Bułeczki z makiem

Bułeczki. Z mięciutką skórką i puchatym, pachnącym makiem miąższem. Doskonałe zarówno do żółtego sera, twarogu, łososia z koperkiem lub też dżemu, czy nutelli.

Ciasto jest bardzo przyjemne do wyrabiania i formowania, robi się je błyskawicznie, a upieczone jeszcze szybciej zajada – potwierdzone przedmomentowo. W czasie kolacji zgodnie stwierdziliśmy, że są za dobre… nie pieczcie ich xD

przepis znalazłam już daaawno u Dorotki

  • 500 g mąki białej chlebowej
  • 2 łyżki miękkiego masła
  • 2 łyżki mleka w proszku
  • 1 łyżeczka soli
  • 40 g (3 łyżki) maku
  • 1,5 łyżeczki suchych drożdży (6 g) lub 12 g drożdży świeżych
  • 1 łyzka miodu
  • 250-275 ml wody
  • 1 jajko + łyżka mleka, lub samo mleko (do posmarowania)

Do naczynia przesiać mąkę, dodać masło i wyrobić, aż całość będzie przypominała kruszonkę. Dodać mleko w proszku, sól, mak i drożdże. Wlać miód i wodę, wyrobić miękkie, elastyczne ciasto (wyrabiać przez 5 minut). Ciasto umieścić z powrotem w naczyniu, przykryć, pozostawić w ciepłym miejscu do podwojenia objętości (około 1 h).


Ciasto wyjąć na powierzchnię oprószoną mąką, wyrobić, podzielić na 20 równych części. Z każdej uformować małą bułeczkę, kłaść na oprószonej mąką blaszce, przykryć i pozostawić na 30 minut do napuszenia. Przed samym pieczeniem posmarować roztrzepanym jajkiem wymieszanym z łyżką mleka, lub samym mlekiem.

Piec około 12 – 15 minut w temperaturze 190-200ºC. Przenieść na kratkę i wystudzić.

Buon Appetito! 🙂



 

Jagodzianki z lukrem (z ciasta serowego)

Sezon na borówki = JAGODZIANKI !

Długo szukałam przepisu na drożdżowe ciasto z serkiem, które nada się perfekcyjnie na tegoroczne jagodzianki. W końcu jednak pomyślałam: dlaczego nie stworzyć go sama? Jak pomyślałam tak zrobiłam. I mam teraz przy sobie najlepsze bułeczki jakie kiedykolwiek zrobiłam xD Wiecie… może też tak mówię, bo to przepis stworzony samodzielnie – a zauważyłam, że takie wypieki smakują bardziej – zajadam się nimi z jeszcze większą przyjemnością (:

Zaczełam od wypisania podstawowych składników na kartce. Przede wszystkim ser! Kto tutaj zagląda wie już zapewne, że uwielbiam mascarpone, więc posłużył mi za bazę. Następnie mąka, drożdże, masło, jajka, cukier waniliowy… borówki, duuużo borówek (:

Z proporcjami poradziłam sobie także bez większych problemów. Byłam w szoku:P ponieważ ciasto wyszło fantastyczne – wyrabiając, nie musiałam nic dodawać. Zapewne jak i my uwielbiacie sporo nadzienia, dlatego by jagodzianka była jagodzianką idelaną – musiało go być jak najwięcej.

Koniec końców ciasto jest puszyste, mięciutkie, delikatne z soczystym owocowym wnętrzem. Chciałam jeszcze zrobić kruszonkę, ale stwierdziłam, że będzie to już za dużo dobra jak na jeden raz xD Mamy więc jagodzianki z lukrem, cudowne jagodzianki z lukrem. Serdecznie polecam!

EDIT: przepis edytowany. W cieście zwiększyłam ilość mleka do 100ml (wcześniej 70ml) oraz pominęłam cukier i mąkę ziemniaczaną w nadzieniu.

składniki na zaczyn:

  • 30g świeżych drożdży
  • 70ml ciepłego mleka
  • 1 łyżeczka mąki
  • 1 łyżeczka cukru

Drożdże pokruszyć, połączyć z mąką, cukrem. Rozpuścić w mleku. Odstawić do napuszenia w ciepłe miejsce na ok. 20-30 minut.

składniki na ciasto:

  • 600g mąki pszennej
  • 70g cukru pudru
  • 2 łyżki cukru z wanilią
  • duża szczypta soli
  • 250g serka mascarpone (możemy również wykorzystać mielony ser jak na serniki)
  • 50g miękkiego masła
  • 1 jajko, roztrzepane
  • 100ml mleka
  • zaczyn

Mąkę przesiać z solą i cukrami do dużej miski. Dodać w cząstkach masło i mascarpone. Ugnieść na kruszonkę. Dodać zaczyn i jajko oraz mleko. Zagnieść ok. 10-15 minut – ciasto ma być gładkie i elastyczne, powinno z łatwością odchodzić od ścianek miski. Ciasto przełożyć do nasmarowanej oliwą miski, przykryć czystym ręczniczkiem i odstawić do wyrośnięcia na ok. 1-1,5 godziny.

dodatkowo:

  • 350g polskich borówek (zw. jagodami)
  • lukier

Ciasto podzielić na 18 kuleczek (po ok. 70g). Stolnicę oprószyć mąką, ułożyć kuleczki, przykryć wilgotną ściereczką, zapomnieć na 15 minut.

Każdą cząstkę rozpłaszczyć dłonią na placuszek, nałożyć kopiaste 3 łyżeczki borówek, dokładnie zlepić (jak pieroga), podwinąć końce, zlepić, delikatnie aczkolwiek stanowczo zrolować w podłużne bułeczki. Ułożyć na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Odstawić do napuszenia na 35-40 minut. Przed pieczeniem posmarować mlekiem. Piec w 180st.C przez ok. 15-20 minut lub zarumienienia się. Ozdobić lukrem i ostudzić na kuchennej kratce.

Buon Appetito! 🙂

z tymi jagodziankami to jest tak: im dalej w jagodziankę tym więcej owoców, na zdjęciu tak dobrze tego nie widać, bo ugryziony jest sam początek… albo koniec bułeczki (;


 

 

Czekoladowy krem z awokado

Bardzo smaczny, bardzo czekoladowy krem, który swoją gładką konsystencję zawdzięcza awokado 🙂 mamy tu jeszcze aromatyczne espresso, masło orzechowe i słodki syrop klonowy. Zdrowsza w kalorie wersja klasycznego musu, a więc – łyżki w dłoń!

składniki (3-4 porcje):

  • 2 dojrzałe awokado
  • 4 łyżki gorzkiego kakao
  • 4 łyżki syropu klonowego
  • 2-3 łyżki mocnego espresso
  • 2 łyżki masła orzechowego
  • duża szczypta soli
  • duża szczypta wanilii
  • owoce i orzechy, do podania

Wszystkie składniki zmiksować na gładki mus, schłodzić minimum 2 godziny. Podawać z dowolnymi owocami, posiekanymi orzeszkami i ew. dodatkową porcją syropu klonowego.

Buon Appetito! 🙂

przepis zainspirowany znalezionym na przepięknym blogu Green Kitchen Stories, zmodyfikowany

 

Kruche babeczki z kremem migdałowym i borówkami

Z foremkami na kruche babeczki zawsze byłam na bakier. Kilka razy już mi się zdarzyło, że ciasteczka w nich pieczone za nic nie chciały wyjść… i mimo dokładnego smarowania masłem i oprószania mąką, nawet nie drgneły. Dlatego też zraziłam się dość mocno, schowałam w głąb szafki i zapomniałam. Aż do wczoraj. Opłaciło mi się z nimi pogodzić, bo każda co do jednej z foremki wyskoczyła (tylko dlaczego? postępowałam tak jak dawniej… (: ).

Przepis na kruche ciasto należy do moich ulubionych. Łatwo się zagniata, wałkuje, a potem wylepia naczynka. Nie rwie się, a po upieczeniu jest należycie słodkie i kruchutkie. Nadzienie natomiast do już dłuższa historia. Krem migdałowy składa się bowiem z trzech części: maślano-migdałowej bazy, crème patisserie oraz bezy włoskiej. Co do ostatniej to bardzo ciekawie się ją przygotowuje. Ubite białka zalewamy gorącym syropem i ubijamy aż do uzyskania gęstej sztywnej piany. Każda babeczka jako mały dodatek  otrzymała również po odrobinie polskich borówek.

Całość smakuje ekstra. Po przebiciu się przez kruchą skorupkę z ciasta zanurzamy widelczyk w wypełnionym po brzegi wnętrzu. Bardzo podobało mi się samo ich wykonanie, co i zajadanie prezentowanych dzisiaj ciasteczek, dlatego też muszę jeszcze nie raz wrócić do moich znienawidzonych foremek i upiec coś pysznego (:

pomysł mój, przepisy na ciasto i krem z książki ‚Desery’ P. Herme

składniki na kruche ciasto:

  • 250g mąki pszennej
  • 125g masła, w temp. pokojowej
  • 125g cukru pudru (ja zawsze daję 100g)
  • 1 jajko

Mąkę przesiać, dodać mąkę i rozcierać palcami aż utworzą się grudki. Dodać cukier, zamieszać. Następnie jajko. Zagnieść, uformować rulonik, zawinąć w folię i schłodzić minimum godzinę (ciasto nie musi mieć idealnego kształtu, po schłodzeniu i tak łatwo się formuje).

składniki na krem migdałowy:

  • 120g masła, w temp. pokojowej
  • 100g zmielonych migdałów
  • crème patisserie ( przepis poniżej)
  • beza włoska (przepis poniżej)

Przygotować crème patisserie oraz bezę włoską, przykryć i schować do lodówki. Masło utrzeć na białą i puszystą masę, dodać migdały i wymieszać. Dodać crème patisserie, wymieszać trzepaczką. Dodać bezę włoską i delikatnie zamieszać. Schłodzić. Krem migdałowy można przygotować dzień przed pieczeniem babeczek.

składniki na crème patisserie:

  • 1/2 strąka wanilii
  • 9g mąki ziemniaczanej
  • 24g cukru pudru
  • 105g mleka
  • 1 duże żółtko
  • 11g masła, w temp. pokojowej

Mleko zagotować z wanilią. Żółtko utrzeć z cukrem i mąką. Ciepłe mleko powoli dolewać do masy żółtkowej cały czas mieszając. Przelać do garnuszka. Mieszać do momentu aż masa zgęstnieje. Ostudzić do 50st.C. Dodać masło, dokładnie połączyć. Krem ma być gładki. Przykryć folią spożywczą i schłodzić.

składniki na bezę włoską:

  • 25ml wody
  • 84g cukru pudru
  • 1 duże białko

Zagotować wodę z cukrem w rondelku. Podgrzewać do 126-135st. (nalezy uważać by syrop nie zmienił koloru!). Białka ubić na średnio sztywną pianę. Powoli dolewać gorący syrop cały czas miksując, aż masa ostygnie. Bezę przełożyć do pojemniczka i schłodzić.

składniki na nadzienie borówkowe:

  • 90g borówek polskich
  • 1 płaska łyżeczka mąki ziemniaczanej
  • odrobina zimnej wody
  • 1 łyżka ekstraktu waniliowego

Borówki rozgnieść nieco w garnuszku, podgrzać. Mąkę wymieszać z wodą. Dodać do borówek, zamieszać szybciutko by nie powstały grudki. Poczekać aż zgęstnieje. Ściągnąć z ognia, dodać wanilię, ostudzić.

Przygotowanie: foremki na babeczki wysmarować masłem i oprószyć mąką. Schłodzone ciasto pokroić na 18 plasterków. Podsypując mąką rozwałkować je na krążki i wylepić foremki, nadmiar odcinamy i zagniatamy w kolejny rulonik, schładzamy foremki i rulonik z pozostałego ciasta. W tym czasie nagrzewamy piekarnik do 180-190 st.C. Babeczki nakłuwamy i pieczemy 3-5 minut. Podpieczone spody dobrze jest przestudzić. Nakładamy po łyżeczce kremu migdałowego, pół łyżeczki nadzienia borówkowego, dopełniamy kremem, wygładzamy wierzch. Pozostałe ciasto wałkujemy na duże koło, wykrawamy małe krążki, delikatnie nakładamy na wierzch babeczek i dociskamy brzegi. Schładzamy kilka minut każdą babeczkę. Nakłuwamy w kilku miejscach, smarujemy mlekiem i pieczemy w 180st.C ok. 15 minut. Studzimy na kuchennej kratce i wyciągamy ostrożnie z foremek.


Buon Appetito! 🙂


Ciasto pistacjowe z różą i kardamonem

Pistacje, róża, kardamon – wpływają głównie na smak i niesamowity zapach mojego dzisiejszego wypieku wywodzącego się z Maroka. Jest wprost wyśmienite, ogromnie mi posmakowało. Róża jest zdecydowanie najbardziej wyczuwalna. Pistacje i kardamon grają drugie skrzypce, jednakże nie można ich pominąć, są niezbędne! Spójrzcie chociażby na cudowny zielony kolor… mmm…

Zachowałam ilość poszczególnych składników, ale zmieniłam całkowicie sposób wykonania przygotowując je tak jak moje ulubione jogurtowe ciasto. Najpierw ubiłam białka, by potem dodać żółtka, cukier, jogurt, wodę różaną i sypkie składniki w tym orzechy i kardamon. Ciasto jest bardzo puszyste, nasączone syropem staje się wilgotne i tak dobre, że trudno odmówić sobie kolejnego kawałeczka. Polecam barrrdzo.

przepis znalazłam u Liski, podaję już z moimi zmianami

składniki:

  • 100 g zmielonych niesolonych pistacji bez łupinek
  • 1/2 łyżeczki mielonego kardamonu
  • 1 łyżka wody różanej
  • 180 g złocistego cukru trzcinowego lub zwykłego
  • 185 g mąki pszennej
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 3 jajka
  • szczypta soli
  • 120 g kefiru, jogurtu, maślanki lub zsiadłego mleka
  • 150 g masła, roztopionego i ostudzonego

Przesiać mąkę z proszkiem do pieczenia i kardamonem, wymieszać ze zmielonymi pistacjami. Białka oddzielić od żółtek i ubić ze szczyptą soli na sztywną pianę, dodawać po łyżce cukru i nadal ubijać na mniejszych obrotach miksera. Następnie po jednym żółtku. Jogurt wymieszać z wodą różaną i dodać do masy jajecznej – zmiksować. Miksując dodawać powoli roztopione, ostudzone masło. Potem w kilku partiach suche składniki – bardzo wolno mieszać. Przelać do foremki (20cm) nasmarowanej masłem, dno wyłożone papierem do pieczenia. Piec ok. 40-50 minut w 180st. do suchego patyczka.

Po upieczeniu, jeszcze ciepłe ponakłuwać i polać syropem:

syrop:

  • 100 g cukru
  • 80 ml wody
  • 1 łyżka wody różanej
  • 1 łyżka soku z cytryny

Cukier i wodę zagotować w garnuszku do czasu, aż cukier się rozpuści. Wtedy dodać wodę różaną i sok z cytryny.
Syropem polać jeszcze ciepłe ciasto.

Buon Appetito! 🙂

Tort czekoladowy z malinami

Już na początku czerwca razem z Cudawianką umówiłyśmy się na wspólne pieczenie. Podobnie jak rok temu miał być to tort. Obie upiekłyśmy blaty biszkoptowe z przepisu Dorotki, natomiast kremy zrobiłyśmy w dwóch wersjach: u mnie znajdziecie czekoladowy, do Wianka zapraszam na kawowy.

Masa jest wyjątkowa, bo to taki smak dzieciństwa. Moja Babcia zawsze z okazji moich urodzin piecze tort podobny do dzisiejszego, jednakże o orzechowych blatach: na samych białkach, zmielonych orzechach i cukrze. Bez żadnych spulchniaczy – zawsze wyrasta Jej pod samą krawędź foremki. Uwielbiam jego smak, dlatego musiałam skorzystać przynajmniej z przepisu na krem. Nie chciałam piec dokładnie takiego jak Babcia, ponieważ oczywistym jest, że nie smakowałby tak wspaniale jak oryginał (; no i chciałyśmy mieć razem z Wianuszkiem taką samą część w tortach, by nasze wspólne pieczenie nazwać wspólnym pieczeniem (:

Krem jest fantastyczny. Tak, tak jest w nim sporo masła, ale naprawdę! nie jest to żadna mdła, bezsmaczna masa, a cudownie czekoladowa i wprost rozpływająca się w ustach. Ulubiona. Najlepsza.

Biszkopt nasączyłam herbatą, a boki ozdobiłam pierwszymi tegorocznymi malinami z naszego ogródka. Są takie soczyste i pachnące, zupełne przeciwieństwo tegorocznych truskawek z grządki. Całe szczęście koleżanka Mamy ma truskawkowe pole na którym owoce można jeszcze zbierać przez około 2 tygodnie – także zdąże się nimi nacieszyć, bo w czerwcu nie było niestety kiedy.

Jaki efekt zapytacie. Doskonały w swej prostocie, zachwycający w smaku – idealny tort czekoladowy. Gorąco polecam i zapraszam na degustację.

Dziękuję Wianku za wspólne pieczenie ;* i czekam na kolejne ciacho za rok* (:

składniki na biszkopt czekoladowy:

  • 5 jajek
  • 3/4 szklanki cukru
  • 3/4 szklanki mąki pszennej minus 3 łyżki
  • 3 łyżki kakao (w miejsce mąki pszennej)
  • 1/4 szklanki mąki ziemniaczanej

Białka oddzielić od żółtek, ubić na sztywną pianę. Pod koniec ubijania stopniowo dodawać cukier, dalej ubijając. Dodawać po kolei żółtka, nadal ubijając. Mąki i kakao wymieszać, przesiać i delikatnie wmieszać do ciasta (można na bardzo wolnych obrotach miksera).

Tortownicę o średnicy 20 – 22 cm wyłożyć papierem do pieczenia (w 20cm foremce biszkopt rośnie do wysokości formy). Boków formy niczym nie smarować, papierem wykładamy tylko dno. Wyłożyć ciasto. Piec w temperaturze 160 – 170ºC około 30 – 40 minut (lub dłużej, do tzw. suchego patyczka).

Gorące ciasto wyjąć z piekarnika, z wysokości około 60 cm opuścić je (w formie) na podłogę. Odstawić do uchylonego piekarnika do ostygnięcia. Całkowicie wystudzić. Przekroić na 3 – 4 blaty.

Uwaga: boki biszkoptu oddzielać nożykiem od formy dopiero jak biszkopt będzie  wystudzony.

składniki na krem czekoladowy:

  • 6 jajek
  • 6 łyżek cukru
  • 4 łyżki kakao (z duuuużym czubkiem (; )
  • 2 tabliczki gorzkiej czekolady, startej na małych oczkach
  • 1 kostka masła, o temp. pokojowej
  • 250g mascarpone (to mój mały wkład do przepisu Babci, oryginalnie powinna być druga kostka masła)
  • 2 łyżki alkoholu/ekstraktu waniliowego

Jajka ubijamy na parze z cukrem. Do ciepłej masy dodajemy kakao, czekoladę i alkohol/ekstrakt. Mieszamy. Masło ubijamy, aż będzie białe i puszyste. Dodajemy w kilku częściach ostudzoną masę jajeczno-czekoladową i porządnie ucieramy, następnie serek i mieszamy raz jeszcze już krócej. Dzielimy na 4 części. Przed przełożeniem chwilę schładzamy.

dodatkowo:

  • 3/4 szklanki herbaty, wystudzonej
  • 2 łyżeczki cytryny
  • łyżka ekstraktu waniliowego lub ulubionego alkoholu
  • maliny

Mieszamy herbatę, sok cytrynowy i ekstrakt/alkohol. Maliny przebieramy (w poszukiwaniu robaczków (; ).

Wykończenie: pierwszy okrąg kładziemy na paterze, nasączamy 1/3 mieszanki herbacianej, smarujemy 1/4 kremu, czynność powtarzamy raz jeszcze i raz jeszcze. Pozostały krem (1/4) rozsmarowujemy po bokach tortu, ozdabiamy malinami, schładzamy minimum kilka godzin – by krem stężał.

Buon Appetito! 🙂

* to taka nasza tradycja od teraz – co roku o tej samej porze będziemy razem piekły. Czekać na nasze kulinarne spotkania najprawdopodobniej będę jak na święta ha ha, a dzięki rzadkości myślę, że będą smakowały podwójnie dobrze (;


Chleb pszenny na zakwasie

Wracam na 3 miesiące moi Drodzy (: Wakacje zaczęłam dopiero wczoraj, ponieważ zaraz po powrocie w środę musiałam dnia następnego wcześnie wstać i biec na praktyki do szpitala. Co prawda jak na razie mamy same podstawy: mierzymy ciśnienie, prowadzimy pacjentów na konsultacje, wykonujemy EKG, pomagamy w karmieniu itp. Byłam bardzo pozytywnie zaskoczona jak miły i przyjazny do nas jest cały personel wraz z pacjentami. Gdybym była chora na bank obawiałabym się praktykantów i to dopiero po pierwszym roku medycyny xD a Oni bardzo potulnie poddają się naszym badaniom i nawet polecają się na przyszłość (;

Dobrze, ale dość o szpitalu, na pewno jesteście ciekawi co za chleb upiekłam. Pierwsze co nasuwa mi się na myśl to to że jest ogromny! Mój zakwas rwie się do pracy – ciasto rosło jak szalone… Prawdziwie wielki bochen białego, pszennego chleba. Miąższ ma sprężysty, ślicznie dziurkowany z niezwykle chrupiącą skórką, obficie posypany makiem Bardzo smaczny i łatwy. Polecam.

cytuję za Konsti

na zaczyn:
  • 150 g zakwasu (lepiej sprawdza się zakwas pszenny, więc ja swój żytni na pszenny przerobiłam)
  • 150 g mąki pszennej wysokoglutenowej
  • 150 g wody
Wymieszać w misce wszystkie składniki, przykryć folią kuchenną i odstawić na 12-24 godz.

na ciasto:
  • zaczyn (ok. 450 g)
  • 765 g mąki pszennej wysokoglutenowej
  • 400 ml wody (u mnie ciut mniej wystarczyło)
  • 20 g soli
  • garść maku do posypania (opcjonalnie)
Do dużej miski wsypać mąkę, dolać wodę, dodać zaczyn, wymieszać, aż składniki dobrze się połączą. Następnie wyrabiać na oprószonym mąką blacie (stolnicy) przez ok. 10 min. Uformować kulę, przykryć ją folią i odstawić na 20-30 min. Posypać ciasto solą i ponownie wyrabiać, nawet przez 20-30 min., aż ciasto będzie gładkie i elastyczne – powinien wystąpić tzw. „window effect”, czyli ciasto powinno odchodzić od ręki bez rwania się, a w elastycznej, rozciągniętej masie będą widoczne podłużne dziury-okienka:) Uformować kulę i umieścić ciasto w naczyniu, spryskanym oliwą z oliwek, przykryć folią, odstawić na 1-2 godziny. Następnie należy ciasto odgazować, złożyć, ponownie uformować kulę, przykryć folią i odstawić do wyrośnięcia na kolejna godzinę lub dwie. Uformować jeden duży lub dwa mniejsze bochenki, przykryć i wstawić na najniższą półkę w lodówce na 8-12 godz. Po tym czasie wyjąć chleb z lodówki i zostawić do wyrośnięcia w temp. 25-27°C przez 1-4 godz. (z  doświadczeń Konsti wynika, że jeśli nam się spieszy, to można pominąć trzymanie chleba w lodówce i odstawić go bezpośrednio do wyrośnięcia, też wychodzi bo mój wyrastał bez pomocy lodówki). Nagrzać piekarnik do 240°C, spryskać go wodą, by powstała para. Wodą nasmarować chleb, posypać makiem i wstawić bochenek (uwaga: para w piekarniku jest niezbędna tylko na początku, przez pierwszych kilkanaście sekund, potem pieczemy bez pary!). Piec ok. 40-45 min (ja piekłam 60).

Buon Appetito! 🙂


Pasiasty sernik

Serniki na zimno to jedne z moich ulubionych letnich deserów… gdy słońce mocno przyświeca, temperatura rośnie radośnie i z każdym dniem zbliżają się wakacje! Oj w tym roku czekam na nie ze szczególnym utęsknieniem…

Dzisiejsze pasiaste ciasto wymaga tylko czterech składników: biszkoptów, serków waniliowych, różnokolorowych galaretek i owoców. Jak widać u mnie są to truskawki. Ale nie pierwsze. Co prawda nie mam obecnie czasu* by piec ciasta z ich dodatkiem, ale i tak dogadzam sobie w najprostsze z możliwych sposobów – mianowicie zajadam się nimi ot tak lub popijam w koktajlu w towarzystwie banana i jogurtu naturalnego.

Przy użyciu zamrażarki do schładzania poszczególnych warstw (; serniczek jest wręcz błyskawiczny w wykonaniu. Odwdzięcza się lekką, kremową konsystencją oraz delikatnym, jogutrowym smakiem. Kalorii też tutaj dużo nie znajdziecie …a ma jeszcze jeden plus – jest uroczy, prawda? (;


inspirację znalazłam u Ani

składniki:

  • okrągłe biszkopciki
  • 5 różnokolorowych galaretek
  • 4 serki waniliowe, typu Danio
  • owoce

Tortownicę** wykładam szczelnie folią aluminiową, układam biszkopty***. Przygotowuję galaretkę zgodnie z przepisem na opakowaniu zmniejszając ilość wody do 400ml. Gdy trochę się ostudzi, dodaję do niej pierwszy serek i dokładnie mieszam. Masę wylewam na dno tortownicy, schładzam.
Robię kolejną warstwę, mieszając galaretkę z serkiem. Wylewam do formy dopiero, gdy pierwsza warstwa już stężała.
W ten sam sposób przygotowuję kolejne dwie warstwy****.
Następnie układam na cieście pokrojone truskawki, zalewam je galaretką (bez serka). Odstawiam do stężenia, po kilku godzinach jest gotowe (najlepiej na noc, rano ma już idealną konsystencję do krojenia).

* zaczynam odliczanie, jeszcze tylko 11 dni nauki, a potem wooolne! mnóstwo czasu, dla siebie, dla Rodziny, dla kuchni i bloga xD

** u mnie tortownica 21cm, użyjcie jednak 23cm, bo w moim przypadku serniczek ledwo się zmieścił.

*** dobrze jest najpierw wylać odrobinę galaretki na sam spód, ułożyć biszkopty i porządnie schłodzić, dopiero potem wlać pozostałą część, w przeciwnym razie biszkopty wypłyną jak na załączonych obrazkach (;

****u mnie warst jest 8 + galaretka z truskawkami, każdą przygotowaną masę dzieliłam na połowę.

Buon Appetito! 🙂


Czekoladowe koty

CzekoKot obchodzi dzisiaj pierwsze urodziny!

Połknełam bakcyla dzięki mojej Siostrze ;* to Ona pokazała mi bloga z wypiekami Dorotuś, i od tej chwili wszystko się zaczęło: wsiąknęłam na dobre do kuchni i do kulinarnego świata w internecie. Szybko odkryłam brulion Cudawianki, pieczenie Majanki… te trzy przypominam sobie najlepiej. Kolejności następnych już nie sposób wymienić. Przez komentarze u Dziewczyn przechodziłam dalej i dalej, aż w końcu trafiłam w centrum kulinarne – na Durszlaka i zapragnęłam otworzyć swoją własną wirtualną kuchnię.

Zdecydowanie przez cały ten rok najbardziej polubiłam piec torty bezowe i makaroniki. Zawsze uważałam białka za ‚gorszą część jajka’ i nigdy nie pomyślałabym, jak pyszne wypieki z samym ich wykorzystaniem można stworzyć. Moja Rodzina, Przyjaciele, Znajomi – uwielbiają je, miałam nawet już kilka zamówień (; może powinnam zastanowić się nad rozkręceniem interesu? xD Zapewniam, że już za parę tygodni (czyt. po sesji) pojawią się nowe, letnie odsłony bezowych tortów.

Pokochałam również chleby. Wraz z Babcią mamy zamiar wypróbować kilku nowych receptur, nie tylko mistrza Hamelmana, ale także nadrabiając zaległości z Weekendowej Piekarni i Piekarni po Godzinach.

Chciałabym też sprawdzić się w czymś nowym… mam już nawet pomysł – oczywiście to Wy pierwsi dowiecie się jak tylko wprowadzę go w czyn (:


Dzisiejszym wypiekiem nawiązuję do nazwy mojego bloga: upiekłam koty, obowiązkowo w kolorze czekolady. Specjalnie na tą okazję kupiłam tabliczkę z wyższej półki – czekoladę mleczną z fiołkami z Krakowskiego Kredensu. I mimo, że kwiatów było w niej dosłownie jak na lekarstwo, to i tak uważam ją za jedną z lepszych jakie dotychczas jadłam. Ciasteczka dużo dzięki niej zyskały. Są bajeczne. Pachnące, pysznie czekoladowe i zależnie od grubości: kruche lub mięciutkie (;

oryginał znajdziecie u Bei, ja podaję już z moimi zmianami

składniki:

  • 150 g miękkiego masła
  • 80 g cukru pudru
  • szczypta soli
  • 1 jajko, w temp. pokojowej
  • 100 g mlecznej czekolady dobrej jakości, np. z fiołkami (jak ta) lub po prostu naszej ulubionej
  • 1 łyżka słodkiej śmietanki lub mleka
  • 325 g mąki

opcjonalnie : stopiona czekolada do dekoracji

Masło ucieramy, dodajemy sól, cukier i jajko i dalej ucieramy do białości.

Czekoladę rozpuszczamy z dodatkiem śmietany/mleka w kąpieli wodnej (robimy to bardzo ostrożnie, by czekolada sie nie zwarzyła). Do masy maślano-jajecznej dodajemy stopioną czekoladę, traktujemy mikserem, następnie mąkę i bardzo dokładnie mieszamy już łyżką. Następnie z ciasta formujemy kulkę, spłaszczamy, zawijamy w folię spożywczą i umieszczamy w lodówce na ok. 30 minut.

Piekarnik rozgrzewamy do 180°C (u mnie 150st. jednak to zależy od mocy piekarnika).

Schłodzone ciasto wałkujemy na grubość 6 milimetrów (grubiej wałkowane będą bardziej mięciutkie po upieczeniu, cieniej – chrupiące) i wycinamy ciasteczka (uwaga : ciasto jest bardzo kruche i delikatne, ale bez przesady (; ). Układamy je na wyłożonej papierem blasze i ponownie schładzamy przez ok. 10 – 15 minut.

Pieczemy ciasteczka ok. 10 minut; mają być jeszcze lekko miękkie i tylko delikatnie zrumienione.

Studzimy je na kratce i ewentualnie dekorujemy stopioną czekoladą.

Buon Appetito! 🙂


ps. pierwsze zdjęcie nie jest niestety moje (; ale jest takie słodkie, że musiałam je zamieścić. Znalazła je Sis i pochodzi z tej strony.

10 zdjęcie w komputerze – blogowa zabawa

Kilka dni temu dostałam zaproszenie od Szarlotka do blogowej zabawy pt. ’10 zdjęcie’. Dokładnie nie znam zasad, ale najprawdopodobniej należy wybrać dziesiątą fotkę z dziesiątego folderu. Ja nagiełam nieco przepisy, ponieważ musiałabym zamieścić zdjęcie, które już na blogu mam. Tak więc wybrałam folder następny – deszczowy.

Ostatnio dużo pstrykam ‚mokrych’ fotek. Oto jedno z nich – kawałek drzewa rosnącego przed oknami łódzkiego mieszkania, w którym obecnie pomieszkujemy razem z M. Coraz częściej siadamy na balkonie w cieniu drzew, ciesząc oczy soczystą zielenią… niestety jednak… nieodłącznie w towarzystwie Bochenka … (;

z kolei ja zapraszam:

  1. Manię, bo wróciła do nas w nowej, pięknej odsłonie (:
  2. Jul, bo za bardzo pochłoneły Ją studia (;
  3. Myniolinkę, bo jest ze mną od początku mojego blogowania, a ja jestem od początku z Nią (: