kilka łyżek pomarańczowej masy, wymieszać. Powoli dodac do pozostałego kremu. Odczekać aż chwilę stężeje.

puszysty ganache:

  • 60g gorzkiej czekolady
  • 100ml śmietanki kremówki
  • 50g miękkiego masła
  • łyżeczka likieru Cointreau
  • 3 łyżeczki cukru (ewentualnie)

Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej razem ze śmietanką (i cukrem). Masło ubić na puszysty krem i miksować dalej dodając po trochu przestudzonej czekolady i alkoholu. Jak krem zrobi się jasny i puszysty to smarujemy nim roladę po wierzchu.


grzybki:

  • 1 duże białko
  • 55g cukru
  • 1/4 łyżeczki ekstraktu waniliowego
  • 15g gorzkiej czekolady
  • 30g białej czekolady
  • kakao (ewentualnie)

Piekarnik rozgrzewamy do 100st.C. Blaszkę wykładamy papierem do pieczenia. Białka wymieszać z cukrem. Ubijać w kąpieli wodnej aż cukier całkowicie się rozpuści ok. 3 minut. Miskę z pianą ściągamy znad kąpieli i ubijamy aż masa ostygnie. Beza ma być sztywna i błyszcząca, ale nie sucha. Dodajemy wanilię i delikatnie mieszamy. Bezę przekładamy do rękawa cukierniczego z okrągłą końcówką. Wyciskamy kapelusze i nóżki. Pieczemy aż będą suche (ok. 45-60 minut) – nie powinny nabrać koloru. Studzimy.

Rozpuszczamy gorzką czekoladę i smarujemy podstawy kapeluszy. Gdy zaschnie smarujemy podstawy rozpuszczoną białą czekoladą i wykałaczką rysujemy linie (imitacja blaszek). W środku kapeluszy tworzymy dziurki, wciskamy w nie nóżki. Ewentualnie posypujemy gorzkim kakao.

czekoladowa ściółka:

  • 50g gorzkiej czekolady

Czekoladę ścieramy na tarce lub za pomocą obieraczki do warzyw. Schładzamy.

Na powierzchni rolady robimy wzory widelcem lub innym przyrządem, starając się odtworzyć fakturę kory. Odkroić 2 kawałki rolady i zrobić z nich sęczki. Do posmarowanej rolady przyklejamy bezowe pieczarki a dookoła na talerzu rozsypujemy czekoladową ściółkę. Najlepiej przed jedzeniem zostawić roladę na kilka godzin w lodówce.

Buon Appetito! 🙂

*historia Bûche de Noël to zlepek tekstów znalezionych w internecie.

 

Islandzkie drożdżowe bułeczki z marcepanem (Möndlusnúdar)

Leniwy poranek, białe i pasiaste szlafroki, szalejący od rana kot, owocowa herbata w filiżance w maki, za duże bułeczki w za małej foremce, zapach ciasta, lepiące od lukru drożdżówki. Miękkie, pulchniutkie, słodkie i mocno marcepanowe… Ljúffengt*!

*z islandzkiego: pyszne!

przepis znaleziony u Lo

ciasto:
  • 15g świeżych drożdży
  • 3/4 szklanki ciepłego mleka
  • 60 g miękkiego masła
  • 1/4 szklanki cukru
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1 jajko
  • 3 szklanki mąki pszennej
nadzienie:
  • 150 g marcepanu
  • 1 małe jajko
  • 1 łyżeczka cukru
  • 2 łyżki miękkiego masła
  • 1 łyżeczka naturalnego ekstraktu z wanilii
glazura:
  • 1/2 szklanki cukru pudru
  • 3 łyżeczki śmietanki kremówki
  • 1/2 łyżeczki naturalnego ekstraktu migdałowego
  • 1/2 szklanki płatków z migdałów (pominełam)
W garnuszku kruszymy drożdże, dodajemy mleko, cukier i łyżkę mąki. Mieszamy aż drożdże i cukier się rozpuszczą. Odstawiamy do napuszenia.
Do dużej miski przesiewamy mąkę z solą, dodajemy masło i ucieramy jak na kruszonkę. Wlewamy zaczyn, wbijamy jajko. Mieszamy łyżką po czym zagniatamy ok. 10 minut aż ciasto będzie mięciutkie i elastyczne. Miskę i ciasto smarujemy olejem, odstawiamy w ciepłe miejsce aż podwoi objętość. W tym czasie przygotowujemy nadzienie.
Marcepan kruszymy, ucieramy z jajkiem, masłem, cukrem i wanilią (ucierałam z pomocą łyżki, potem mikserem) – nadzienie polecam schłodzić.
Wyrośnięte ciasto przekładamy na obsypany mąką blat i posmarowanymi olejem dłońmi rozciągamy je na prostokąt 15 x 30 cm. Na wierzchu rozsmarowujemy nadzienie i ciasto zwijamy jak roladę. Tniemy na 5 cm kawałki. Formę wykładamy papierem do pieczenia i układamy w niej kawałki ciasta (nadzieniem do góry i do dołu). Pomiędzy nimi zostawiamy odstępy. Ciasto odstawiamy do ponownego wyrośnięcia na około 40 minut. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni. Pieczemy około 20-25 minut. Mają być złotobrązowe z wierzchu, a wbity w ciasto nóż – suchy. Gorące smarujemy glazurą przygotowaną z wymieszania wszystkich jej składników. Obsypujemy uprażonymi na patelni płatkami migdałów.

Buon Appetito! 🙂

Florentynki

Co zrobić gdy półka woreczków, słoiczków i innych pojemniczków bakalii pęka w szwach? A może wykorzystaliście znaczną część opakowania i nie wiecie co począć z resztą? Oczywiście można ją po prostu zjeść w myśl przysłowia ‚kto zjada ostatki…’ – taka zdrowa i smaczna przekąska. Namawiam Was jednak do upieczenia bardzo niebanalnych ciasteczek – florentynek.
Florentynki pokazała na swoim blogu (o tu) kilka tygodni temu Buruuberii znana nam bardziej jako Basia. Notka Basi zmobilizowało mnie do szybszego ich wykonania, ponieważ pieczenie odwlekałam już od x czasu. Połączyłam kilka przepisów w jeden otrzymując cudowne małe ciasteczka najeżone orzechami, suszonymi owocami i ziarnami. Moja wersja to nie tylko same bakalie wzbogacone o miód, śmietankę oraz cukier – cieniutka warstwa maślano-migdałowego kruchego ciasta sprawia, że ciasteczka stają się jeszcze pyszniejsze! Oczywiście jak florentynki to i czekolada: do wyboru biała, mleczna lub gorzka.
Summa summarum ciasteczka są słodko karmelowe, mocno owocowe i chrupiące za sprawą orzechów. Zdecydowanie godne polecenia.

Dla chętnych mam jeszcze kilka uwag co do pieczenia. Kruche ciasto przygotowałam z najlepszego przepisu jaki do tej pory odkryłam. Należy je bardzo cienko rozwałkować na całej objętości blaszki, a nie jest to niestety czynność łatwa.. przyszła mi więc do głowy myśl, by ciasto po około 20-30 minutach spędzonych w lodówce po prostu rozsmarować (jest to kruche na miękkim maśle). Tak często robi moja Babcia i patent się sprawdza. By uzyskać gładki efekt ciasto nakrywamy folią spożywczą, przejeżdżamy kilka razy wałkiem – otrzymujemy placek, który wyglada jak mistrzowsko rozwałkowany 😉 teraz dopiero porządnie schładzamy.
Co jeszcze.. Karmelowy sos jaki należy przygotować nie jest trudny do zrobienia, ale proszę uważajcie na siebie, bo jest !”$%”!”$% gorący. Mój zanim osiągnął właściwą temperaturę gotował się przeszło 20 minut! Ale dla takiego aromatu warto.. obłędnie pomarańczowy, z maślano-śmietankową nutą –  po prostu musicie upiec te florentynki 😉 Fajnie jest dzień wcześniej namoczyć suszone owoce w alkoholu (świetnie sprawdza się brandy, owocowy likier..), a orzechy podprażyć na patelni.
Do ozdoby rozpuszczoną czekoladę można utemperować (nie jest to czynność konieczna, więc decyzję pozostawiam Wam). Florentynki można posmarować czekoladą na milion sposobów: sam spód, połowa wierzchu, połowa spodu i wierzchu, paseczki, esy-floresy…

wzorowałam się na przepisie Basi, Pierra Herme ‚Desery’, kilku gazetek i własnym pomyśle 😉

kruche ciasto:

  • 170g mąki
  • 20g mielonych migdałów
  • duża szczypta soli
  • 100g masła, w temp. pokojowej
  • 70g cukru pudru
  • 1 jajko

bakalie:

  • 200g suszonych owoców
  • 200g orzechów
  • 2-3 łyżki dowolnych ziaren (opcjonalnie)
  • kilka łyżek dowolnego alkoholu np. brandy, owocowy likier (opcjonalnie)

karmelowy sos:

  • 500ml śmietanki kremówki
  • skórka otarta z 1 dużej pomarańczy
  • 90ml wody
  • 220g cukru kryształu
  • 10g glukozy
  • 120g masła
  • 100g miodu

dodatkowo:

  • czekolada (biała, mleczna, gorzka..)

Przygotowujemy kruche ciasto: mąkę przesiać z solą, wymieszać z migdałami. Masło utrzeć (łyżką lub mikserem) z cukrem, potem jajkiem. Dodać mąkę i wymieszać. Ciasto spłaszczyć, zawinąć w folię spożywczą i schłodzić (20-30 minut jeśli ciasto zdecydujecie się rozsmarować (patrz notka) lub 60 minut gdy ciasto będziecie wałkować). Blaszkę piekarnikową wyłożyć papierem do pieczenia, bezpośrednio na nim rozwałkować/rozsmarować ciasto (wałkując nakrywamy je folią spożywczą, nie będzie się kleiło do wałka) i schłodzić 1-2 godziny w lodówce lub 30 minut w zamrażalniku.

Przygotowujemy bakalie: owoce posiakać w drobną kostkę i namoczyć w alkoholu (najlepiej przykryte zostawić na całą noc). Orzechy posiekać i podprażyć na suchej patelni.

Kruche ciasto piec ok. 10 minut w temp. 180st aż się zezłoci.

Przygotowujemy sos karmelowy: Cukier wymieszać z glukozą w garnku o grubym dnie, dolać wodę i podgrzewać aż karmel się zarumieni. W osobnym garnuszku podgrzewamy kremówkę ze skórką pomarańczową (do zagotowania). Do zezłoconego cukru dodajemy masło, miód oraz gorącą śmietankę z pomarańczą. Całość gotujemy aż masa osiągnie temp. 125st.C (z braku termometru: kropla syropu wlana do zimnej wody tworzy miękką kulkę lub po prostu ma znacznie się zredukować i nabrać ładnego karmelowego koloru – uwaga by sosu nie przypalić!).

Zestawić z ognia, dodać bakalie. Kruche ciasto posmarować ciepłą masą. Podwyższyć temp. w piekarniku do 220st.C i piec 8-12 minut. Wyjąć z piekarnika, ostudzić. Pokroić na kwadraty 4x4cm.

Topimy czekoladę: czekoladę roztopić w kąpieli wodnej. Każdą florentynkę dowolnie ozdobić i odstawić do zastygnięcia w suche miejsce. Pyszne!

Buon Appetito! 🙂


 

Czekoladowa tarta Forresta Gumpa

Życie jest jak pudełko czekoladek – nigdy nie wiadomo co Ci się trafi.

Każdy kto zna Forresta Gumpa, zna i powyższy cytat. Siedząc na ławce Forrest opowiada nieznajomym historię swojego życia trzymając w ręku pudełko czekoladek. I to właśnie zawartość tego pudełka gości dziś na mojej tarcie. Zapewne każdy się ze mną zgodzi, że nie zawsze wszytsko wychodzi tak jakbyśmy tego chcieli. Czasami trafimy na czekoladkę z ulubionym nadzieniem, a innym – z takim jakiego nie lubimy. Ważne jest by się nie zrażać i dążyć do postawionego sobie celu. Tak zawsze robił Forrest, tak postaram się zrobić ja..

Ta tarta to prawdziwa uczta dla zmysłów czekoholika. Nęci nasze oczy, kusi zapachem, a potem zachwyca prostotą smaku. Bo gdyby nie czekoladki – mogłaby być zwykłym kruchym spodem wypełnionym musem… mmm wróć! mus jest niezwykły! choć tak łatwy w przygotowaniu – delikatny, kremowy, puszysty, rozpływający się w ustach… ale raczej wytrawny, więc jeśli mają go jeść dzieci warto jest zastąpić część gorzkiej czekolady – mleczną. Polecam.

inspiracja tutaj, przepis na kruche ciasto i mus od Pierra Herme

składniki na kruche ciasto:

  • 250g mąki
  • szczypta soli
  • 125g masła, w temp. pokojowej
  • 60g cukru pudru
  • 1 jajko

Mąkę i sól przesiać na stolnicę. Dodać masło w kawałkach i rozcierać palcami aż powstaną grudki, dodać jajko oraz przesiany cukier puder. Mieszać aż skłądniki się połączą – nie wyrabiać zbyt długo. Uformować kulę, lekko spłaszczyć, owinąć w folię spożywczą. Wstawić do lodówki na conajmniej godzinę.

Formę na tartę (28cm) wysmarować masłem i posypać mąką. Ciasto rozwałkować na wymiar ciut większy niż forma, przełożyć placek do foremki, docisnąć. Ponakłuwać i schłodzić ok. 30 minut. Następnie przykrywamy ciasto papierem do pieczenia, wysypujemy suchy ryż/fasolę. Pieczemy 15 minut w 190st.C. Ściągamy papier z ryżem i dopiekamy jeszcze 5-10 minut. Studzimy.

składniki na mus czekoladowy:

  • 170g gorzkiej czekolady, posiekanej
  • 1/3 szklanki (80g) pełnotłustego mleka (dałam kremówkę)
  • 1 duże żółtko
  • 4 duże białka
  • 2 łyżeczki cukru

Czekoladę roztopić w kąpieli wodnej. Mleko zagotować. Dodać do czekolady i wymieszać. W miseczce połączyć żółtko z łyżką ciepłej czekolady, przelać do reszty czekolady i dokładnie połączyć. Białka ubić na średnio sztywno, dodać cukier i ubić aż masa będzie sztywna. Do ostudzonej masy czekoladowej dodajemy 1/3 białek, mieszamy delikatnie ręczną trzepaczką, czynność powtarzamy dwa razy. Przelewamy na ostudzony spód i chłodzimy przez godzinę w lodówce – aż masa zgęstnieje.

dodatkowo:

  • ulubione pudełko czekoladek

Schłodzoną tartę dekorujemy czekoladkami.

Buon Appetito! 🙂


Cookie Monster Cupcakes

AAAAAAAARRRRRRRGGGGGGGGGGGHHHHHHHH!!! zaryczał Ciasteczkowy Potwór i pożarł notkę wraz z ciasteczkiem 😉 Niestety nie udało się za wiele uratować..

Babeczki to dzieło mojej Siostry i moje. Taka radosna twórczość z drobną pomocą Marthy Stewart. Chyba powinnyśmy zastanowić się nad otwarciem babeczkarni, bo to naprawdę prześwietna zabawa xD

Babeczki. Przepis dowolny. Do wyboru: tutaj.

Krem na 6 babeczek potrzebujemy 250g mascarpone, 1/4 szklanki cukru pudru (lub mniej/więcej – do smaku), 1/4 szklanki kremówki 30% oraz niebieski barwnik spożywczy. Po ubiciu kremówki wszystkie składniki dokładnie łączymy miksując krótko na najwolniejszych obrotach miksera.

Babeczki nacinamy tuż powyżej papilotki, wciskamy połówkę ciasteczka (my przykleiłyśmy je na gęstym lukrze z białka). Babeczki smarujemy warstwą kremu, resztę przekładamy do rękawa cukierniczego z okragłą małą końcówką. Wyciskamy krótkie monsterowe włoski;) Oczy przygotowujemy z gęstego lukru i czekolady. Czynność powtarzamy do wyczerpania składników z każdą babeczką.

Buon Appetito! 🙂